Uroczystość Narodzenia Św. Jana Chrzciciela. 12 Niedziela zwykła. Zamknąć usta, a otworzyć serce.

Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Zanim rosyjska flota wyruszyła z oficjalną wizytą do Francji car zażyczył sobie listy jej generałów. Niebieskim kolorem nakazał podkreślić nazwiska tych, którzy dobrze mówili po francusku, czerwonym – słabo władających tym językiem. Kiedy dostarczono mu listę, zauważył na niej jedno w ogóle nie podkreślone nazwisko.
– A ten? – spytał car.
– A ten w ogóle nie zna francuskiego.
– W takim razie jego mianuję dowódcą.
– Ależ, wasza wysokość…
– Tak, tak. Chcę, żeby na czele floty stał ten, kto mało będzie mówił, a dobrze dowodził.

Zachariasz powiedział o jedno zdanie za dużo, żądając od anioła znaku. Jak często przegadane są te nasze spotkania z Bogiem. Tak wiele chcemy Panu Bogu powiedzieć, wszystko wytłumaczyć, żeby dobrze zrozumiał, żeby o wszystkim wiedział. To bardzo niebezpieczna postawa dla wiary, bo nie dostrzegamy tego, co najważniejsze, że stoimy wobec majestatu Najwyższego, tylko zachowujemy się, jakbyśmy stali przed mikrofonem nagrywającym nasze „mądrości”. Mówi mądre przysłowie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Może przychodząc do świątyni właśnie o to chodzi, by słuchać i oddać Bogu należną cześć, a nie tylko Go zagadać?

Byłem kiedyś (w wakacje) na Mszy św. niedzielnej w pewnej parafii. Pół godziny przed Mszą – śpiewane Godzinki. OK rozumię. Kwadrans przed Mszą św. pacierz poranny, następnie czytany fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego. Pięc minut przed Mszą św. czytany fragment jakiejś religijnej książki i tak do dzwonka na wejście… A gdzie cisza??? A może Bóg, tak jak w dzisiejszej Ewangelii chce, abyśmy zamknęli usta, a otworzyli serce?

Reklamy

Małe ziarnko. 11 Niedziela zwykła.

Jezus mówił do tłumów: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”. Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu”. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

W miejscowości Zagnańsk w województwie świętokrzyskim rośnie najsłynniejsze polskie drzewo. Jest to mający już ponad 600 lat dąb, któremu nadano imię „Bartek”. Dąb ten jest rzeczywiście potężny. Mierzy obecnie 30 metrów wysokości, obwód pnia wynosi prawie 10 m, a średnica korony to ok. 40 metrów. Aż trudno sobie wyobrazić, że to potężne drzewo, wyrosło z najzwyklejszego, małego żołędzia, który każdy z nas mógłby bez trudu zamknąć w swojej dłoni.

Dziś Chrystus opowiada nam o innej roślinie, mówi o gorczycy. To roślina bardzo znana w Galilei, której nasiona tam, w Ziemi Świętej, są jeszcze mniejsze od tych, które znamy. I z tak malutkiego nasienia, wyrasta duży krzew, zdolny osiągnąć w tamtym, śródziemnomorskim klimacie w ciągu jednego roku nawet od 3 do 5 metrów wysokości.
Przypatrzmy się kiedyś ziarnu. Być może śmieszna wyda się taka zachęta, bo przecież nieraz widywaliśmy całe tony zboża przesypywane z worków do worków. Tak, to prawda. Ale połóżmy kiedyś jedno ziarnko na dłoni i popatrzmy na nie. Tak inaczej w skupieniu i z uwagą. Jakie ono rzeczywiście maleńkie, bezbronne i zdane na łaskę i niełaskę wszystkiego, co je otacza. W tym małym ziarenku, jest zaprogramowane życie. Gdy je wrzucimy w ziemię, gdy wyrośnie z niego zboże lub ogromne drzewo, dopiero wtedy widać, co w nim tak naprawdę było, że miało w sobie cudowna moc życia, nieprzeciętną siłę przeciwstawienia się śmierci, ogromną wolę trwania, a przede wszystkim wzrostu.

Wiemy, jak bardzo skromne były początki Kościoła. Chrześcijaństwo zaczęło się od jednej osoby. Później dwunastu uczniów, którzy rozproszyli się po śmierci Jezusa. Aż przyszedł Duch Święty ze swoimi darami i wtedy rozpoczęło się wypełnianie Chrystusowego posłannictwa: Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody… Działo się to wszystko 20 wieków temu pod okupacją rzymską. Rzym upadł, cesarstwo rozsypało się w proch. Przyszły kolejne cesarstwa – także i one legły w gruzach. Władcy, cesarze, imperatorzy, rodzili się i umierali, a tu ziarno słowa, ziarno Królestwa Bożego nieustannie trwa. Dlaczego trwa? Bo to sam Bóg zasadził na naszej ziemi, to ziarno Królestwa Bożego.
Prorok Ezechiel w pierwszym czytaniu przypomniał nam, że Bóg jest tym, który zasadza nas na swojej górze. Możemy za Ezechielem powiedzieć, że jesteśmy zasadzeni w ogrodzie Pana. W Psalmie czytamy:
Sprawiedliwy zakwitnie jak palma,
rozrośnie się jak cedr na Libanie.
Zasadzeni w domu Pańskim
rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga.

Siostry i Bracia. Dziś, jesteśmy niewolnikami czasu. Coraz częściej przekonujemy się, że to nie my jesteśmy w posiadaniu czasu, ale czas posiada nas. W dobie pośpiechu, szybkiego Internetu, smart fonów, stajemy się coraz bardziej zniecierpliwieni. Wszędzie się śpieszymy. I ten pośpiech udziela się także naszej relacji do Pana Boga. A pośpiech nie sprzyja rozwojowi wiary i poznaniu Chrystusa. Jeżeli pobieżnie poznajemy Chrystusa, pobieżnie poznamy Pismo Święte, to na niewiele nam się to przyda. To tak, jakby ktoś taką małą roślinkę specjalnie ciągnął do góry, żeby rosła szybciej. Taki pośpiech obróci się przeciw tej roślinie, nie przyniesie żadnej korzyści.

Dziś niektórzy ludzie zniechęcają się do wiary, bo nie widzą od razu efektu swojej modlitwy, czy poświęconego Panu Bogu czasu. Jednak wiara nie polega na tym, że wciśniemy zielony przycisk i wyskakuje nam gotowy produkt. Trzeba cierpliwości, żeby doczekać się pożądanych owoców. Popatrzmy na pokorę i ufność ziarnka gorczycy. Pokorę, bo jest bardzo małe, prawie najmniejsze z wszystkich nasion, a ufność, bo tkwi w nim ukryta wiara w to, że z tego bardzo małego nasienia wyrośnie mocna roślina, że przerośnie inne.
Tak też i my, nie zrażajmy się, gdy Bóg każe nam czekać na efekty naszej wiary, modlitwy. Tak też i my nie porzucajmy tej ufności, bo w rękach Bożych jesteśmy bezpieczni. A to Królestwo Boże, o którym dziś mówi Chrystus w Ewangelii, zasiane w glebie naszego życia w postaci słowa Bożego, Eucharystii, dobrych uczynków, niech nie pozostanie tylko małym nasieniem. Niech rośnie, na chwałę Boga i dla pożytku nas samych i innych ludzi. Amen.

10 Niedziela zwykła.

Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”. A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: „Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy”. Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: „Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”. Mówili bowiem: „Ma ducha nieczystego”. Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie”. Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką”.

Znaki czynione przez Jezusa, nie wszystkim się podobały. Nie podobały się przede wszystkim uczonym w Piśmie i faryzeuszom, czyli stróżom religii Mojżeszowej. Mają oni za złe Jezusowi, że czyni dobro, nie zachowując równocześnie obowiązujących przepisów, np. uzdrawia w szabat, czyli wykonuje pracę, a przecież w szabat nie powinno się pracować, bo to dzień święty, dzień Pański. Jezus ucztuje także z grzesznikami, a przecież to ludzie godni wzgardy i odrzucenia. Ale jakby tych pomówień nie było dość, to uczeni w Piśmie mówią: „On ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy. Czyni to swoje dobro ludziom, mocą szatana. To największe bluźnierstwo, na jakie człowiek może się zdobyć, że Bóg działa mocą szatana.

Jezus oczywiście odpowiada na zarzuty oskarżycieli i wykazuje im przede wszystkich brak logiki w wypowiadanych sądach o nim i oskarżeniach: To jest nielogiczne, żeby szatan wyrzucał szatana. Tylko ktoś mocniejszy od szatana, może go wyrzucić. To nielogiczne, aby mieszkańcy jednego królestwa bili się miedzy sobą. Mocarz! jest potrzebny, żeby sobie poradził z szatanem. Słowa, które Pan Jezus później wypowiada streszczają nam istotę grzechu przeciw Duchowi Świętemu. A jak mówi sam Jezus, grzech przeciwko Duchowi Świętemu nie będzie odpuszczony, przebaczony.

Na czym polega grzech przeciwko Duchowi Świętemu? Katechizm Kościoła Katolickiego daje odpowiedź krótką, w dwóch zdaniach: „Miłosierdzie Boże nie zna granic, lecz ten, kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą Miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie przez Chrystusa w Duchu Świętym. Taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i wiecznej zguby„. Inaczej mówiąc, grzech przeciwko Duchowi Świętemu, jest świadomym odrzuceniem łaski Bożej, z którą Jezus do nas przyszedł.

Co wolno w szabat? 9 Niedziela zwykła.

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze mówili do Niego: „Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?” On im odpowiedział: „Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom”. I dodał: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu”. Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: „Podnieś się na środek!” A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie uratować czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!” Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Jezus Chrysus, podczas swojej publicznej działalności, niejednokrotnie zadawał prowokujące pytania. Najczęściej zadawał te pytania po to, aby człowiek sam zrozumiał pewną ważną dla niego prawdę. Dziś mamy w Ewangelii do czynienia z takim pytaniem. Co wolno w szabat? Czy wolno uzdrawiać? Gdyby dziś nam zadał to pytanie, to pewnie bez wahania odpowiedzielibyśmy: oczywiście, no pewnie, że tak, uzdrawiaj Panie Jezu, ile tylko chcesz i kogo tylko chcesz. A faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii milczeli. Dlaczego milczeli? Bo zamiast człowieka… widzieli tylko prawo. I zachowując jedynie literę prawa, było by im trochę głupio. Bo jeśli odpowiedzieliby, że nie wolno, to zaświadczyliby, że są ludźmi bez serca. A jeśli powiedzieliby, że wolno, to zaprzeczyli by prawu, które tak dosłownie przestrzegali.

Siostry i bracia. Cisza jest skarbem. Człowiek potrzebuje ciszy, aby pobyć sam na sam z sobą, ze swoimi myślami. Ale, gdy Bóg zadaje pytania, a człowiek milczymy, to coś jest nie tak. Jeśli Bóg zadaje pytania, a człowiek nie wie, jak odpowiedzieć, to coś jest nie tak. Każda odpowiedź na Boże pytania, daje nam okazję do zweryfikowania naszego postępowania, przyznania się do błędu, lub utwierdzenia się w tym, że dobrze postąpiliśmy. A jeśli milczymy, gdy Bóg nas pyta? To znaczy, że nie mamy ochoty wchodzić z Nim w dialog. A jeśli milczymy, gdy człowiek nas pyta? To znaczy, że też nie mamy ochoty z nim porozmawiać, że ignorujemy go. A to bardzo niebezpieczne, bo możemy stworzyć sobie swój świat, swoich wartości, zasad, bardzo różnych od tych Bożych wartości i często bardzo nieludzkich.

Uroczystość Trójcy Św.

Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

W naszym życiu, na co dzień, spotykamy się z wieloma tajemnicami. Pełen tajemnic jest otaczający nas świat. Badają go setki tysięcy uczonych z różnych dziedzin nauki. Efektem tych badań jest to, że ciągle coś nowego dla nas odkrywają. Poszerza się nasza wiedza, ale jednocześnie widzimy, jak wiele jeszcze kryje on w sobie tajemnic.

Tajemniczą istotą, do końca nie poznaną, jest również człowiek. Właściwie każdy z nas, jest inny. Każdy z nas nosi w sobie własną tajemnicę, która fascynuje, a zarazem jest niemożliwa do pełnego poznania przez innych.

Podobnie jest i z naszą wiarą. Chrześcijaństwo to religia naznaczona wieloma tajemnicami. Zresztą, gdybyśmy już wszystko o Bogu wiedzieli, poznali Go tak do końca, potrafili zmierzyć, zważyć, dotknąć, On nie byłby już Bogiem. Gdybyśmy już wszystko w chrześcijaństwie poznali, zrozumieli, wiedzieli, nie byłaby to już religia, a dziedzina wiedzy. Dużo jest w naszej wierze tajemnic. Dziewica urodziła Syna; zmarły Łazarz wyszedł z grobu; Jezus zmartwychwstał; Bóg – to niewidzialny Ojciec; a Duch Święty – pod postacią gołębicy. To tylko niektóre tajemnice. I to właśnie nie jest bez znaczenia. Musi istnieć tajemnica, byśmy zapragnęli ją odkrywać, zgłębiać, poznawać.

Nasz umysł jest zdolny odkrywać w świecie ślady Boga, a w głębi duszy przejawy Bożego działania. Ale sięgnąć w głąb Bożej istoty, uchwycić, czym On jest w swej naturze – to całkowicie przekracza nasze ludzkie możliwości.

Uchylić rąbka tej tajemnicy mógł tylko sam Bóg. I to właśnie uczynił, przede wszystkim przez objawienie w Jezusie Chrystusie. Jezus, objawił nam Ojca, jako początek wszystkiego i źródło miłości. On też objawił Ducha Świętego, jako pocieszyciela i uświęciciela.

Prawda o Bogu Trójedynym nie jest wymysłem teologów. Podczas, gdy tyle jest w dzisiejszym świecie różnych „pomysłów na Boga”, powinniśmy wiedzieć, że to nie my wymyślamy sobie Boga – my Go tylko odkrywamy, bo on sam zechciał przyjść do nas i pokazać nam Siebie. To dzięki Niemu wiemy, że Bóg jest Wspólnotą Trzech Osób, które się miłują i żyją ze sobą w doskonałej jedności.

Ale pamiętajmy też o tym, że ta prawda mimo iż została objawiona, nadal pozostaje tajemnicą. Trójca Święta jest dla nas przede wszystkim tajemnicą miłości! Miłość nas stworzyła, miłość nas odkupiła, miłość oświeca nasze umysły i uświęca nasze serca.

Drugą cechą Trójcy Świętej jest jedność, doskonałe zjednoczenie. Usłyszymy dziś w prefacji mszalnej: „Ty z Jednorodzonym Synem Twoim i Duchem Świętym * jedynym jesteś Bogiem, jedynym jesteś Panem; nie przez jedność osoby, * lecz przez to, że Trójca ma jedną naturę. * W cokolwiek bowiem dzięki Twemu objawieniu * wierzymy o Twojej chwale, * to samo bez żadnej różnicy myślimy o Twoim Synu * i o Duchu Świętym.” Trzeba i nam takiej jedności w naszej Ojczyźnie, naszym społeczeństwie, naszych rodzinach.

Niech zatem miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym będą z nami wszystkimi.