Wzór na zbawienie. 29 Niedziela zwykła.

Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Ks. Edward Staniek, bardzo ciekawie tłumaczy dzisiejszą Ewangelię. Czyni to za pomocą… matematyki.

Matematyka nazywana jest królową nauk. Każdy, kto uczył się pilnie matematyki, doskonale wie, że przy pomocy niewielkiego zestawu wzorów, można rozwiązać tysiące zadań. Wystarczy poznać wzory i umieć się nimi posługiwać, aby znaleźć odpowiedź na zadanie, które ktoś dla nas przygotował. Podobnie jest też w naszym życiu. Każdy z nas, stoi przed różnymi zadaniami. Jedni otrzymali do rozwiązania te łatwiejsze, inni trudniejsze, a jeszcze inni stają przed naprawdę trudnymi zadaniami. Człowiek, na każdym etapie swojego życia, podobny jest do ucznia, który przynosi ze szkoły kolejne zadania i ma je rozwiązać w najbliższym czasie.

W dzisiejszej Ewangelii, do Jezusa przychodzą uczniowie faryzeuszów z wyjątkowym zadaniem do rozwiązania. Robią to też w sposób wyjątkowy. Widać, że faryzeusze też zaopatrzyli swoich uczniów w pewien wzór, jak z Nim rozmawiać. Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Czyli, mówiąc inaczej: Panie Jezu, Ty jesteś taki mądry, doskonały, obiektywny… Ustawiają sobie Nauczyciela, przyjemnymi dla ucha słowami. Uwierz w to, że my tak myślimy, jak mówimy, a my ci zaraz tak przyłożymy, że zobaczysz. Jeśli powiesz, że nie należy płacić, to znaczy, że jesteś zwyczajnym buntownikiem, podburzającym tłumy przeciwko cesarzowi rzymskiemu, jak zresztą wielu innych w tym czasie czyniło. Jeśli powiesz, że należy płacić, to znaczy, że jesteś przeciwko swojemu narodowi i każesz wspierać okupanta.

W tej, wydawać by się mogło podbramkowej sytuacji, Jezus nie rozwiązuje tego zadania, tylko podaje wzór, przy pomocy którego, sami mogą je rozwiązać: Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Według tego wzoru, należy rozwiązywać tysiące problemów, dotyczących relacji człowieka wierzącego do władzy świeckiej. W Ewangelii nie brakuje takich wzorów. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, tak i wy im czyńcie. Jaką miarą wy mierzycie, taką i wam odmierzą. Kto się do mnie przyzna przed ludźmi, do tego przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. I wiele, wiele innych.

Siostry i Bracia. Widzimy zatem, że w Ewangelii zawarte są podstawowe wzory do tego, aby zwycięsko przejść przez życie. Trzeba zatem, jak wspomniałem na wstępie, nauczyć się kilku takich ewangelicznych wzorów. Nauczyć się i nie bać się ich zastosować. Bo wzory są po to, żeby z nich korzystać. Ktokolwiek chce się ich nauczyć i skorzystać z nich w swoim życiu, odkryje mądrość i bogactwo Ewangelii. Jutro, po Mszy św. wieczornej, spotkanie grupy biblijnej, można do niej dołączyć, aby poznawać mądrość Bożą, zapisaną na kartach Pisma Świętego.

Oddajcie Bogu to, co należy do Boga, a Cezarowi to, co należy do Cezara. Jeszcze jedna nauka nas czeka. Trzeba jeszcze opanować sztukę odróżniania, co należy do Cezara, a co do Boga i zdobyć umiejętność oddawania każdemu tego, co mu się należy. A to nie jest wcale takie proste. Dzisiaj nie brakuje ludzi, którzy to, co należy do Boga oddają Cezarowi. Oddają Cezarowi niedzielę, dzień Pański. Zabierają Panu Bogu, a oddaja Cezarowi czas, który miał być na modlitwę. Dziś, jak śpiewał kiedyś polski zespół: Wszystko jest na sprzedaż, sprzedajemy także naszą wiarę… Sprzedajemy Boga, nasze świętości… tylko dlatego, bo jakiś współczesny Cezar, chce mieć wszystko. Chce decydować także o sprawach wiary, moralności, sumienia. Świat przechodzi dziś z rąk do rąk. Już w 1953 r. Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński mówił: Uczymy, że należy oddać, co jest Cezara Cezarowi, a co Bożego Bogu. Ale gdy cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: non possumus, nie wolno!

Człowiek jest monetą Boga. Mamy w sobie Jego obraz, Jego podobiznę. Dzisiejsza Liturgia Słowa, pierwsze i drugie czytanie, a nawet psalm, zachęca nas, abyśmy siebie oddali Bogu. Umysł człowieka, jego wola, serce i sumienie należą do Boga, są Jego własnością. Człowiek nie może ich oddać, sprzedać komuœinnemu, jakiemukolwiek władcy na tej ziemi. Duszy się nie sprzedaje chyba, że diabłu. Kto jednak chce kształtować życie w oparciu o te ewangeliczne wzory, ten odkrywa smak ewangelicznej wolności, której żaden Cezar nie jest w stanie odebrać w myśl zasady: Jeśli w naszym życiu Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu.

 

Reklamy

Przyjacielu, jak tu wszedłeś? 28 Niedziela zwykła.

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.

Trudny ma dziś orzech do zgryzienia Ks. Stanisław, nasz niedzielny kaznodzieja. Spróbujmy i my trochę połuskać tego orzecha. Możemy np. wyobrazić sobie, jak muszą się czuć rodzice, którzy swoim dzieciom przygotowują wesele, prymicje, czy inną ważną uroczystość, na którą zapraszają gości, a zaproszeni goście nie chcą przyjść. Dziś pewnie częściej ma miejsce sytuacja, gdy większość zaproszonych przyjmuje zaproszenie, ale już informacji, że nie zamierzają przyjść nie przekażą do ustalonego terminu. To też nie fair. Ktoś się przygotowuje, rezerwuje, wykosztowuje, a potem marnuje się i miejsce i jedzenie.

W Ewangelii dzisiejszej, chodzi jednak o coś innego. Gospodarz po wysłaniu posłańców z zaproszeniem wie, że goście nie chcą przyjść, ale mimo to wysyła  jeszcze raz innych posłańców z kolejnym zaproszeniem. Jak reagują zaproszeni? Unoszą się gniewem. Jak powiedzieli, że nie przyjdą, to znaczy że nie! Dla własnego komfortu zabijają posłańców. Wtedy gospodarz posyła na nich swoje wojska. Nie do pojęcia, czemu aż taka reakcja? Ale to nie jedyne zdanie nie do pojęcia. Uczta gotowa, miejsca wolne, to zapraszamy wszystkich napotkanych, jak idzie, dobrych i złych. I przyszli, zasiedli. A jednak drugie zdziwienie: Król wypatrzył kogoś bez stroju weselnego. No ale przecież mieli wchodzić wszyscy, jak idzie, a tu taki szok. Jedyny wniosek z pierwszej i drugiej sytuacji: Król wie więcej niż my, on zna nawet nasze myśli. Dlatego tak działa.

W czasie pisania tego tekstu pomyślałem, że może ta Ewangelia jest o powołaniu do kapłaństwa? No bo popatrzcie. Ucztą jest świat, do którego Gospodarz posłał swojego Syna. Gospodarz powołuje do kapłaństwa, nie chcą. Powołuje dalej, nie chcą, ba nawet się odgrażają. Zatem: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. To powołujemy innych. Ci przychodzą, zapełniają salę. Król się im przygląda, bo jeden jakby nie wiedział, gdzie i po co przyszedł. Szok, zdziwienie i za drzwi.

A może ta Ewangelia jest o powołaniu go małżeństwa? No bo popatrzcie. Ucztą jest świat, do którego Gospodarz posłał swojego Syna. Gospodarz powołuje do małżeństwa, nie chcą. Przypomina, że mężczyzna i kobieta, że miłość, wierność, uczciwość, małżeńska. Przypomina, że czystość przedmałżeńska, że nienarodzone dziecko, to też człowiek, nie chcą słuchać, ba nawet się odgrażają. Zatem: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Zatem powołujemy innych. Ci przychodzą, zapełniają salę. Król się im przygląda, bo jeden jakby nie wiedział, gdzie i po co przyszedł. Szok, zdziwienie i za drzwi.

Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.

 

 

 

By trafić w dziesiątkę. 26 Niedziela zwykła

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi. Wtedy Jezus rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.

Spróbujmy na samym początku poukładać te obrazy z dzisiejszej Ewangelii w pewną całość, tak jak się układa puzzle z małych kawałków. Mamy Ojca i dwóch synów. Jeden mówi ojcu: TAK, ale potem zastanawia się i odpowiada: NIE. Drugi mówi ojcu: NIE, ale potem zastanawia się i odpowiada: TAK. Szczerze mówiąc, brakuje mi w tej Ewangelii jeszcze jednego, który na ojca prośbę powiedziałby: TAK i wykonałby polecenie Ojca. To byłby dopiero ideał do naśladowania. Ale nie ma w Ewangelii o takim mowy, dlaczego? Bo ta Ewangelia, jest… o nas.
Ile razy w naszym życiu, słyszeliśmy głos naszego sumienia, czy głos Kościoła, mieliśmy wiele dobrych chęci, ale gdy przyszło co do czego, zaczęliśmy składać broń, poddawać się, zaczęło się mamranie, narzekanie, kombinowanie…

Znalazłem kiedyś takie opowiadanie o turyście, który trafił do pewnej wioski. Był bardzo zaskoczony, jak zobaczył, że na każdej stodole była tarcza, a w niej strzała trafiona w samą dziesiątkę. Pomyślał, że w wiosce mieszka jakiś wyśmienity łucznik, może jakiś mistrz? Idąc w głąb wioski, widział coraz więcej takich tarcz. W końcu spotkał jednego z mieszkańców i zadał mu pytanie: „Kto wystrzelił te wszystkie strzały? Macie w wiosce jakiegoś mistrza w łucznictwie?” A mieszkaniec spokojnie odpowiedział: „Te wszystkie strzały wystrzelił Jaśko, dzieciak od sąsiadów.” Turysta mówi dalej: „Więc Jaśko ma wspaniałe oko, powinien trenować łucznictwo!” A mieszkaniec: „Widzi pan, bo to nie jest do końca tak, jak pan myśli – on najpierw strzela z łuku, a potem rysuje tarczę.”

A teraz drugi syn. Ten który mówi nie, ale po chwili refleksji postanawia wykonać zadanie. Ta postawa w przeciwieństwie do tamtej prowadzi nas do spotkania z Bogiem do wypełnienia woli Bożej. To nas będzie kosztowało wiele pracy, samozaparcia, ćwiczenia swojej woli, zdolności. Ale to pozwoli nam osiągnąć cel, który przygotował dla nas Bóg i którego od nas oczekuje.

I gdybym chciał posłużyć się tym opowiadaniem o łuczniku, do tej sytuacji, musiałbym przerobić je w następujący sposób: Znalazłem kiedyś takie opowiadanie o turyście, który trafił do pewnej wioski. Był bardzo zaskoczony, jak zobaczył, że na każdej stodole była tarcza, a w niej strzała ledwo co trafiona w tarczę. Pomyślał, że w wiosce mieszka jakiś początkujący łucznik? Idąc w głąb wioski, widział coraz więcej takich tarcz, ale strzały były już coraz bliżej środka. W końcu spotkał jednego z mieszkańców i zadał mu pytanie: „Kto wystrzelił te wszystkie strzały? Macie w wiosce jakiegoś mistrza w łucznictwie?” A mieszkaniec spokojnie odpowiedział: „Te wszystkie strzały wystrzelił Jaśko, dzieciak od sąsiadów.” Turysta mówi dalej: „Więc Jaśko ma wspaniałe oko, jest mistrzem w łucznictwie!” A mieszkaniec: „Widzi pan, początki były trudne, nie zawsze mu to wychodziło, często się poddawał, ale w końcu postanowił ćwiczyć swoją wolę i wreszcie osiągnął swój cel. Jest dumą swojego ojca i nas wszystkich. ”

Wszyscy jesteśmy zaproszeni do tego, aby ćwiczyć naszą wolę, nie poddawać się, nie rezygnować z postawionych sobie celów, ciągle podnosić sobie poprzeczkę. Despacito… 🙂

Wszyscy tak samo. 25 Niedziela zwykła.

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: »Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam«. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.
Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: »Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?«. Odpowiedzieli mu: »Bo nas nikt nie najął«. Rzekł im: »Idźcie i wy do winnicy«. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: »Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych«. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: »Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty«. Na to odrzekł jednemu z nich: »Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry«. Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

Niejednemu z nas wydaje się, że to właśnie my mamy doskonałe poczucie sprawiedliwości.  Kiedy nas, albo kogoś innego spotyka jakaś krzywda, wtedy mówimy: to jest niesprawiedliwe!  Po przeczytaniu dzisiejszego fragmentu Ewangelii, wielu do listy niesprawiedliwości, dopisałoby: to niesprawiedliwe, że taką samą zapłatę otrzymują ci, którzy pracują jedną godzinę i ci, którzy pracują cały dzień. A zatem przynajmniej „dziwna” jest ta sprawiedliwość gospodarza.

W sześciu prawdach wiary powtarzamy takie słowa: Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze. Tymczasem już na pierwszy rzut oka w tej dzisiejszej Ewangelii, Bóg taki się nie wydaje. A może jednak. Spróbujmy wejść w głębię przypowieści Jezusa, by nie wysuwać pochopnych wniosków.

Jezus porównuje, jak zawsze w przypowieściach, królestwo niebieskie tym razem do gospodarza, najmującego robotników w różnych porach dnia. Jest to obraz zaczerpnięty z codziennego życia Palestyny. Robotnicy oczekiwali, już od samego rana na gospodarza, który nająłby ich do pracy w swojej posiadłości. Gospodarz umawia się z pracownikami o zwyczajowego denara. Była to przeciętna dniówka robotnika, która pozwalała na utrzymanie rodziny. Gospodarz kilka razy w ciągu dnia najmuje robotników, ostatnią ekipę o godzinie jedenastej, czyli według naszej rachuby czasu o godz. 17. Gospodarz daje też szansę tym, których z rana nikt nie najął. Kiedy wieczorem nadszedł czas wypłaty, wypłaca wszystkim po denarze. Wypłaca tyle, na ile się umówili. Czy ich krzywdzi? Czy to niesprawiedliwe?

Przypowieść Jezusa mówi o królestwie niebieskim, mówi jaki jest Pan Bóg. Pan Bóg wychodzi na rynek świata, aby pozyskać ludzi do swojej winnicy. Bóg, każdemu chce ofiarować denara – każdego zaprasza do wejścia na drogę zbawienia. Nie raz, nie dwa razy zaprasza do swojej winnicy. Bóg chce, aby każdy był zbawiony, ale nikogo na siłę do nieba nie zaciągnie. Potrzebna jest osobista decyzja, że chcę nawrócić się, by otrzymać w darze królestwo niebieskie, niż siedzieć bezczynnie i tylko narzekać.

I druga rzecz obecna w tej przypowieści: nie można zazdrościć, że ktoś będzie zbawiony.  Jeśli tworzymy własne wizje, własne pomysły, kto powinien być zbawiony, a kto na to nie zasługuje, przypominamy faryzeuszów, według których na zbawienie zasłużyli właściwie tylko oni. W zasadzie Bóg – Zbawiciel, Miłosierny Ojciec, nie był im do niczego potrzebny. Wystarczył tylko Bóg sprawiedliwy Sędzia, który by uczciwie wymierzył „wkład pracy” w zachowywaniu prawa Mojżeszowego. Starajmy się dziś zrozumieć słowa psalmu: Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.