Powoli…

Reklamy

Radość w Bogu. 3 Niedziela Adwentu.

Wyśpiewuj, Córo Syjońska, podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem! Pan oddalił wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela; Król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, już nie będziesz bała się złego. Owego dnia powiedzą Jerozolimie: „Nie bój się, Syjonie! Niech nie słabną twe ręce!”. Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz, który daje zbawienie. On uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości, jak w dniu uroczystego święta.

To nie przypadek, że w naszej adwentowej dekoracji w towarzystwie fioletowych świeczek, znalazła się także różowa. To nie dlatego, że brakło fioletowych, to wstawiliśmy taką ni czerwoną, ni fioletową. Kolor różowy, ma spowodować na naszej twarzy uśmiech, a dokładniej, zachęcić nas do radości. Jak tu się nie radować, gdy już za kilka dni usłyszymy przepełnione radością słowa: Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan (Łk 2, 10-11).

Czym zatem jest Boża radość? Według piosenki religijnej Boża radość jest jak rzeka i wypełnia duszę chrześcijanina. Człowiek jest radosny wtedy, gdy postępuje sprawiedliwie, gdy nie musi się obawiać sądu, czy kary za swoje postępowanie. Zatem, aby tak mogło być, potrzeba nam czynić dobro, potrzebne są dobre uczynki, które i nam i innym będą sprawiać radość.

Na naszych adwentowych drogach, wiele wydarzeń może doprowadzić nas do radości, zarówno tej Bożej, jak i tej ludzkiej. Np. radość z dzielenia się tym, co posiadamy. Byłem kiedyś świadkiem takiej sceny: czterolatek został obdarowany torebką cukierków. „Podzielisz się chyba z siostrą?” – zapytała mama. Malec wsadził rączkę do torby, wyjął kilka cukierków i podszedł do siostrzyczki. Wyciągnął ku niej cukierki… ale zawahał się, cofnął rączkę. Chwilę patrzył na siostrę, na torbę, na cukierki i nagle przekazał jej całą torebkę, sobie zostawiając niewiele. Podbiegł do mamy i wtulił się w jej ramiona. Trzeba było widzieć buzię malca! Promieniowała z niej czysta radość. Dobro owocuje radością. Każde dobro. Im więcej wymagało wysiłku, im było trudniejsze – tym mocniejsza staje się radość. Im większe dobro – tym większa radość.

Inna radość, to radość z dzielenia się i odkrywania miłości. Popatrzmy na zakochanych. Czy nie są oni samą radością? Nieraz tak radosną, że już nic innego nie mieści się w ich sercach i myślach. I czy to nie jest piękne? Popatrzmy na matkę pochyloną nad swoim maleństwem, na ojca trzymającego swoją pociechę – reguła się sprawdza: miłość, rodzi radość. I nie może być inaczej, bo przecież Bóg jest miłością (1 J 4,8).

I w końcu także trzecia radość: radość Boża: Nie trzeba jej daleko szukać. Nie raz słyszeliśmy słowa Chrystusa: Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie (Mt 5, 12). Albo też na innym miejscu: Wielka radość powstaje u aniołów w niebie z powodu jednego grzesznika który się nawraca (Łk 15, 10). To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (J 15, 11).

Czy można słuchając tych słów powiedzieć: Bóg się cieszy? Można, czytamy przecież u proroka: Twój Bóg rozraduje się tobą! (Iz 62, 5). Dlatego pełen wewnętrznej radości Bóg schodzi na ziemię, pomiędzy nas. By po ludzku się cieszyć, by uczyć nas radości, by dzielić się nią z nami. Chrześcijaństwo jest religią radości, optymizmu i nadziei. Jeśli ktoś uważa, że jest inaczej, to jeszcze nie poznał Chrystusa, ani Jego nauki, Ewangelii – Dobrej Nowiny.

Warto sobie uświadomić, na koniec naszego rozważania, że Adwent, to nic innego, jak doświadczenie radości wypływającej z wiary. Radości z tego, że Pan jest blisko i wiary, która wypływa z czystego radosnego serca. Wtedy nie obce nam będą słowa z dzisiejszej modlitwy przed Liturgią Słowa: Boże, Ty widzisz, z jaką wiarą oczekujemy świąt Narodzenia Pańskiego, spraw, abyśmy przygotowali nasze serca i z radością mogli obchodzić wielką tajemnicę naszego zbawienia. Amen.

Droga na pustyni. 2 Niedziela Adwentu.

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”.

Już po usłyszeniu pierwszego zdania Ewangelii, powinno bardzo do nas przemówić to, że to nie było gdzieś za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami. Nie jakaś tam legendy, mity, bajki, ale bardzo konkretna historia, konkretne wydarzenia, miejsce i osoby. Święty Łukasz, w sposób dobrze znany w starożytności, podaje dokładną datę i miejsce pojawiania się nad Jordanem Jana Chrzciciela. Wymienia też wszystkie ważniejsze wtedy osoby, których imiona są dobrze znane z historii. To szczególne spotkanie Boga z człowiekiem zostaje wpisane w dzieje Cesarstwa Rzymskiego oraz w dzieje narodu izraelskiego, a przez to także i w dzieje świata.

Ten dzisiejszy fragment Ewangelii przypomina nam najpierw, że chrześcijaństwo nie jest mitem, czyli takim pobożnym opowiadaniem wyjętym spoza czasu i przestrzeni. Nie. W konkretnym miejscu i czasie Bóg wkroczył w historię. Bóg zatem, przemawia: przez różne wydarzenia i przez konkretne osoby. Jeśli tylko ktoś chce usłyszeć Jego głos, to usłyszy.

Gdybyśmy teraz odnieśli dzisiejszą Ewangelię do naszego życia. Zechcieli ją czytać tak, jak słyszymy w tym zapisanym przez św. Łukasza fragmencie, uświadomili byśmy sobie, jak żywe i aktualne jest Słowo Boże. Św. Łukasz pisze: Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. (…) Skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Dziś odnosząc ten fragment do siebie pewnie byśmy przeczytali: w 35, 50, czy 60 roku mojego życia, skierowane zostało Słowo Boże do mnie. Przygotuj drogę Panu, prostuj ścieżki dla Niego… I w kolejnym roku mojego życia, też będzie do mnie Bóg mówił. Tutaj w tej świątyni, w tym mieście, od tego ołtarza.

Bóg mówi nieustannie, Bóg w każdym czasie posyła nam proroków. Dziś Jana Chrzciciela: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego. Symbolika drogi jest bardzo bogata, bowiem zakłada pewien ruch, a także konkretny cel. Mamy za sobą pierwszy tydzień Adwentu. Czy mamy pomysł na tegoroczny Adwent? Bo już czas o tym pomyśleć. Amen.

Czuwajcie i módlcie się. Adwent 2018

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”.

Gdy świat pogrąża się, jak co roku, w bezmyślnym pędzie do przedświątecznych promocji i wyprzedaży, z równoczesną trwogą, czy starczy na to wszystko pieniędzy, to wtedy ludzie wiary wchodzą w czas Adwentu – czas spotkania z przychodzącym Chrystusem w jego mocy i chwale.

Gdy świat czeka na kolejnego plastikowego mikołaja, biegającego po ulicach i galeriach handlowych skrzata w czerwonym ubranku, ludzie wiary czekają na spotkanie z Chrystusem – Panem życia i chwały.

Gdy świat staje się przeładowany od świątecznych towarów, które trzeba zjeść, żeby się nie zepsuły, ludzie wiary podnoszą głowy i nabierają ducha, bo wiedzą, że zbliża się niepowtarzalna szansa na odkupienie i życie w prawdzie i wolności.

W pierwszą niedzielę Adwentu, tak jak w wielu świątyniach zapalamy pierwszą z czterech świec przed ołtarzem. Niech będzie ona znakiem naszego czuwania, naszej odwagi i naszej gotowości spotkania Chrystusa w jego mocy i chwale.

Świadkowie Prawdy. Chrystusa Króla.

Piłat powiedział do Jezusa: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?”. Jezus odpowiedział: „Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?”. Piłat odparł: „Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?”. Odpowiedział Jezus: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd”. Piłat zatem powiedział do Niego: „A więc jesteś Królem?”. Odpowiedział Jezus: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”.

Najważniejsze pytanie tej dzisiejszej Ewangelii i tej dzisiejszej uroczystości, to nie jest pytanie o to, czy przyjmiemy Jezusa Chrystusa jako Króla? Najważniejsze pytanie to, czy przyjmiemy Jego królestwo. Nie chodzi tylko o to, czy przyjmiemy, że jest On królem, ale o to, by przyjąć Jego sposób sprawowania władzy. To jest główny temat rozmowy Jezusa z Piłatem. Jezus mówi: Królestwo moje nie jest stąd. Św. Augustyn, kiedy komentował to zdanie Jezusa, to mówił, że trzeba je czytać bardzo precyzyjnie. Jezus nie powiedział, że królestwo Jego nie jest tutaj, tylko powiedział, że nie jest stąd. Nie chodzi o to, że nie ma Jego królowania w tym świecie. Tylko chodzi o to, że jego królowanie nie jest z tego świata. Jego królestwo jest w tym świecie. Jego królestwo ma być w tym świecie, ale nie ma być stąd. Chrystus nie rządzi na nasz sposób. Zaraz precyzuje swoją wypowiedź i mówi: gdyby moje królestwo było z tego świata, to moi słudzy by się bili, żebym nie był wydany Żydom. Jakby powtarza to samo, co powiedział do Piotra w ogrodzie oliwnym. Jak Piotr kierowany najlepszymi intencjami, wyciągnął miecz i rzucił się na tych, którzy przyszli pojmać Jezusa. I Jezus mu wtedy powiedział: schowaj miecz, ty myślisz, że Ja bym nie mógł poprosić Ojca, to by mi wystawił 12 zastępów aniołów. Miałby się kto bić o Jezusa. Tylko Jezus tego nie chce, bo to by było królowanie z tego świata. Bo z tego świata władza, to jest władza siły, przemocy, wojny. Jezus nam mówi dzisiaj: nie bijcie się o mnie. Nie na tym polega moja władza, że ktoś się za mnie bije. To jest niezwykle aktualne. To nie musi być tak jak, bywało w dawnych wiekach, gdy chrześcijanom się wydawało, że najlepiej służą Jezusowi, gdy wezmą miecz do ręki i kogoś stłuką. To dzisiaj ma zupełnie inne formy. Wystarczy otworzyć Internet i zobaczyć, co chrześcijanie nawzajem o sobie piszą. Jakich używają słów. Jak się nawzajem opluwają. Ile jest przemocy i wojny w tych słowach. Jezus chce być królem tutaj, między nami, w tym świecie, ale nie na sposób świata. Nie przemocą, nie siłą, nie gwałtem. Więc co jest narzędziem Jego władzy? Mówi zaraz potem do Piłata, że Jego królestwo tworzą ludzie, którzy są z prawdy. On pierwszy jest z prawdy. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, żeby dać świadectwo prawdzie. Z prawdy jest ktoś, kto nie tylko o niej mówi, ale jest jej świadkiem. Czytamy prawdę nie tylko z Jezusa słów, ale jeszcze bardziej z jego życia. Nie jest najważniejsze u człowieka, ile się nauczył i ile wie, ale o to, kim jest.

W 203 roku w Kartaginie poniosły śmierć męczeńską św. Perpetua i Felicyta. Dwie kobiety, które zginęły na arenie. Perpetua miała wtedy 22 lata. Kiedy Perpetuę aresztowano, ona jeszcze nie była ochrzczona, była katechumenka, dopiero się przygotowywała do chrztu. Właściwie ze wszystkiego mogła się jeszcze wycofać. I jej ojciec przyszedł do niej, do wiezienia i mówi jej: dziecko, wyrzeknij się tej wiary i wracaj do domu. A ona mu wtedy powiedziała tak: Tato, widzisz w tym kącie jest naczynie, dzbanuszek. Mógłbyś je inaczej nazwać? I ojciec popatrzył i mówi: No nie, to jest dzbanuszek. Ja nie mogę się nazwać inaczej, jak chrześcijanką, jestem kim jestem. To jest osoba, o której Jezus by powiedział: ona jest z prawdy, jest prawdziwa. Tacy ludzie mają prawdziwą władzę. Drugi Sobór Watykański zapisał takie zdanie, że „prawda, przemawia własną mocą”.

Prośmy dziś Chrystusa Króla, który po to przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie, aby nie brakowało w nas tej prawdy przez P, bo Królestwo Boże nie jest ani tu, ani tam, ale  jest w nas, jeśli jesteśmy z Prawdy. (abp. G. Ryś)