Zmartwychwstał…

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.

Chrystus Zmartwychwstał.
Drodzy Bracia i Siostry.

W ten uroczysty dzień z radością, jako chrześcijanie, ogłaszamy wszystkim, ogłaszamy światu, wielką tajemnicę Boga. Tajemnicę największego cudu Jezusa Chrystusa: Jego zmartwychwstanie. Jezus Chrystus: zwycięzca śmierci, piekła i szatana, wychodzi z grobu, dnia trzeciego z rana.

Brzmi jeszcze w naszych uszach, zaśpiewane przed chwilą, radosne Alleluja, obwieszczające, tryumfalne zmartwychwstanie Pana Jezusa i związana z nim radość dla nas, którzy doczekaliśmy kolejnej w naszym życiu Wielkanocy. Tak jak po zimie przychodzi długo oczekiwana wiosna, wszystko odżywa, zieleni się, kwitnie, tak dane nam było przez czas Wielkiego Postu, przygotować się do tej Wiosny naszej wiary, do Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

I właśnie tą radością pragnie dziś podzielić się liturgia paschalna z każdym, kto zawitał do tej naszej świątyni. Ponieważ prawda o Zmartwychwstaniu, to najradośniejsza informacja, jaka obiegła ziemię. Ta prawda zagłusza wszystkie, smutne prawdy, bo Chrystus przez swoją śmierć na krzyżu, pokonał śmierć naszą, a zmartwychwstając z grobu, utorował drogę dla naszego zmartwychwstania.
Dziś niektórzy ludzie tracą nadzieję. Nadzieję, rozumianą, jako wiarę, która przecież czyni cuda. Także niejednokrotnie nadzieję i wiarę w zmartwychwstanie. Tego nam czynić nie wolno, tego zabrania nam, nasza wiara. Odebrać komuś nadzieję, to znaczy go zabić. A utracić nadzieję, to znaczy umrzeć.

Z martwych wstał Chrystus, więc i my zapragnijmy zmartwychwstać. Prośmy zwycięskiego Chrystusa, niech przywróci nam wszystkim nadzieję. Nadzieję czynną, nadzieję twórczą, nadzieję, która wyraża się w otwarciu na wieczność, na to, co przed nami jeszcze zakryte. Ona jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, tych rzeczywistości, których jeszcze nie widzimy.

Jeśliście powstali z martwych, szukajcie tego co w górze, gdzie przebywa Chrystus. Maria Magdalena przybiegła i zastała pusty grób. Piotr i Jan zobaczyli płótna leżące w grobie. Wydawało się, że umarły wszystkie ich nadzieje pokładane w Jezusie. Że ich wszystkie nadzieje zostały złożone w grobie i przywalone ciężkim kamieniem. Stracili nadzieję na to, że spotkają jeszcze żyjącego Jezusa. Szukali Go w grobie. Jednak słowa Anioła wszystko tłumaczą: „nie ma Go w grobie, bo On zmartwychwstał”. Uczniowie nie wykradli ciała Jezusa, jak to twierdzili wówczas przeciwnicy zmartwychwstania i twierdzą również do dzisiaj niektórzy religijni ignoranci. Gdyby wykradli ciało Jezusa i gdyby On nie zmartwychwstał, to żaden z Jego uczniów nie byłby na tyle głupi, aby ginąć i być kamienowanym za głoszenie prawdy, która byłaby mistyfikacją.

Siostry i Bracia. Rozpoczęliśmy uroczysty obchód Świąt Wielkanocnych. Po co? Po to, żeby razem z Chrystusem powstać z martwych! Żeby szukać tego, co w górze. Każdej niedzieli w ciągu roku, gromadząc się tutaj w świątyni słyszymy słowa: Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał. A więc prawdziwy chrześcijanin świętuję pamiątkę zmartwychwstania Chrystusa, nie tylko raz w roku, ale także w każdą niedzielę. Bo inaczej to będzie tylko folklor, tradycja, że z całą rodziną idziemy na Wielkanoc do Kościoła.

Siostry i Bracia. Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja, a miejscem spotkania będzie… No właśnie, co będzie moim miejscem spotkania? Dla wszystkich, którzy nadzieję pokładają w Chrystusie niech tym miejscem spotkania będzie każda niedzielna Eucharystia, aby Jezus Chrystus, był w nas Bogiem żywym. Naszą drogą, prawdą i życiem. Amen.

Reklamy

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej

Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa
według świętego Łukasza.

Ostatnia Pascha

E. A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. Wtedy rzekł do nich: + Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał. Albowiem powiadam wam: Już jej spożywać nie będę, aż się spełni w królestwie Bożym. E. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: + Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże.

Ustanowienie Eucharystii

E. Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: + To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę! E. Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: + Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana.

Zapowiedź zdrady

Lecz oto ręka mojego zdrajcy jest ze Mną na stole. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi według tego, jak jest postanowione, lecz biada temu człowiekowi, przez którego będzie wydany. E. A oni zaczęli wypytywać jeden drugiego, kto by mógł spośród nich to uczynić.

Spór o pierwszeństwo

Powstał również spór między nimi o to, który z nich zdaje się być największy. Lecz On rzekł do nich: + Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przyjmują nazwę dobroczyńców. Wy zaś nie tak [macie postępować]. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa! Któż bowiem jest większy? Czy ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czyż nie ten, kto siedzi za stołem? Otóż Ja jestem pośród was jak ten, kto służy. Wyście wytrwali przy Mnie w moich przeciwnościach. Dlatego i Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole oraz żebyście zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela.

Obietnica dana Piotrowi

Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci. E. On zaś rzekł: I. Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć. E. Lecz Jezus odrzekł: + Powiadam ci, Piotrze, nie zapieje dziś kogut, a ty trzy razy wyprzesz się tego, że Mnie znasz.

Chwila walki

E. I rzekł do nich: + Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów? E. Oni odpowiedzieli: T. Niczego. E. Mówił dalej: + Lecz teraz kto ma trzos, niech go weźmie; tak samo torbę; a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz! Albowiem powiadam wam: to, co jest napisane, musi się spełnić na Mnie: Zaliczony został do złoczyńców. To bowiem, co się do Mnie odnosi, dochodzi kresu. E. Oni rzekli: T. Panie, tu są dwa miecze. E. Odpowiedział im: + Wystarczy.

Modlitwa i trwoga konania

E. Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną: towarzyszyli Mu także uczniowie. Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: + Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. E. A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: + Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie! E. Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię. Gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących ze smutku. Rzekł do nich: + Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie.

Pojmanie Jezusa

E. Gdy On jeszcze mówił, oto zjawił się tłum. A jeden z Dwunastu, imieniem Judasz, szedł na ich czele i zbliżył się do Jezusa, aby Go pocałować. Jezus mu rzekł: + Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego? E. Towarzysze Jezusa widząc, na co się zanosi, zapytali: I. Panie, czy mamy uderzyć mieczem? I któryś z nich uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu prawe ucho. Lecz Jezus odpowiedział: + Przestańcie, dosyć! E. I dotknąwszy ucha, uzdrowił go. Do arcykapłanów zaś, dówódcy straży świątynnej i starszych, którzy wyszli przeciw Niemu, Jezus rzekł: + Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę? Gdy codziennie bywałem u was w świątyni, nie podnieśliście rąk na Mnie, lecz to jest wasza godzina i panowanie ciemności.

Zaparcie się Piotra

E. Schwycili Go więc, poprowadzili i zawiedli do domu najwyższego kapłana. A Piotr szedł z daleka. Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr usiadł także między nimi. A jakaś służąca, zobaczywszy go siedzącego przy ogniu, przyjrzała mu się uważnie i rzekła: I. I ten był razem z Nim. E. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: I. Nie znam Go, kobieto. E. Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: I. I ty jesteś jednym z nich. E. Piotr odrzekł: I. Człowieku, nie jestem. E. Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: I. Na pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem. E. Piotr zaś rzekł: I. Człowieku, nie wiem, co mówisz. E. I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.

Jezus wyszydzony

Tymczasem ludzie, którzy pilnowali Jezusa, naigrawali się z Niego i bili Go. Zasłaniali Mu oczy i pytali: T. Prorokuj, kto Cię uderzył. E. Wiele też innych obelg miotali przeciw Niemu.

Wobec Wysokiej Rady

Skoro dzień nastał, zebrała się starszyzna ludu, arcykapłani i uczeni w Piśmie i kazali przyprowadzić Go przed swoją Radę. Rzekli: T. Jeśli Ty jesteś Mesjasz, powiedz nam! E. On im odrzekł: + Jeśli wam powiem, nie uwierzycie Mi, i jeśli was zapytam, nie dacie Mi odpowiedzi. Lecz odtąd Syn Człowieczy siedzieć będzie po prawej stronie Wszechmocy Bożej. E. Zawołali wszyscy: T. Więc Ty jesteś Synem Bożym? E. Odpowiedział im: + Tak. Jestem Nim. E. A oni zawołali: T. Na co nam jeszcze potrzeba świadectwa? Sami przecież słyszeliśmy z ust Jego.

Jezus przed Piłatem

E. Teraz całe ich zgromadzenie powstało; i poprowadzili Go przed Piłata. Tam zaczęli oskarżać Go: T. Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród, że odwodzi od płacenia podatków Cezarowi i że siebie podaje za Mesjasza – Króla. E. Piłat zapytał Go: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział mu: + Tak, Ja Nim jestem. E. Piłat więc oświadczył arcykapłanom i tłumom: I. Nie znajduję żadnej winy w tym człowieku. E. Lecz oni nastawali i mówili: T. Podburza lud, szerząc swą naukę po całej Judei, od Galilei, gdzie rozpoczął, aż dotąd. E. Gdy Piłat to usłyszał, zapytał, czy człowiek ten jest Galilejczykiem. A gdy się upewnił, że jest spod władzy Heroda, odesłał Go do Heroda, który w tych dniach również przebywał w Jerozolimie.

Jezus przed Herodem

Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jaki znak, zdziałany przez Niego. Zasypał Go też wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział. Arcykapłani zaś i uczeni w Piśmie stali i gwałtownie Go oskarżali. Wówczas wzgardził Nim Herod wraz ze swoją strażą; na pośmiewisko kazał ubrać Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata. W tym dniu Herod i Piłat stali się przyjaciółmi. Przedtem bowiem żyli z sobą w nieprzyjaźni.

Jezus ponownie przed Piłatem

Piłat więc kazał zwołać arcykapłanów, członków Wysokiej Rady oraz lud i rzekł do nich: I. Przywiedliście mi tego człowieka pod zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżacie. Ani też Herod – bo odesłał Go do nas; a oto nie popełnił On nic godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię.

Jezus odrzucony przez swój naród

E. A był obowiązany uwalniać im jednego na święta. Zawołali więc wszyscy razem: T. Strać Tego, a uwolnij nam Barabasza! E. Był on wtrącony do więzienia za jakiś rozruch powstały w mieście i za zabójstwo. Piłat, chcąc uwolnić Jezusa, ponownie przemówił do nich. Lecz oni wołali: T. Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go! E. Zapytał ich po raz trzeci: I. Cóż On złego uczynił? Nie znalazłem w Nim nic zasługującego na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię. E. Lecz oni nalegali z wielkim wrzaskiem, domagając się, aby Go ukrzyżowano; i wzmagały się ich krzyki. Piłat więc zawyrokował, żeby ich żądanie zostało spełnione. Uwolnił im tego, którego się domagali, a który za rozruch i zabójstwo był wtrącony do więzienia; Jezusa zaś zdał na ich wolę.

Droga krzyżowa

Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem. A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: + Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym? E. Przyprowadzono też dwóch innych – złoczyńców, aby ich z Nim stracić.

Ukrzyżowanie

Gdy przyszli na miejsce, zwane Czaszką, ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: + Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. E. Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy.

Wyszydzenie na krzyżu

A lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: T. Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. E. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: T. Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie. E. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest Król żydowski.

Dobry łotr

Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: I. Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas.E. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: I. Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. E. I dodał: I. Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. E. Jezus mu odpowiedział: + Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.

Śmierć Jezusa

E. Było już około godziny szóstej i mrok ogaranął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: + Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. E. Po tych słowach wyzionął ducha.

Po śmierci Jezusa

Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu i mówił: I. Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy. E. Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi. Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu.

Pogrzeb Jezusa

Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. Nie przystał on na ich uchwałę i postępowanie. Był z miasta żydowskiego Arymatei, i oczekiwał królestwa Bożego. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. Był to dzień Przygotowania i szabat się rozjaśniał. Były przy tym niewiasty, które z Nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu.

Dzień dzisiejszy – Niedziela Palmowa, wprowadza nas w misterium Wielkiego Tygodnia. W tym wejściu w ten święty czas, pomaga nam dzisiaj przebogata Liturgia Słowa oraz pasyjny kolor szat, który w liturgii jest zarezerwowany m.in do wydarzeń związanych z Męką Pańską. Dziś – moi drodzy – słuchając Męki Pańskiej, każdy z nas, sam sobie powinien wygłosić kazanie. Słuchając Pasji, powinniśmy uświadomić sobie, że jest ona o nas. Mimo iż minęło 20 wieków, to bez problemu moglibyśmy zobaczyć siebie w tym tłumie w Niedzielę Palmową i w Wielki Piątek. I trzeba by zadać sobie pytanie: czy i mi się tak szybko nie zmienia humor wobec Pana Boga? Zobaczmy: radosna Niedziala Palmowa, a wprowadza nas w Pasję. Słyszymy: Hosanna, hosanna, radujeMY się, machaMY palmami, słyszyMY: ukrzyżuj, ukrzyżuj, to wołaMY wraz z tłumem: ukrzyżuj, ukrzyżuj! Nagłe załamanie pogody… ducha. Gdyby ktoś w Niedzielę Palmową robił sondę w Jerozolimie, kto zagłosuje za kandydaturą Jezusa na króla, to pewnie słupki poparcia sięgały by prawie 100 procent, bo trzeba by zostawić jeszcze kilka procent faryzeuszom. A w Wielki Piątek, gdyby taką sondę zrobić, pewnie Jezus nie przekroczyłby progu, miałby zaledwie 5 procent poparcia. Ta Pasja dzisiejsza jest naprawdę o nas! Dziś w kościele wołamy: Hosanna, a za kilka dni, gdy wrócimy do domu, pracy, zawołamy naszym postepowaniem: ukrzyżuj! Precz z nim!

I jeszcze jedno. Dzisiejsza Pasja, odsłania prawdę o tłumie. Jak ławo zmanipulować tłum. Wystarczy tylko coś podpowiedzieć, przygotować jakieś krzykliwe hasło. Tłum powtórzy, bezkrytycznie, a nawet będzie gloryfikował amoralnych Barabaszy. Jak często tłumem załatwia się cele jednostek, czy ich jakieś porachunki. Chciejmy wyjść z takiego tłumu. Zatrzymać się w Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielką Sobotę, bo jesli przyjdziemy z tłumem tylko w Niedzielę Wielkanocną, to krzykniemy: Alleluja, ale nie zrozumiemy, co się w tych dniach stało.

Grzechy wypisane na piasku. 5 Niedziela Wielkiego Postu.

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

W dzisiejszym świecie już nie kamienuje się publicznych grzeszników. Świat się bardzo zmienił. Zresztą mówiąc szczerze, gdyby chcieć dziś kierować się takimi zasadami, chyba zabrakłoby kamieni. Czy jednak rzeczywiście dawniej ludzie grzeszyli mniej? Trudno to porównywać. Dawniej, nie podawano do publicznej wiadomości danych statystycznych dotyczących grzechów ciężkich, jak np. rozwód, aborcja, czy zdrada, ale za to dawniej ludzie mieli większą świadomość swojej grzeszności.

W dzisiejszej Ewangelii, na pierwszy rzut oka jedna rzecz staje się niezrozumiała. Dlaczego tę grzeszną kobietę prowadzą do Jezusa? Mają przecież swój sąd. To nie On wydawał wyroki. Nie chodzi tu zatem o grzech, ani o sprawiedliwe ukaranie winowajczyni. To jedynie element pewnej gry, której przedmiotem jest osoba Jezusa. A że przy okazji zginie człowiek – to dla żydów nieważne. Pułapka zastawiona na Jezusa jest zatem szczególna, gdyż faryzeusze wprawdzie pytają Jezusa o Jego własne zdanie, ale zarazem powołują się na prawo Mojżeszowe, którego powagi nie wolno kwestionować. Zastawione sidła są podwójne. Jeśli Jezus zgodzi się na ukamienowanie kobiety, straci opinię dobrego i miłosiernego nauczyciela. Prawdopodobnie narazi się również rzymianom, którym zastrzeżone było wykonywanie wyroków śmierci. Jeśli zaś puści wolno kobietę, można go będzie oskarżyć o rozluźnienie obyczajów i lekceważenie Prawa Mojżeszowego. Zatem, albo okaże się nadmiernie liberalny, albo nieludzko rygorystyczny. W obu przypadkach poniesie porażkę.

Przyprowadzili grzesznicę do Jezusa i zamknęli obydwoje w jednym kręgu. Zacierali ręce, bo tak sprytnie pochwycili Go w pułapkę. Jezus zaś nic nie odpowiedział. Tylko nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. Gdy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci w nią kamień”.

Kto z was jest bez grzechu? Wzniesiona bariera: po jednej stronie Chrystus i grzesznica, po drugiej sprawiedliwi i bogobojni faryzeusze okazuje się sztuczna. Kto z nas jest bez grzechu? I powtórnie nachyliwszy się pisał po ziemi. Co Jezus pisał, pytali egzegeci w ciągu wieków. Św. Hieronim sądził, że Jezus wypisywał na ziemi grzechy oskarżycieli. Być może po prostu kreślił jakieś znaki, pozostawiając ich przez chwile w ciszy wraz z tym brzmiącym jeszcze w uszach pytaniem: „Kto z was jest bez grzechu”.

Dzięki tym prostym słowom Jezusa wszyscy wrócili na właściwe miejsce – pokornie uznali, że są grzesznikami. Pozostał tylko Jezus i stojąca na środku kobieta. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił. A ona rzekła: Nikt Panie. Rzekł do niej Jezus: I ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz. Jezus nazywa jej winę grzechem, ale zarazem udziela jej przebaczenia. Idź masz jeszcze jedna szansę. Twoje grzechy zapisane są jedynie na piasku.

Z całą pewnością przebaczenie i zrozumienie z jakim spotkała się ze strony Jezusa podniosło tę kobietę. Napełniło jej serce doświadczeniem nowej, jakże innej miłości, miłości, której jeszcze nie znała. Ta Ewangelia, daje do myślenia…

 

Którego we mnie więcej? 4 Niedziela Wielkiego Postu.

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: „Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”.

Historię syna marnotrawnego znają nawet dzieci. Wielu z nas potrafiłoby ją opowiedzieć z pamięci. Jest ona jak scenariusz filmowy i nie potrzeba wiele wyobraźni, żeby przedstawić ją sobie wyraźnie i plastycznie. Tę poruszającą historię opowiedział Jezus w kontekście zgorszenia i szemrań faryzeuszy i uczonych w Piśmie, którzy z zazdrością patrzyli, jak Jezus poświęcał więcej uwagi celnikom i grzesznikom niż im. Zatem chociaż na pierwszym planie tej opowieści jest zagubiony syn, który roztrwoniwszy majątek powraca do oczekującego na niego kochającego ojca, to Ewangelia ta jest także pouczającą opowieścią o drugim synu, który wprawdzie nie odszedł z domu ojca, ale swoim sercem oddalił się bardzo daleko. Być może zatem, także my, którzy nie przeżyliśmy spektakularnych odejść i powrotów, bardziej powinniśmy odnaleźć się w postaci tego drugiego syna, niż syna marnotrawnego. Spróbujmy więc przyjrzeć się nieco dokładniej postaci drugiego syna, zmieniając nieco tradycyjny akcent tej przypowieści.

Opowiadanie Jezusa przedstawia drugiego syna jako „starszego”. Już sam ten fakt miał być aluzją do faryzeuszy i uczonych w Piśmie, którzy reprezentują starotestamentalną mentalność, inną od tej, którą głosi Jezus. Poczucie „starszeństwa” wiązało się z przekonaniem posiadania przywileju większej wiedzy i doświadczenia, które nakazywało przynajmniej ostrożność w stosunku do „nowinek”. Groziło to jednak zamknięciem na Dobrą Nowinę i pokusą krytycyzmu wobec jej przesłania. Już tutaj możemy zauważyć pewną analogię w stosunku do nas. Niestety i nam grozi to skostniałe poczucie „starszeństwa” – „Ja wiem lepiej!”. „Nie potrzebuję żadnych pouczeń, wiem co mam robić.

Powrót syna marnotrawnego, ku zaskoczeniu słuchaczy, nie budzi w drugim synu tych samych uczuć, co w ojcu. Nie potrafi się cieszyć z odzyskania brata. W jego sercu budzi się wręcz zazdrość i nienawiść względem powracającego bankruta. Dla niego, jego odejście było równoznaczne z wykluczeniem z rodziny. W jego mniemaniu, syn marnotrawny przestał być jego bratem. „Ten syn twój” – mówi o swoim bracie, zwracając się do ojca. Ojciec, odpowiadając, przypomina: „Ten brat twój”. Co więcej, jego spojrzenie na brata jest pełne negatywnych konotacji. Z przypowieści dowiedzieliśmy się, że to rozrzutność była przyczyną bankructwa marnotrawnego syna. Być może także życie ponad stan, ale nie było wcześniej w opowiadaniu Jezusa mowy o nierządnicach. To już efekt chorych wyobrażeń starszego brata, który jest w stanie przypisać bratu najgorsze świństwa, wcale nie mając pewności, że on je popełnił. Jego złość w stosunku do brata i ojca prowadzi go do jak najgorszych konstatacji. Czy nie zdarza się także nam, że komuś przypisujemy jakieś złe cechy, aby siebie wybielić? Odbudowanie relacji z Ojcem, jest równocześnie odbudową braterstwa.

Zwróćmy jeszcze uwagę, że gdy starszy syn, zbuntowany zaistniałą sytuacją, nie chce wejść do domu, ojciec sam wychodzi do niego i tłumaczy. I w jednym i drugim przypadku symboliczne wyjście ojca naprzeciw jest znakiem miłości, która jest uprzedzająca i bezwarunkowa. Obaj synowie są dla niego ważni. Obu chce obdarować i uczynić szczęśliwymi. Uczta na cześć powracającego syna w niczym nie uszczuplała szczęśliwości starszego brata. To on sam uczynił się nieszczęśliwym z powodu szczęścia drugiego. Próbując zaktualizować tę scenę, chciałoby się zapytać, czy i nam nie zdarza się być nieszczęśliwymi z powodu szczęścia innych. Można niekiedy spotkać ludzi, którzy są bardzo nieszczęśliwi tylko z tego powodu, że komuś innemu się poszczęściło lub jest bogatszy, mądrzejszy, zdolniejszy, bardziej urodziwy, zdrowszy, a nawet bardziej święty od nich. Czy szczęście drugiego nie powinno być także moim szczęściem? Bóg jest szczęśliwy, widząc szczęście człowieka.

Który z synów był w gorszej sytuacji. Czy ten, który zbłądził, ale zreflektował się i powrócił, czy ten, który ciągle błądzi, oszukując samego siebie i zachowując zewnętrzne pozory poprawności, nigdy wprawdzie nie odchodząc z domu, ale oddalając się od Ojca zazdrosnym sercem? Wielkopostne nawrócenie rozpoczyna się od stanięcia w prawdzie o sobie, bo tylko wtedy możliwa jest prawdziwa przemiana. Może rzeczywiście, jesteśmy blisko Ojca, jesteśmy w jego domu, nawet co niedzielę, ale czy to sprawia, że jesteśmy lepsi, od tych którzy się pogubili? (o. P. Andrukiewicz)

Czas owocować. 3 Niedziela Wielkiego Postu.

W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.

Dzisiejsza Ewangelia porusza dwa zagadnienia. Pierwsze, to przestroga Chrystusa, aby nie oceniać tego, co dzieje się na naszych oczach oraz nie oceniać innych ludzi tylko w ludzkich kategoriach. Nigdy nie jest tak, że wiemy do końca wszystko, co dotyczy dziejących się na świecie wydarzeń i nie zawsze też jesteśmy w stanie poznać człowieka tak do końca. W jednym z włoskich kościołów na początku XX wieku pojawiła się nie wiadomo skąd figura Matki Bożej. Jednak mówiąc tak delikatnie, nie należała ta figura do najładniejszych wyobrażeń Maryi. Maryja była nieco grubsza na twarzy i tak w ogóle jakaś taka… nie najładniejsza. Figura była wykonana z gliny. Niektórzy nawet nazywali ją „Brzydką Madonną”. Jednak przez dobrych kilka lat modlono się przy niej w bocznym ołtarzu. Pewnego dnia zdenerwowany proboszcz postanowił, aby w czasie procesji postawić figurę na specjalnym wózku i obwieść dookoła kościoła. Dookoła kościoła był wyboisty chodnik z kamieni, więc figura spadnie, a że jest z gliny, to się roztrzaska. Jak wymyślił, tak uczynił. Przy pierwszym okrążeniu kościoła, gdy nieco przyśpieszył kroku, figura rzeczywiście spadła. I co się okazało? Rzeczywiście, glina popękała i odpadła, a pod warstwą gliny znajdowała się piękna drewniana figura Matki Bożej. Kiedy figurę oczyszczono, wielu nie mogło nadziwić się jej pięknu. Już nikt nie nazywał jej „Brzydką Madonną”, aż po dzień dzisiejszy nazywana jest „Piękną Madonną”.

Wróćmy do Ewangelii. Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bardzo łatwo jest oceniać innych tylko po tym, co widoczne dla oczu. Czy myślicie, że ta która ma męża alkoholika jest większym grzesznikiem niż inne, że na to zasłużyła? Czy myślicie, że ten który ma niewierną żonę jest większym grzesznikiem niż inni, że na to zasłużył? Mówi Pismo: Kto stoi, niech baczy żeby nie upadł. Dlatego nie oceniajmy tak łatwo innych ludzi tylko po tym, co widzimy, czy też co nam inni o nich powiedzieli. Niejednokrotnie nasze słowo, nasza obmowa, może zadawać głębsze rany niż te zadawane nożem.

I drugie zagadnienie z dzisiejszej Ewangelii to owocowanie. Jezus posługuje się obrazem drzewa, zasadzonego w winnicy, czyli na bardzo urodzajnej ziemi. Wydawać by się mogło, że drzewo to ma wszelkie warunki, żeby owocować. Ma pod dostatkiem wody, ma słońce, winogrona go nie zagłuszają. A jednak nie owocuje. Jeśli ktoś zakłada sad figowy, to nie sadzi drzewek po to, aby tylko obrastały liśćmi. Sadzi drzewa po to, aby owocowały. Za kilka tygodni zakwitną pięknie nasze polskie jabłonie, wiśnie, będą cieszyły nasze oczy. Ale nie to jest ich celem. Potem będziemy zachwycali się pięknymi zielonymi liśćmi. Będą one nam dawać cień. Ale i to nie jest celem drzew owocowych. I jabłonie i wiśnie wycina się po paru latach, jeśli oczywiście nie owocują. Po co komu takie drzewa owocowe, które nie przynoszą owocu. Podobnie jest z człowiekiem, jest zasadzony w Bożym ogrodzie po to, by owocował. Nie tylko po to, by przynosił liście. Chrystus jest tym ogrodnikiem, który od razu nas nie wytnie, będzie o nas walczył, będzie zabiegał. Jednak jeśli my sami nie będziemy chcieli z nim współpracować, to czeka nas wycięcie.

Niech zatem ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas programem do pracy na trzeci tydzień Wielkiego Postu. Nie obmawiajmy, nie oceniajmy innych z pozoru, nie powtarzajmy pomówień, plotek oraz poszukajmy w tym tygodniu owoców, nie liści, ale konkretnych owoców mojego, naszego Wielkiego Postu. Amen.