Radość z przebaczenia. 24 Niedziela zwykła

Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. Opowiedział im wte-dy następującą przypowieść: „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”.

„Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być bardzo prosta: Nikt. Kto zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć, a idzie szukać jednej? Odpowiedz brzmi: Nikt. Każdy się cieszy, że tylko jedna uciekła, a 99 zostało. Nikt nie leci za jedną zagubioną, kiedy 99 może pójść na straty. Po powrocie, mogłoby się okazać, że stada już nie ma.

A jednak pasterz szuka zaginionej owcy. Palestyńscy pasterze paśli stada na terenach górzystych, więc często zdarzało się, że któraś z owiec wpadła w skalną szczelinę lub zaplątała się w ciernie. Dodatkowe niebezpieczeństwo zagrażało owczarni ze strony dzikich zwierząt zamieszkujących sąsiadującą z górami Pustynię Judzką. Owczarnia z przypowieści Jezusa liczy sto owiec, zatem jej właściciel jest człowiekiem bardzo zamożnym. Kiedy ginie jedna owca, zostaje mu jeszcze przecież dziewięćdziesiąt dziewięć owiec. Jednak dobremu pasterzowi zależy na każdej. Zostawia więc dziewięćdziesiąt dziewięć owiec w bezpiecznym miejscu, a sam wyrusza na poszukiwanie. Wie, że najczęściej od stada odłączają się słabsze i mniej doświadczone zwierzęta. Kiedy znajduje zagubioną, bierze ją troskliwie na ramiona i z radością niesie do reszty stada.
Również wiele trudu, by znaleźć zgubę zadaje sobie kobieta z drugiej przypowieści. Jest ona osobą ubogą, jeżeli przyjmiemy, że cały jej majątek stanowi zaledwie 10 drachm. Wartość drachmy jest o wiele mniejsza niż wartość owcy. Jednak dla tej kobiety jedna drachma to również bardzo wiele. Aby ją odnaleźć, z przejęciem sprząta cały dom, wymiata wszystkie szczeliny i przeszukuje każdy kąt. A kiedy znajduje zgubiony pieniądz, cieszy się tak samo, jak pasterz z odnalezienia owcy.

Obie te przypowieści ukazują ten sam scenariusz, niezależnie od tego, kto jest bohaterem – mężczyzna czy kobieta, bogaty czy ubogi, Bóg tak samo raduje się z odnalezienia, czyli nawrócenia, każdego zbłąkanego, poranionego grzesznika, niezależnie od tego, jaką wartość on przedstawia w naszym ludzkim rozumieniu. On nigdy nie pozostawia samemu sobie człowieka, który zboczył z Jego drogi, lecz nieustannie go szuka. Bóg nie pragnie zguby grzesznika, lecz chce mu przebaczyć. Pasterz nie może przecież pragnąć śmierci owcy, która należy do jego owczarni, a uboga kobieta nie może cieszyć się z tego, że zgubiła drachmę.

Jezus pokazuje, że to Pan Bóg się troszczy o tych co się pogubili. A ci co się nie pogubili? Może tylko tak uważają, że się nie pogubili? Zamiast udawać, że wszystko jest OK, pozwól się Bogu odnaleźć. Bóg nam mówi, że każdy grzesznik, który się nawraca, jest dla Boga wielką radością. Nawet jeśli myślisz, że twój grzech jest tak mały, malutki, taki grzeszek, że jest tak mało ważny, że lepiej o nim zapomnieć, to oddaj go Panu Bogu bo dla niego to wielka radość, że on może ci przebaczyć.

Reklamy

Na pierwszym miejscu. 23 Niedziela zwykła.

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: ”Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.

Próbuję sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby dziś w jakimś miejscu, publicznie Pan Jezus wypowiedział te słowa: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem.

Jak wyglądałyby nagłówki gazet, jak wyglądałyby fora internetowe, jaką sensacyjną wiadomość ogłosiłaby telewizja. Pewnie nie brakło by tych, którzy powiedzieliby, że przecież to mowa nienawiści. Jednak w czasie czytania, czy słuchania tej  Ewangelii, jakoś nie widać było wśród nas poruszenia, czy większego zdziwienia. Dlaczego? Bo, aby zrozumieć naukę Jezusa, trzeba nam wziąć do ręki nie tylko jedno zdanie z Ewangelii, ale wziąć do ręki całą Ewangelię.

W szerszym kontekście całej Ewangelii, a przynajmniej 14 rozdziału św. Łukasza z którego jest dzisiejszy fragment, można wywnioskować zdanie: Jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko inne jest na właściwym miejscu. Tylko takie spojrzenie na wypowiedziane przez Jezusa słowa, pozwoli nam je właściwie zrozumieć i odnieść do naszego codziennego życia.

I te symbole: budowa wieży i stoczenie bitwy. Budujemy różne rzeczy w naszym życiu, nawet niejednokrotnie całkiem dobrze nam to idzie, ale pojawia się coś, co sprawia, że widzimy, że nie damy rady, że kilka czy kilkanaście lat naszej pracy może zostać zaprzepaszczone. I co wtedy? Wtedy do Pana Boga, bo przecież jak trwoga, to do Boga.

Mamy z czymś się zmierzyć, kalkulujemy, obliczamy czy damy radę, z naszych kalkulacji wynika, że damy radę, zatem wyruszamy na wojnę i okazuje się, że ta druga strona jednak ma przewagę. I co wtedy? Wtedy do Pana Boga, bo przecież, jak trwoga, to do Boga.

A gdyby tak od Pana Boga zacząć, gdyby tak jego najpierw zapytać, gdyby tak na nim budować z nim walczyć. Czy nie byłoby nam wtedy o wiele łatwiej?

Oczywiście w życiu trzeba być i do tańca i do różańca, ale jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na właściwym miejscu. Jeśli ktoś kocha Boga, szanuje, Go, znajduje dla niego czas, to bez wątpienia będzie szanował swoich bliskich: ojca i matkę, żonę i dzieci, braci i siostry, nadto siebie samego.

P-jak pycha. P-jak pokora. 22 Niedziela zwykła

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie wybierali pierwsze miejsca. Tak mówił do nich: ”Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: ”Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”.

Z tą pokorą i pychą, to nie jest taka prosta sprawa, jak w systemie zero jedynkowym. Chociaż, nie bez powodu pycha wymieniana jest na pierwszym miejscu, spośród siedmiu grzechów głównych, bo jest pierwszym grzechem, który prowadzi do innych grzechów. Pycha, może się narodzić w nas bardzo niewinnie. Ktoś nas chwali, a my się cieszymy i jest nam z tego powodu bardzo miło. A to przecież nic złego. Ktoś po prostu dostrzega w nas coś dobrego. Jednak z czasem zaczynamy porównywać się z innymi. I tu jest pożywka dla pychy. Jeśli porównujemy się z kimś lepszym od nas – stajemy się zazdrośni – to też jeden z grzechów, chociaż poza podium. Jeśli porównujemy się z kimś gorszym, to zaczynamy nim pogardzać, czujemy się lepsi i ważniejsi. Wypisz, wymaluj – stajemy sie pyszni. A tak to jest w naszym życiu, że jeżeli tylko chcemy, to zawsze znajdziemy kogoś gorszego od siebie.

Pycha jest nie tylko grzechem, ale dodatkowo zabija właściwe relacje pomiędzy ludźmi. Nic bardziej od drugiego człowieka nie odpycha, jak jego pycha. Człowiek bogaty i zdrowy żyje złudzeniem, że jest panem świata, nie potrzebuje innych ludzi. Cieszy się, że posiada wiele rzeczy, a w rzeczywistości, to one posiadają jego.

Pycha, bardzo często oddziela także człowieka od Boga. Podpowiada nam, że nie jesteśmy jeszcze tacy źli, że nie potrzebujemy niczego zmieniać w swoim życiu. To nasza pycha nie pozwala nam uznać naszego grzechu. Zawsze znajdzie dla tego grzechu jakieś wytłumaczenie, czy usprawiedliwienie.

Prośmy Chrystusa o to, abyśmy nigdy nie uważali się za lepszych od innych, nigdy nie wynosili się ponad Pana Boga, czy innych ludzi.

Ciasna brama. 21 Niedziela zwykła.


Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.

Ciasne drzwi, nie pozwalają nam wejść do środka ze zbyt wielkim bagażem. Nawet przy kilkukrotnych próbach, utkniemy w drzwiach. Nasze życie doczesne, to właśnie taka obróbka, która pozwala nam na to, abyśmy zostawili tu na ziemi to, co może nas zatrzymać w drzwiach do nieba. To też taka lekcja dla nas, że do nieba nie wejdą z nami nasze dobra, oszczędności, posiadłości… Jeśli ktoś się tam wybiera z nimi, to utknie w bramie nieba.

Inna sprawa jest z tymi, którzy będą chcieli wejść, a nie będą mogli. Dlaczego? Pan domu, zamknie drzwi i nie przyzna się do nich. Wtedy pozostaje rzeczywiście płacz i zgrzytanie zębów. W sensie biblijno – zbawczym, chodzi o tych, którzy byli święcie przekonani, że dostąpią zbawienia – Żydzi. Zapewne myśleli, bo jak nie my, to kto? Kto? Ci ostatni, ze wschodu i zachodu, z północy i południa. Żebyśmy załapali się, na te ostatnie miejsca.

Trudne życie proroka. XX Niedziela zwykła.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”.

Ksiądz kapelan odwiedził drużynę piłkarzy przed meczem. – Będę się modlił o wasze zwycięstwo – zapewnił. – Nie trzeba – odpowiedział kapitan drużyny. – Jeśli Bóg chce naszego zwycięstwa, modlitwa jest niepotrzebna, a jeśli przegranej – daremna. – W takim razie wyślijcie na boisko połowę drużyny – odpowiedział ksiądz. – Jeśli Bóg chce waszego zwycięstwa dadzą sobie radę z przeciwnikiem, a jeśli przeznaczył wam klęskę – nie poradzi na to nawet pełny, najlepszy skład.

Trudne jest życie proroka, o czym przekonaliśmy się słuchając dzisiaj pierwszego czytania. Nie łatwe też jest jego zadanie. Zadaniem proroka jest zwracać uwagę, napominać, a dla człowieka słuchać napomnień, to wcale nie taka prosta sprawa. Jeremiasz modli się do Boga za swojego króla Sedecjasza. Prorok przekazuje królowi wolę Boga: Nie walcz! Nie wysyłaj wojska, ale idź porozmawiaj z królem babilońskim Nabuchodonozorem. Jak zachowuje się król Sedecjasz? Dlaczego ktoś ma mi mówić, co ja mam robić? On mnie napomina? Mnie, króla? Do cysterny z nim! Król Sedecjasz, nie słucha proroka, Jerozolima zostaje zdobyta w 586 roku, spalona, a sam król brutalnie okaleczony i uwięziony w Babilonie, gdzie umiera.

Potrzeba nam i dzisiaj takich proroków, by byli dla nas przynajmniej powodem do przemyśleń. A to już dużo, bo to prowadzi do osobistych refleksji. Prorok ma świadomość, że nie ma być lubiany, podziwiany, gdy mówi: „uważaj, bo źle robisz, to nie tak, spróbuj inaczej”. Taka była rola proroków w Starym Testamencie i taka jest rola współczesnych proroków.

Ewangelia dzisiejsza pokazuje nam Chrystusa, który jako prorok, też jest odrzucony. Jego obecność wcale nie przynosi pokoju, ale rozłam. Najpierw rozłam we wspólnocie wyznających judaizm, którzy przyjmą Jezusa, jako Mesjasza i dołączą do wspólnoty chrześcijan. Potem przyjdą kolejne wieki, a wraz z nimi różne schizmy i herezje. Aż po dzień dzisiejszy, kiedy wyznajemy wiarę w Jezusa Chrystusa, ale na różne sposoby: jako katolicy, protestanci, prawosławni, Ormianie, Koptowie czy inni.

Ewangelia zachęca nas, abyśmy także przypatrzyli się naszym relacjom rodzinnym. Tyle jest czasem niezgody w rodzinach: syn przeciw ojcu, córka przeciw matce, teściowa przeciw synowej… A gdyby tak usiąść, przyjrzeć i przysłuchać się sobie, może udałoby się pokochać? Jan Paweł II, wielki prorok naszych czasów, zachęcał nas do tego by: szukać, nie to co nas dzieli, ale to, co nas łączy. Módlmy się dziś do Pana, aby otwierał nasze uszy na głos mówiących dziś do nas proroków oraz otwierał nasze oczy, aby potrafiły one dostrzec kogoś wyjątkowego w drugim człowieku.