Gościnność i życzliwość. 16 Niedziela zwykła.

Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa. Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. A Pan jej odpowiedział: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”.

Nasze polskie przysłowie mówi: „Gość w dom, Bóg w dom”. Dosłownie doświadczył tego Abraham, słyszeliśmy o tym w pierwszym czytaniu. Bóg w gościnie u Abrahama. Człowiek zaprasza Boga do siebie, do swojego namiotu i częstuje Go tym, co ma najlepszego. A Pan Bóg potrafi się odwdzięczyć za życzliwe i gościnne przyjęcie. Zapowiada, że za rok o tej porze, Abraham będzie miał długo wyczekiwanego syna. Innymi słowy, Pan Bóg za gościnne przyjęcie i życzliwość, daje nowe życie.

Kilka wieków później, Syn Boży przychodzi do Betanii, do domu Marii, Marty i Łazarza. Zostaje również gościnnie i życzliwie przyjęty. Wydawać by się mogło, że pierwsze skrzypce gra Marta, która ciągle coś przynosi do stołu. Kiedyś słyszałem opinię, że Marta non stop biegała do lodówki, żeby niczego nie brakło 🙂 Trochę mało prawdopodobne z tą lodówką. Maria i Łazarz dotrzymują Jezusowi towarzystwa, a Marta dba o stół. I w tym wypadku, po pewnym czasie, Bóg wynagrodzi im gościnność i życzliwość. Pan Bóg za życzliwe i gościnne przyjęcie da nowe życie. Nowe życie zmarłemu Łazarzowi.

Nawrócony Szaweł z dzisiejszego drugiego czytania, otrzymuje nowe życie. Z prześladowcy chrześcijan, staje się Apostołem Narodów. Udziela gościny Chrystusowi w swoim życiu. Sam zresztą pisze w jednym ze swoich listów: Dla mnie żyć – to Chrystus! Staje się wzorem życzliwości dla młodego Kościoła. I Chrystus buduje na fundamencie Piotra i Pawła, żywą wspólnotę swojego Kościoła.

Krzysztof, z greckiego Christophoros, to niosący Chrystusa. Udzielał pomocy i obdarzał życzliwością przechodzących przez nurt rzeki. Pewnego dnia, udzielił pomocy także Chrystusowi. Bóg wynagrodził mu jego uczynność.

Siostry i Bracia. Klamrą spinającą dzisiejszą Liturgię Słowa, mogą być dwa wyrażenia: życzliwość i gościnność. Niech one: życzliwość i gościnność, będą także programem na nasze życie. To dwie, jakże piękne postawy w życiu człowieka. Co prawda, jesteśmy uważani za naród bardzo gościnny i dobrze że tak nas widzą i tak piszą. Choć czasem można usłyszeć takie zdania: „Gość w dom, cukier do szafy” albo „Gość w dom, Bóg wie, kiedy pójdzie” 🙂 Zakończmy jednak, zachętą z Listu do Hebrajczyków: „Niech trwa braterska miłość. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”.

Reklamy

Bez oglądania się. 13 Niedziela zwykła.

Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: ”Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?”. Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: ”Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: ”Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł wesprzeć”. Do innego rzekł: ”Pójdź za Mną”. Ten zaś odpowiedział: ”Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca”. Odparł mu: ”Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”. Jeszcze inny rzekł: ”Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu”. Jezus mu odpowiedział: ”Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.

Ci, którzy podróżowali kiedykolwiek samolotem, wiedzą, że na każdym większym lotnisku, znajduje się specjalny mały, kolorowy samochód. Jego zadaniem jest prowadzenie po płycie lotniska wielkich samolotów, aby bezpiecznie wjechały na pas startowy lub bezpiecznie zjechały z niego i trafiły do hangaru. Na tym samochodzie umieszczony jest także napis „Pilot”. Na lotniskach, na których obowiązuje anglojęzyczna terminologia, napis ten brzmi „Follow Me”. W języku angielskim oznacza to „Naśladuj mnie”, „Idź za mną”. To jest niesamowity widok, gdy maleńki samochodzik pomaga ogromnej maszynie trafić na właściwe miejsce.

Jezus przez tą dzisiejszą Ewangelię mówi do wszystkich ludzi żyjących na przestrzeni  dwudziestu wieków: Naśladuj mnie, Pójdź za mną. Oczywiście nie chodzi Jezusowi, żeby wszyscy wybierali życie kapłańskie czy zakonne. Jest tam miejsce dla każdego z nas. Tak, aby każdy realizując swoje życiowe powołanie, równocześnie szedł za Jezusem.

Często ludzie młodzi pytają: jak rozeznać swoje powalanie? Odpowiedź może być prosta. Jeżeli to, co wykonujesz, nie oddala cię od Boga, wręcz przeciwnie oddaje to cześć Bogu, służy innym ludziom, sprawia ci to ogromną satysfakcję, to bez wątpienia odkryłeś swoje powołanie.

Jezus dzisiaj mówi o pługu. Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego. Przyłożenie rąk do pługa symbolizuje w Ewangelii wybór jakiejś formy życia. Pługów jest wiele, takim pługiem może być kapłaństwo, ale także takim pługiem może być małżeństwo. Jak ważne jest, żeby do tego pługu przyłożyć nie tylko ręce, ale jeszcze i serce.

Kiedyś zapytano staruszków obchodzących już 60 rocznice małżeństwa, jak wy to robicie, że do tego czasu jesteście z sobą, łączy was ogromna miłość. I odpowiedzieli bardzo ciekawie: Dawniej, jak coś się psuło, to się to naprawiało. Dziś jak coś się psuje, to się to wyrzuca i szuka nowego. Coraz więcej dziś porzuconych pługów kapłaństwa, małżeństwa.

Dlatego dzisiaj prośmy o łaskę wytrwania w realizacji naszych powołań. Takich jakie one są. Prośmy abyśmy nie oglądali się do tyłu, nie rozglądali się na boki, ale patrzyli z ufnością do przodu, bo współpracując z łaską Bożą będziemy nadawali się do Królestwa Bożego.

Pójść za Jezusem, to znaczy wziąć krzyż. 12 Niedziela zwykła.

Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: ”Za kogo uważają Mnie tłumy?”. Oni odpowiedzieli: ”Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: ”A wy, za kogo Mnie uważacie ?”. Piotr odpowiedział: ”Za Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: ”Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. Potem mówił do wszystkich: ”Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”.

Co powinien zrobić człowiek, który chce zyskać popularność i pociągnąć za sobą tłumy? W jaki sposób postąpić, by szybko i skutecznie pozyskać zwolenników i zdobyć przychylność innych ludzi? Nasze życiowe doświadczenie podsuwa dosyć jednoznaczną odpowiedź: przede wszystkim, trzeba pokazać się z jak najlepszej strony. A zatem wyeksponować swoje zalety, umiejętnie ukryć wady. Warto też – przynajmniej od czasu do czasu, pochwalić się znajomością z możnymi tego świata, co przekona innych o naszej „wielkości”. No i oczywiście, chcąc zyskać zwolenników, trzeba koniecznie im coś obiecać, najlepiej: łatwy zysk, szybki awans, dobrobyt, poprawę warunków życiowych.

Tymczasem Jezus, któremu przecież zależało na tym, aby wszystkich ludzi pociągnąć do siebie i zgromadzić ich w jedną wielką wspólnotę zbawczą, postępuje dziś jakby wbrew logice. Bo oto w przeczytanym fragmencie Ewangelii, zamiast kuszących obietnic, gwarantujących łatwe, przyjemne i beztroskie życie, wypowiada niełatwe słowa: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. To raczej mało zachęcająca propozycja. Dlaczego więc Chrystus domaga się od nas przyjęcia krzyża? Czy rzeczywiście jest to konieczne?

Otóż, wyobraźmy sobie, co by było, gdyby Chrystus obiecał to wszystko, co dla ludzi stanowi przedmiot pożądania: powodzenie, pieniądze, sławę, dobrą rozrywkę, zabawę – beztroskie i pełne uciech życie. Z pewnością natychmiast zyskałby miliony takich, którzy bez wahania poszliby za Nim. Ale trzeba tu dodać jedno: ci ludzie poszliby za Nim nie ze względu na Niego samego, ale ze względu na dobra, które spodziewaliby się otrzymać. Dla nich nie byłaby najważniejsza osoba Jezusa, ale to, co miałby im dać.
Tymczasem Chrystus nie chce taniego poklasku. On pragnie naszej miłości, a tylko ten kocha naprawdę, kto w imię miłości potrafi przyjąć krzyż. Przyjęcie krzyża jest dowodem autentycznej miłości. W tym świetle rozumiemy już słowa Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”

Módlmy się w czasie tej Eucharystii, która jest uobecnieniem ofiary krzyżowej Chrystusa, abyśmy na Jego miłość zawsze umieli odpowiadać tym samym: miłością ofiarną i bezinteresowną. Obyśmy biorąc swój krzyż na każdy dzień, dawali Mu odpowiedz na pytanie za kogo go uważamy. Jezus nie oczekuje dziś od nas formułek, ale refleksji, na ile rzeczywiście On jest dla nas ważny. Czy moja więź z Nim jest na tyle mocna, że potrafię nad Nim zapłakać jak nad własnym dzieckiem, zatęsknić za Nim całym sobą? Czy ze względu na Niego potrafię pozbyć się uprzedzeń wobec drugiego człowieka, wierząc, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami?

Tajemnica Trójcy Świętej

Jezus powiedział swoim uczniom: ”Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam oznajmi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi”.

W naszym życiu, na co dzień, spotykamy się z wieloma tajemnicami. Pełen tajemnic jest otaczający nas świat. Badają go setki tysięcy uczonych z różnych dziedzin nauki. Efektem tych badań jest to, że ciągle coś nowego dla nas odkrywają. Poszerza się nasza wiedza, ale jednocześnie widzimy, jak wiele jeszcze kryje on w sobie tajemnic.

Tajemniczą istotą, do końca nie poznaną, jest również człowiek. Właściwie każdy z nas, jest inny. Każdy z nas nosi w sobie własną tajemnicę, która fascynuje, a zarazem jest niemożliwa do pełnego poznania przez innych.

Podobnie jest i z naszą wiarą. Chrześcijaństwo to religia naznaczona wieloma tajemnicami. Zresztą, gdybyśmy już wszystko o Bogu wiedzieli, poznali Go tak do końca, potrafili zmierzyć, zważyć, dotknąć, On nie byłby już Bogiem. Gdybyśmy już wszystko w chrześcijaństwie poznali, zrozumieli, wiedzieli, nie byłaby to już religia, a dziedzina wiedzy. Dużo jest w naszej wierze tajemnic. Dziewica urodziła Syna; zmarły Łazarz wyszedł z grobu; Jezus zmartwychwstał; Bóg – to niewidzialny Ojciec; a Duch Święty – pod postacią gołębicy. To tylko niektóre tajemnice. I to właśnie nie jest bez znaczenia. Musi istnieć tajemnica, byśmy zapragnęli ją odkrywać, zgłębiać, poznawać.

Nasz umysł jest zdolny odkrywać w świecie ślady Boga, a w głębi duszy przejawy Bożego działania. Ale sięgnąć w głąb Bożej istoty, uchwycić, czym On jest w swej naturze – to całkowicie przekracza nasze ludzkie możliwości.

Uchylić rąbka tej tajemnicy mógł tylko sam Bóg. I to właśnie uczynił, przede wszystkim przez objawienie w Jezusie Chrystusie. Jezus, objawił nam Ojca, jako początek wszystkiego i źródło miłości. On też objawił Ducha Świętego, jako pocieszyciela i uświęciciela.

Prawda o Bogu Trójedynym nie jest wymysłem teologów. Podczas, gdy tyle jest w dzisiejszym świecie różnych „pomysłów na Boga”, powinniśmy wiedzieć, że to nie my wymyślamy sobie Boga – my Go tylko odkrywamy, bo on sam zechciał przyjść do nas i pokazać nam Siebie. To dzięki Niemu wiemy, że Bóg jest Wspólnotą Trzech Osób, które się miłują i żyją ze sobą w doskonałej jedności.

Ale pamiętajmy też o tym, że ta prawda mimo iż została objawiona, nadal pozostaje tajemnicą. Trójca Święta jest dla nas przede wszystkim tajemnicą miłości! Miłość nas stworzyła, miłość nas odkupiła, miłość oświeca nasze umysły i uświęca nasze serca.

Drugą cechą Trójcy Świętej jest jedność, doskonałe zjednoczenie. Usłyszymy dziś w prefacji mszalnej: „Ty z Jednorodzonym Synem Twoim i Duchem Świętym * jedynym jesteś Bogiem, jedynym jesteś Panem; nie przez jedność osoby, * lecz przez to, że Trójca ma jedną naturę. * W cokolwiek bowiem dzięki Twemu objawieniu * wierzymy o Twojej chwale, * to samo bez żadnej różnicy myślimy o Twoim Synu * i o Duchu Świętym.” Trzeba i nam takiej jedności w naszej Ojczyźnie, naszym społeczeństwie, naszych rodzinach.

Niech zatem miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym będą z nami wszystkimi.

Zesłanie Ducha Świętego

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze. Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. a nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.

Możemy kupować do swojego domu, mieszkania wspaniałe urządzenia: lodówkę, pralkę, telewizor, ale jeśli zabraknie prądu, elektryczności, te urządzenia są bezwartościowe, martwe. I podobnie jest z naszą wiarą. Jeśli zabraknie tego, co duchowe, wewnętrzne, pozostaniemy tylko na tym, co zewnętrzne, będziemy mieli tylko taką obudowę. Jeśli nie podłączymy się do Ducha Świętego, do tej mocy z nieba, to nasze chrześcijaństwo będzie takie bezwartościowe, martwe.

Metropolita Ignacy – Patriarcha Antiochii, powiedział w 1968r. – „Bez Ducha Świętego – Bóg jest daleko; Chrystus – pozostaje w przeszłości; Ewangelia jest martwą literą; Kościół –  zwyczajną organizacją; autorytet – panowaniem; misja – propagandą; kult – zaklęciem.

Na szczęście jest w Kościele obecny Duch Święty. I dzięki niemu, Kościół żyje, modlitwa jest żywym dialogiem człowieka z Panem Bogiem, sakramenty narzędziami jego działania. Słyszymy w najważniejszym momencie Eucharystii: „Uświęć te dary mocą twojego Ducha, aby stały się dla nas Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa”. W najważniejszych momentach sprawowania sakramentów, wzywamy Ducha świętego.

Moi drodzy. Duch święty – zdajemy sobie sprawę, że to ważna osoba Trójcy świętej, przypomina na o tym katechizm i liturgia sakramentalna. Jednak w takim naszym osobistym, indywidualnym przeżywaniu wiary, może się zdarzyć, że to trochę zapomniana osoba. Z Bogiem Ojcem nam jakoś bardziej po drodze. Wstajemy rano, patrzymy do lustra i pierwsze słowa jakie wypowiadamy to: O Boże! Kilka minut później jak uświadomimy sobie, co mamy dziś zrobić, to wypowiadamy: O Jezu! A Duch Święty…, jakby taki wielki nieobecny.

Znany warszawski rekolekcjonista powiedział kiedyś, że wielu katolików ma dzisiaj taką pobożność, że gdyby dziś, ktoś ogłosił, że nie ma Ducha Świętego, to nic a nic by się nie zmieniła ich pobożność, to nic a nic by się w ich życiu nie zmieniło. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że papież wydał dekret: Nie ma Ducha Świętego. I co się zmienia w waszym życiu? Bo jak by powiedział: Mszy nie ma: To już jest zmiana. Gdyby papież powiedział: pacierza nie trzeba odmawiać… No to już duża zmiana. Śpiochy by powiedziały: niech żyje papież! Duża zmiana. A jak by powiedział: „Ducha Św. nie ma”, to co by się w waszym życiu zmieniło? To tylko takie retoryczne pytania, ale pokazujące nam pewną rzeczywistość, czy może nawet brak pewnej rzeczywistości. Trzeba nam, moi drodzy, tak żyć, żeby tego Ducha św. doświadczyć w przeżywaniu naszej wiary.

Nieraz mówimy, że jeśli w tym, co robimy nie ma ducha, to jest to bez wyrazu, od niechcenia, czy też zrobione z konieczności. Czynić coś z duchem, to znaczy mocno się w coś zaangażować, działać całym sobą. Duch Święty, którego Jezus zesłał na Apostołów, radykalnie zmienił ich życie. Z przerażonych i zagubionych uczniów, stali się charyzmatycznymi głosicielami Ewangelii. Jezus zapowiedział, jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, Pocieszyciela i Moc, która pozwoli pokonać Apostołom wszelkie ludzkie słabości i ograniczenia i spełnił swoją obietnicę. Oni doskonale mieli tego świadomość, bo otworzyli drzwi wieczernika i wyszli głosić Chrystusa. Oni robili to nie swoją mocą, ale mocą Ducha św. W jaki sposób? Po czym to można było poznać? Przypomniał nam o tym św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu: „Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”.

To Duch Święty, czyni nasze oblicze pogodnym, pozwala dzielić się radością z innymi, daje nawet łaskę rozumienia się na żartach. Nawet przepisy liturgiczne na dziś nam w tym pomagają. Zobaczcie, mamy dziś Zielone Świątki, a ksiądz… ubrany na czerwono.

Czas Zesłania Ducha Świętego przypada w naszym kraju na pełnię wiosny, jej najpełniejszego rozkwitu, najbujniejszej roślinności. Dlatego właśnie uroczystość Zesłania Ducha Św. nosi w Polsce nazwę „Zielonych Świąt”. Symbolika tej nazwy odnosi się do tego, co dzieje się w nas samych poruszonych mocą Ducha Świętego. Dlatego życzmy sobie, aby w mocy Ducha Świętego, nasze życie wewnętrzne, duchowe, rozkwitało tak, jak majowa łąka. Amen.