Którędy do Królestwa Bożego? 29 Niedziela zwykła

Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, podeszli do Jezusa i rzekli: „Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy”. On ich zapytał: „Co chcecie, żebym wam uczynił?” Rzekli Mu: „Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Jezus im odparł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?” Odpowiedzieli Mu: „Możemy”. Lecz Jezus rzekł do nich: „Kielich, który Ja mam pić, wprawdzie pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane”. Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu”.

– Mam do ciebie prośbę, abyś zrobił to, o co cię poproszę. Zrobisz?

– Ale co?

– Ale zrobisz?

– Ale powiedz co…

To tak jakby złapać Jezusa na słowie: a powiedziałeś, że coś dla mnie zrobisz, to już ci mówię co. Chyba spodziewali się, że Jezus tak z automatu spełnia wszystkie prośby uczniów. Chcieliby zasiąść jeden po prawej, drugi po lewej stronie Jezusa. Wydawałoby się, że prośba piękna, bo można ją odczytać od tej strony, że chcą być blisko Jezusa. Tylko, że im nie chodziło o to, by być blisko Jezusa. Oni chcą być ponad innych uczniów. Kiedy czytamy dalej Ewangelię okazuje się, że pozostali uczniowie też chcieli to osiągnąć, dlatego się tak na nich zdenerwowali. Byli oburzeni, że ktoś inny chciał ich wyprzedzić.

Jakże wielkie było ich zdziwienie, gdy Jezus posądził ich o niewłaściwe zrozumienie sprawy i bardzo płytkie spojrzenie. Jeszcze próbowali Go przekonywać. Jeszcze z Nim dyskutowali. Dali za wygraną dopiero wtedy, gdy oburzyli się na nich pozostali apostołowie. Nauczycielu chcemy, chcemy, nie prosimy, czy byłbyś łaskaw, czy miałbyś ochotę, żebyś nam uczynił to, o co cię poprosimy. Oni myśleli, że wtedy będą kimś. A Jezus mówi nie tak ma być między wami. Kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Niestety, tak to już jest w życiu każdego człowieka, że chce mieć coś wspaniałego dla siebie, a najlepiej gdyby miał to pierwszy, szybciej niż jego sąsiad. A do Królestwa Bożego idzie się drogą służby.

Reklamy

Z garbem przez ucho igielne? 28 Niedziela zwykła.

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę”. On Mu odpowiedział: „Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”. Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: „Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: „Któż więc może być zbawiony?” Jezus popatrzył na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”.

Kluczem do dzisiejszej Ewangelii, jest zobaczyć najpierw, kto zadaje pytanie Jezusowi. Od św. Mateusza wiemy, że to był młody człowiek, a od św. Łukasza wiemy, że to był dostojnik, zwierzchnik, czyli ktoś, kto mimo młodego wieku, ma już realną władzę. I mówią też ewangeliści, że był bogaty. Młody, bogaty i zwierzchnik. To właściwie, taki ktoś, nie musi mieć pytań. Wszystko ma. Dlaczego pyta? Zobaczmy, jak on zadaje swoje pytanie. Przybiegł do Jezusa, klęknął przed nim. Ludzie padają na kolana, kiedy rozmowa z Bogiem, nie jest teoretyczna, ale gdy chodzi o życie, albo o śmierć. A on pyta na kolanach. Dlatego też biegł, bo miał niesłychanie ważne pytanie. Skąd w człowieku, który właściwie nie musi mieć żadnych pytań, skąd w nim takie pytanie? Co mam zrobić, aby osiągnąć życie wieczne? Młody człowiek, ale już wie, że jest w życiu coś, czego sam sobie nie załatwi. Jest młody, ale nie wypracuje tego, ma pieniądze, ale tego nie kupi, ma władzę, ale nie jest w stanie rozkazać, żeby mu to było dane. Co więcej z tej rozmowy wynika z czasem, że to jest pobożny człowiek. I ta pobożność, też mu tego nie gwarantuje. Jeszcze więcej. On żyje według przykazań, zachowuje wszystkie. I też mu się życie wieczne nie należy, tylko dlatego, że żyje według przykazań. Najważniejsze, że odkrył, że mając to wszystko: młodość i pieniądze i władzę i pobożność i w sumie całkiem przyzwoite postępowanie, odkrywa w sobie pragnienie czegoś, czego nie jest w stanie zyskać sam. Może to tylko dostać. I to za cenę śmierci Tego, który mu to da, bo może to dostać tylko w spadku. Może to odziedziczyć. To znaczy, że przyszedł i rozmawia z Kimś, kto może mu to rzeczywiście dać. Wybrał też najwłaściwszy moment. Jak się zaczęła ta Ewangelia? „Kiedy Jezus wyruszał w drogę…” Gdzie? Do Jerozolimy. Po co? Żeby umrzeć. A Jezus jak będzie szedł na śmierć, będzie mówił: To jest moje przymierze, wieczne przymierze we krwi mojej. Może mu to dać i chce mu to dać.

Jezus na niego spojrzał. Spojrzał w niego, spojrzał mu do środka, do jego wnętrza. Poznał jego wewnętrzną prawdę. Kim on w środku jest. Jezus jest zainteresowany jego i twoją i moją najbardziej wewnętrzną prawdą. Jezus nie daje się zwieść pozorom, widzi więcej, niż ludzie widzą. „Idź, sprzedaj co masz, rozdaj ubogim, a potem przyjdź i choć ze Mną”. Miał prawo tak powiedzieć? Miał, bo On pierwszy to robi. Jest taki tekst w jednym z listów św. Pawła, że „On będą bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić”. Będąc super bogatym, tak jak Bóg, dla nas stał się ubogim. Od Betlejem, aż po krzyż. Jezus chce mu dać wszystko. Daje mu siebie, tak na całość i pyta młodego człowieka, pójdziesz i ty na całość? Znam ciebie, jestem tobą zafascynowany, ale musisz wejść w to na całość. Ale nie poszedł. On miał w sobie pragnienie, ale jednocześnie, kiedy może po nie sięgnąć, to się wycofuje. Znamy to wszyscy, chcieli byśmy pójść za Chrystusem, tak na całość, ale coś nas trzyma, zatrzymuje. Okazało się, że ma takiego garba, jak wielbłąd. Nie przeciśnie się przez ucho igielne, ten garb go nie puszcza.

Siostry i Bracia. Jak Jezus to powiedział, to apostołowie wpadli w przerażenie, bo mieli świadomość, że każdy ma takiego garba. To mogą być pieniądze, ale to może być wszystko inne. Co to jest? Co jest tym moim garbem, co jest tym, co mnie zatrzymuje przed pójściem na całość za Jezusem?
Jezus zostawia go i nas z tym pytaniem. Kiedy wierzymy Jezusowi, wtedy nie musimy wszystkiego wiedzieć. Jest cała masa rzeczy, których nie musimy wiedzieć, ale wystarczy, że mamy pewność, że mamy Kogoś, od kogo możemy dostać życie wieczne. (abp Grzegorz Ryś)

We dwoje. 27 Niedziela zwykła.

Faryzeusze przystąpili do Jezusa, a chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając, zapytał ich: „Co wam przykazał Mojżesz?” Oni rzekli: „Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić”. Wówczas Jezus rzekł do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela”. W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: „Kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia względem niej cudzołóstwo. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”. Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.

Pewien mężczyzna prosto z pracy poszedł do kościoła na naukę rekolekcyjną. Usłyszał, jak ksiądz opowiadał o zwyczajach panujących w innych krajach, jak to mąż wracając do domu, całuje żonę, uśmiecha się i mówi codziennie, że ją kocha. Wziął sobie to do serca. Kiedy więc wieczorem przyszedł do domu, zrobił wszystko dokładnie tak, jak usłyszał w kościele: objął żonę, pocałował ją, uśmiechnął się i powiedział: Kocham cię! A ona spojrzała na niego zdziwiona i rozpłakała się: „Cały dzień boli mnie głowa. Zupa mi się przypaliła. Dzieci się pochorowały, byłam z nimi u lekarza. Bluzka mi całe pranie zafarbowała na zielono. Słowem, miałam taki ciężki dzień dzisiaj, a na to wszystko jeszcze ty wracasz do domu pijany?”

Może właśnie taką dobrą podpowiedzią dla dzisiejszych małżeństw borykających się z różnymi problemami, będzie zachęta do częstszego okazywania sobie czułości w słowach i codziennych relacjach. I to nie tylko z okazji kolejnej rocznicy ślubu, ale tak na co dzień. Dlaczego małżeństwa się rozpadają? Powodów jest wiele. Ale bez wątpienia, gdy zabraknie ciepłych i serdecznych słów, gdy zabraknie wspólnej modlitwy za siebie nawzajem, gdy zabraknie gestów miłości, życzliwości, to tylko kwestia czasu. Z drugiej strony, może warto naprawić jakieś małżeńskie błędy, dać sobie szansę, zamiast przez nie jedynie oddalać się od siebie, aż do całkowitego rozpadu związku? Nie ma jednej recepty na rozwiązanie wszystkich problemów małżeńskich, jak i nie ma jednej recepty na wszystkie choroby. Dlatego potrzeba naszej (nas wszystkich) modlitwy w intencji małżeństw. Modlitwy dziękczynnej i błagalnej. Modlitwy o trwałość i świętość naszych małżeństw i rodzin.

O zazdrości. 26 Niedziela zwykła.

Apostoł Jan rzekł do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami”. Lecz Jezus odrzekł: „Przestańcie zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli zatem twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie”.

Przez całą dzisiejsza Liturgię Słowa, przewija się słowo: zazdrość. Dlatego i w dzisiejszym słowie, będzie dużo o zazdrości. Zazdrość, to postawa wyjątkowa, bo nie dość, że jest grzechem sama w sobie, to też jest źródłem i przyczyną innych grzechów uczynkowych.  Słyszeliśmy w dzisiejszym I czytaniu jak Mojżesz wypomina swemu najwierniejszemu słudze: zazdrość! Czy nie znamy jej i ze swojego życia? Sąsiad kupił nowy samochód. Kolega z pracy otrzymał podwyżkę. Przyjaciółka kupiła sobie nowe ubranie itd. Ile przez zazdrość rodzi się w nas gniewu, kłamstwa, obmowy? Dlaczego jeden otrzymuje więcej, a drugi mniej? Nie wiem. Ale wiem jedno, każdy ma za co Bogu dziękować. Jeśli nie za zamożność, to za zdrowie, jeśli nie za zdrowie, to za życie.

A może ci, którym zazdrościmy bogactwa, cierpią po wielokroć więcej od nas? Chciałbyś zarobki sąsiada? A jeździłbyś po całej Polsce, żeby kupować, a potem sprzedawać? Chciałbyś podwyżkę kolegi? A może chciałbyś też i jego chore dziecko? Tak pragniesz ubrań koleżanki. A może też zamieniła byś się z nią na inteligencję, której jej brakuje?

Zazdrość też potrafi zniszczyć reputację, dobre imię jakiejś osoby, a w konsekwencji prowadzić do samotności. Potrafi zmniejszyć krąg naszych przyjaciół, zrujnować nasze interesy, skarłowacić nasze dusze. W księdze Hioba czytamy, że może ona zabić człowieka.

Znana jest grecka opowieść o człowieku, którego zabiła zazdrość. Grecy wznieśli pomnik, ku czci zwycięzcy igrzysk olimpijskich, ale człowiek, o którym mowa, rywal wielbionego powszechnie atlety, był tak zawistny, że poprzysiągł sobie zburzyć ten pomnik. Każdej nocy przychodził i w ciemności kuł podstawę pomnika, aby osłabić jego fundament i spowodować upadek. W końcu mu się to udało. Pomnik upadł, ale na niego samego. Człowiek ten, padł ofiarą swojej własnej zazdrości.

Zazdroszcząc tym, którym lepiej wiedzie się niż nam, nie przyczyniamy sobie ani złotówki, a doprowadzamy do bankructwa nasze dusze. Zazdrosny człowiek odczuwa w jakiś sposób powodzenie innych ludzi, jako swoje własne niepowodzenie, ich sukces jako swoją klęskę, czyjeś błogosławieństwo jako swoje przekleństwo. A ironią tej sytuacji jest nieunikniona klęska człowieka, który w swej duszy i umyśle taki obraz wypielęgnuje. Jeszcze nie widziałem człowieka, który by w najmniejszym stopniu poprawił swój los, przez zazdroszczenie innym ludziom. Natomiast widziałem ludzi, przez zawiść pokiereszowanych. Nie można w pełni realizować pięknego człowieczeństwa, a zarazem nosić nienawiści i zazdrości w sercu równocześnie.

 

Z ostatniego miejsca. 25 Niedziela zwykła.

Jezus i Jego uczniowie przemierzali Galileę, On jednak nie chciał, żeby ktoś o tym wiedział. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity, po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był już w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: „Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto jedno z tych dzieci przyjmuje w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”.

Uczniowie Jezusa nie przeczuwali jaką drogą będzie szedł ich nauczyciel. Swój udział w misji Jezusa, traktowali jako drogę do osobistego sukcesu, szczęścia, awansu. Gdy Jezus tłumaczy im, że czeka go męka, to tym samym wprowadza ich w zakłopotanie, a nawet, jak przy pierwszej zapowiedzi męki w kompletne niezrozumienie. To rzecz nowa, z którą przyjdzie im się jeszcze niejednokrotnie zmierzyć, tym bardziej, że gdy Jezus mówi o arcyważnych sprawach, to oni się spierają miedzy sobą o rzeczy głupie, kto z nich jest ważniejszy.

Ewangelia przedstawia nam Jezusa, który jest w ciągłym ruchu. Jezus przemierza wraz z uczniami Galileę i dociera do Kafarnaum. Idzie przez miasta uważane za grzeszne, by dotrzeć do świętego Jeruzalem. On się spieszy! Apostołowie nie nadążają (w szerokim tego słowa znaczeniu) za swoim Mistrzem. Oni się spodziewają triumfalnego wejścia do Jerozolimy, owszem takie było w niedzielę palmową. Ale gdyby im Jezus powiedział, że w tym samym mieście, pięć dni później ,ten sam tłum będzie wołał: Ukrzyżuj, ukrzyżuj go, na pewno i w to by nie uwierzyli.

Jezus wychowuje, jak dobry wychowawca swoich uczniów. Może znamy taką scenę ze szkoły, gdy nauczyciel mówił do nas coś ważnego, a my tam gdzieś, miedzy sobą rozmawialiśmy o swoich sprawach. I wtedy słyszeliśmy: To ja wam mówię takie ważne rzeczy, a wy o czym tam rozmawiacie? Wie Jezus o czym rozmawiali Apostołowie, dlatego im i to tłumaczy, tak żeby wreszcie zrozumieli. Kto chce być pierwszy, nich będzie ostatni. Jaka to prosta nauka, a zarazem jaka trudna do wykonania. Już od dziecka słyszymy, że mamy być pierwsi, najlepsi, żeby czasem nie zostać gdzieś na szarym końcu. Bo przecież tan ostatni, to synonim człowieka niezaradnego, ciamajdy, takiej życiowej sieroty. Kilka tygodni temu, stałem w kolejce na badania do medycyny pracy, przyszedł też młody człowiek i zapytał stojącą na końcu panią: pani jest ostatnia? A pani odpowiedziała: Nie, proszę pana, są jeszcze gorsi ode mnie.

Czego nas uczy dzisiejsza Ewangelia? Usiąść na ostatnim miejscu, a tam już siedzi Bóg. To dla nas nauka z dzisiejszej Ewangelii. Ewangelię krzyża, męki i śmierci Jezusa, możemy zrozumieć tylko z ostatniego miejsca