Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. 27 Niedziela zwykła

Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.

Najlepszym wypełnieniem słów Pana Jezusa: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, nie zabraniajcie im, są dzieci przyprowadzone przez swoich rodziców na niedzielną Mszę świętą. Rodzice przynoszą, bądź przyprowadzają dzieci do Jezusa. A Chrystus mówi nam, że w dzieciach jest wiele niewinności, dobra, szczerości, dlatego pokazuje nam też, jakimi mamy być. Mamy się stać jak dzieci, jeżeli chcemy wejść do Królestwa Bożego.

Wśród Żydów panował zwyczaj przynoszenia dzieci do synagogi, do rabinów, aby kładli na nie ręce i udzielali błogosławieństwa. Jednakże uczniowie Jezusa uważali Jego pracę za zbyt ważną, aby można było zakłócać ją takimi sprawami. Gdy rodzice przychodzili do Niego ze swymi maleństwami, uczniowie patrzyli na nich z niechęcią. Byli zdania, że dzieci te są zbyt małe, aby mogły skorzystać coś ze spotkania z Chrystusem. Tymczasem właśnie takie postępowanie uczniów wzbudziło niezadowolenie Chrystusa. Zbawiciel rozumiał troskę i kłopoty rodziców, którzy usiłowali wychować swoje dzieci zgodnie ze Słowem Bożym. Słyszał ich modlitwy i sam dążył do tego, aby je przyciągnąć ku sobie.

Gdy Jezus nakazał uczniom, aby nie wzbraniali dzieciom przystępu do Niego, mówił tym samym do swych naśladowców wszystkich czasów, do chrześcijan wszystkich wieków: Dopuśćcie je, aby przyszły! One przyjdą, jeżeli nie będziecie im przeszkadzać.

Msza święta dla dzieci w naszej parafii w niedzielę o godz. 10.30.

Dzieci zajmują miejsca na dywanie przed ołtarzem.

Po Mszy św. błogosławieństwo indywidualne dla dzieci

oraz pamiątkowe obrazki.

About these ads
Kategorie: Słowo na niedzielę | 16 komentarzy

Zobacz wpisy

16 thoughts on “Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. 27 Niedziela zwykła

  1. Anonim

    Mój syn gdy miał 4 latka mówił Zdrowaś Maryio a słuchał tego ksiądz, który przyszedł po kolędzie, myśmy byli bardzo dumni, że tak ładnie mówi a księdzu najbardziej spodobało się to jak mówił „módl się za nami grzecznymi” :) osobiście nie zwróciłam na to uwagi choć co wieczór odmawiałam razem z dziećmi pacierz bo jeszcze córki bliżniaczki też się modliły, a gdy miały po 5 i 6 lat zawsze przed spaniem czytałam im bilię dla dzieci i to co wieczór, czekały na to i pilnowały mnie abym przez nadmiar zajęć nie zapomniała. Później gdy już chodziły do szkoły syn był ministrantem, lektorem aż do 21 lat, córki śpiewały w scholi, należeli do KSM-u. Teraz są poza domem ale kościoła nie omijają.

  2. Owieczka

    Dzieci to najpiękniejsze istoty świata.
    Jestem w nich zakochana po uszy i boli mnie krzywda jaką wyrządza się tym małym, bezbronnym owieczką.
    Za każdym razem na mszy św. dość nieświadomie obserwuję dzieci i ich rodziców, podziwiam ich, w pewien sposób zazdroszczę.. Brakowało mi tego. Jako dziecku. Potem nie mając przykładu i autorytetu zaprzestałam uczestniczyć w życiu Kościoła. Przez ostatnie 10 lat nie przyjmowaliśmy nawet kolędy. I tu głównie zwracam szczególną uwagę na lekcje religii w szkole. To właśnie ta lekcja, a w szczególności osoba ją prowadząca miała w sobie taką wiarę, taką miłość, że zarażała nią nawet tych najbardziej zagubionych, którzy już dawno zeszli z drogi.. tej jak najbardziej prawidłowej drogi. Pomimo naszego zbłądzenia, znam kilka osób które.. strasznie się zagubiły, jakie nawet po wyjściu z gimnazjum szukały nadal swojej drogi. Po dwóch latach zapukałam do drzwi osoby która zaszczepiła we mnie pierwsze ziarenka miłości do Pana Boga. Takiej zrozumiałej i sensownej miłości. Wielkiej, ale w moim sercu dopiero rodzącej się wiary. Z biegiem czasu spotkałam jeszcze na swojej drodze kilka osób z tegoż gimnazjum, którzy do dzisiaj pomimo upływu wielu lat utrzymują kontakt z tą osobą konsekrowaną i którzy odnaleźli drogę prawdy, drogę życia. Z tych łobuzów stali się osobami godnymi naśladowania. Otrzymali od tej osoby to, czego dziecko oczekuje od rodziców. Dziś wielu z nas jest na studiach, a swoje życie powierzyliśmy w ręce Pana Boga.

    Ale wracając do dzieci. Ważne – abyśmy byli dla nich, aby rodzice byli dla nich najlepszymi nauczycielami. Dziecko wpatrzone jest w swoją mamusię czy też tatusia. Pragnie ich miłości, troski, obecności. Dla dziecka rodzic jest najważniejszą osobą. Stąd też już nie jeden raz w Ewangelii słyszymy o tym abyśmy stali się jak dzieci.. jak dzieci wpatrzone w swoich rodziców, jak dzieci potrzebujące swoich rodziców, jak dzieci pragnące miłości swoich rodziców.. tak my właśnie mamy być wpatrzeni, potrzebujący, dawający i pragnący – Boga.

    I ja pamiętam pierwsze msze św na jakie zaczęłam brać ze sobą braciszka.
    Pamietam jego pierwszy pacierz.
    Pierwsze Zdrowaś Maryjo.
    Pierwsze Ojcze Nasz.
    Pierwsze złożenie rączek do modlitwy.
    Pierwsza intencja podczas modlitwy powszechnej wypowiedziana przez mikrofon.
    Pierwsza pieść wielbiąca Boga.
    Pierwsze roraty.
    Pierwszy różaniec.
    Pierwsza Droga Krzyżowa.
    i wiele wiele innych szczegółów i sytuacji.. przede wszystkim to, że Kościół otwarł mojego braciszka na drugiego człowieka, na świat i potrzeb świata.

    • Dziś o godz. 10. 30 w naszej Bazylice Msza dla dzieci. Ponieważ to niedziela adoracyjna przed Mszą św. adoracja Najświętszego Sakramentu. Dzieci zgromadziły się na dywanie przed ołtarzem, a ks. Mariusz na klęczniku obok nich i przykładnie czyta tekst adoracji. Nagle czuję, że ktoś mi zaczyna ściągać buta. Zatem trzeba było z jednej strony czytać adorację, a z drugiej bronić się przed grabieżcami. Widocznie, te małe istoty chciały pokazać, że już czas kończyć tę adorację. „Jesli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Bożego”.

  3. fado

    Sprawa dzieci to moja najwieksza przegrana.Nikt,nikt mnie rozumie. Bardzo dł. zastanawiałam sie czy cos tu wpisac. Strasznie mi wstyd i czuje sie z tym bardzo żle. Dla wielu rodziców pójscie z dzieci na msze to zaden problem.Ale dla nie to jakas blokada. Nie mam w tym wsparcia męża, a sama czuje sie tez jak „we mgle” . Bardzo łatwo jest mi mowic dziecom o Bogu w domu :(jaki jest dobry, ze jest naszym przyjacielem,ze jest zawsze z nami itd Mój problem to- Strach.przed pojsciem z nimi na msze. Czasem czuje jak mnie paralizuje (dosłownie) !!.Niemoge wyjsc-poprostu .NIe wiem moze to wszystko przez to ze wszystko jest na mojej głowie: wiara i wychowanie. Sama szukam i sie modle.Ostatnio powziełam mocne postanowienie ze bede sie modlic o nawrócenie mojego meza( rozpoczełam modlitwe Tajemnice Szczescia ) to zmudne ale sie nie poddam! nie wiem czy to mam sens co tu pisze ale nie wiem co robic . Bardzo sie boje i martwie.jak mam sobie pomoc aby pomoc moim dzieciom.

    • Polecam modlitwe przez wstawiennictwo św. Moniki. A ku pokrzepieniu zamieszczam fragment kazania o św. Monice, które wygłosiłem na jednej z Mszy o uzdrowienie:

      Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo mnie kochała – pisał po latach św. Augustyn, syn św. Moniki, nad którym wylała morze łez.

      Święta Monika, patronka dnia dzisiejszego nie miała łatwego życia. Wydano ją młodo za poganina, który okazał się niewiernym mężem i człowiekiem skorym do gniewu. Dodatkowym krzyżem stała się wrogo nastawiona teściowa. Cierpliwością i mądrością Monika potrafiła złagodzić temperament męża i zjednać przychylność teściowej. Doprowadziła do nawrócenia męża, który tuż przed śmiercią przyjął chrzest. Pozostała do końca życia wdową pochłoniętą troską o dzieci. Miała ich troje: syna Nawigiusza, córkę, której imienia nie znamy, oraz syna Augustyna. Ten ostatni przysporzył jej najwięcej zmartwień, ale to on wystawił jej w swoich spisanych „Wyznaniach” najpiękniejszy pomnik.
      Młody Augustyn pomnażał swoje talenty i szukał prawdy w modnych filozoficznych trendach, a doczesnego szczęścia w nie najprzykładniejszym życiu. Matka z tego powodu bardzo cierpiała. Z czasem łzy zamieniła w modlitwę. Augustyn wspomina chwilę, kiedy dopadła go ciężka choroba. Nawet w niebezpieczeństwie śmierci nie poprosił o chrzest. Sam ocenia siebie po latach, że zachował się jak błazen. Wyznaje, że ocaliła go miłość matki. Pisze: „Gdybym umarł w tym stanie, serce mojej matki już by nigdy nie przestało krwawić po takim ciosie. Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo mnie kochała i o ile bardziej cierpiała, rodząc mnie do życia duchowego, niż wtedy, gdy mnie wydawała na świat. Czyżbyś Ty, Boże, hojny w miłosierdziu, mógł wzgardzić sercem skruszonym i upokorzonym wdowy cnotliwej i rozważnej? Czy mogłeś wzgardzić jej łzami, czy mogłeś nie wysłuchać jej modlitw, w których błagała Cię nie o srebro i złoto, nie o jakiekolwiek dobra zmienne i przemijające, lecz o zbawienie duszy swego syna? Z Twojej przecież łaski była taka, jaka była. Nie mogłeś jej Panie odmówić pomocy”.
      Niepokój Moniki był tak wielki, że opuściła rodzinne wybrzeże północnej Afryki i podążyła za synem do Mediolanu i Rzymu. Zastała go już w pół drogi do nawrócenia, w stanie ogólnego zwątpienia. Augustyn wspomina dalej: „Matka powiedziała mi – z największym spokojem, z taką pogodą, jaką daje zupełna ufność – iż wierzy, że zanim odejdzie z tego świata, ujrzy mnie wierzącym chrześcijaninem. Tyle do mnie rzekła. Do Ciebie zaś, który zdrojem jesteś miłosierdzia, jeszcze goręcej się modliła, płacząc, prosiła, abyś jak najrychlej wspomógł mnie i rozświetlił moje ciemności Twoim światłem”.
      Święta Monika doczekała się spełnienia swych modlitw. Nie przypuszczała, że syn po nawróceniu zostanie kapłanem. To jedna z najpiękniejszych kart „Wyznań”. Matka i syn, oparci o okno, patrząc na domowy ogród, rozmawiają długo ze sobą, jak się okazało po raz ostatni. Mówią o przebytej drodze i o szczęściu, którym jest Bóg. „W tęsknocie otwarliśmy nasze serca dla niebiańskiego strumienia płynącego z Twojego zdroju, zdroju życia, które jest u Ciebie”.
      Moi drodzy dziś, kiedy modlimy się o uzdrowienie św. Monika pokazuje nam jak wielka jest siła miłości i modlitwy matki. Może właśnie któraś z siedzących tu matek modli się o nawrócenie jej syna, i może dane jej będzie zobaczyć swoje pojednane z Bogiem i nawrócone dziecko. Może już dorosłe, żyjące w rodzinie, ale ciągle nie po Bożemu. Ta dzisiejsza Msza św. z modlitwą o uzdrowienie i przykład św. Moniki pozwala nam prosić Pana Boga o dar uzdrowienia naszej wiary, naszej świętości życia, właściwego pomnażania naszych talentów. Bo tak jak pisał św. Augustyn, syn św. Moniki: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”.

  4. fado

    Bóg zapłać ojcze. Bardzo dziekuje. :)

  5. Iwonka

    Proszę ks. bardzo potrzebowałam dziś kazania o św. Monice. Nie chce się rozpisywać ale moi rodzice dawno temu się rozeszli. Mama miała kilku a i ojciec nie był lepszy. Miałam jednak to szczęście, że miałam kochanych dziadków właśnie to dzięki nim wyszłam na prostą. Mam wspaniałego męża, 3 dzieci w tym 2 dorosłych synów, nie omijają nas krzyże, ale nie umie sobie poradzić z moją mamą, której Pan zabierał kolejno mężczyzn z którymi się wiązała. Ma w stosunku do mnie chorą miłość, teraz się budzi i pomału nawraca ale mnie doprowadza do szału. Miesza się w nasze małżeństwo, nasze dzieci, chce kontrolować każdy mój ruch a ja mam już za sobą 24 lata szczęśliwego małżeństwa i nie poświęcę go dla mojej mamy i jej chorych poglądów. Czy wyobraża sobie ks. sytuację – niedziele że do godz. 12.30 wykona do ks. 12 tel przeliczyłam niestety. Czasem zastanawiam się na poważnie czy nie zerwać z nią kontaktu ale jest moją mamą………. Czy ktoś kto bezwzględnie niszczy swoim zachowaniem drugiego człowieka zasługuje na naszą miłość… dlaczego moje dzieci, a jej wnuki nie znają prawdziwej miłości ze str babci, na te pytanie niestety nie znajduje odp. Pozostaje wiara, nadzieja i miłość a z nich trzech najważniejsza jest miłość. Serdecznie ks. pozdrawiam

    • Odpowiedź jest właśnie w Pani przedostatnim zdaniu: “Pozostaje wiara, nadzieja i miłość, a z nich trzech najważniejsza jest miłość”. Gdy tłumaczenie czegokolwiek zawodzi, pozostaje ufna modlitwa.

  6. mała

    Fajnie być dzieckiem. Szkoda,że trzeba dorastać.

  7. Młody człowiek jest znudzony dzieciństwem, zatem szybko pędzi w dorosłe życie, a na starość znów pragnie być dzieckiem. Traci zdrowie w pogoni za pieniądzem, a później wydaje pieniądze, aby odzyskać zdrowie. Myśli ciągle z niepokojem o przyszłości, zapominając o teraźniejszości. Żyje tak, jakby miał nigdy nie umrzeć, a umiera tak, jakby nigdy nie żył…

    • m.osiemnastka

      już to gdzieś słyszałam:)

    • Jest taki film nawet ,,Kto nigdy nie żył nigdy nie umiera” bardzo dobry i naprawdę trafia choć dialogów jest mało. A w tym chodzi właśnie o to aby patrzeć.

  8. Na wcześniejszym blogu.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Create a free website or blog at WordPress.com. The Adventure Journal Theme. Autor motywu: Contexture International.

%d bloggers like this: