Czas owocować. 3 Niedziela Wielkiego Postu.

W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.

Dzisiejsza Ewangelia porusza dwa zagadnienia. Pierwsze, to przestroga Chrystusa, aby nie oceniać tego, co dzieje się na naszych oczach oraz nie oceniać innych ludzi tylko w ludzkich kategoriach. Nigdy nie jest tak, że wiemy do końca wszystko, co dotyczy dziejących się na świecie wydarzeń i nie zawsze też jesteśmy w stanie poznać człowieka tak do końca. W jednym z włoskich kościołów na początku XX wieku pojawiła się nie wiadomo skąd figura Matki Bożej. Jednak mówiąc tak delikatnie, nie należała ta figura do najładniejszych wyobrażeń Maryi. Maryja była nieco grubsza na twarzy i tak w ogóle jakaś taka… nie najładniejsza. Figura była wykonana z gliny. Niektórzy nawet nazywali ją „Brzydką Madonną”. Jednak przez dobrych kilka lat modlono się przy niej w bocznym ołtarzu. Pewnego dnia zdenerwowany proboszcz postanowił, aby w czasie procesji postawić figurę na specjalnym wózku i obwieść dookoła kościoła. Dookoła kościoła był wyboisty chodnik z kamieni, więc figura spadnie, a że jest z gliny, to się roztrzaska. Jak wymyślił, tak uczynił. Przy pierwszym okrążeniu kościoła, gdy nieco przyśpieszył kroku, figura rzeczywiście spadła. I co się okazało? Rzeczywiście, glina popękała i odpadła, a pod warstwą gliny znajdowała się piękna drewniana figura Matki Bożej. Kiedy figurę oczyszczono, wielu nie mogło nadziwić się jej pięknu. Już nikt nie nazywał jej „Brzydką Madonną”, aż po dzień dzisiejszy nazywana jest „Piękną Madonną”.

Wróćmy do Ewangelii. Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bardzo łatwo jest oceniać innych tylko po tym, co widoczne dla oczu. Czy myślicie, że ta która ma męża alkoholika jest większym grzesznikiem niż inne, że na to zasłużyła? Czy myślicie, że ten który ma niewierną żonę jest większym grzesznikiem niż inni, że na to zasłużył? Mówi Pismo: Kto stoi, niech baczy żeby nie upadł. Dlatego nie oceniajmy tak łatwo innych ludzi tylko po tym, co widzimy, czy też co nam inni o nich powiedzieli. Niejednokrotnie nasze słowo, nasza obmowa, może zadawać głębsze rany niż te zadawane nożem.

I drugie zagadnienie z dzisiejszej Ewangelii to owocowanie. Jezus posługuje się obrazem drzewa, zasadzonego w winnicy, czyli na bardzo urodzajnej ziemi. Wydawać by się mogło, że drzewo to ma wszelkie warunki, żeby owocować. Ma pod dostatkiem wody, ma słońce, winogrona go nie zagłuszają. A jednak nie owocuje. Jeśli ktoś zakłada sad figowy, to nie sadzi drzewek po to, aby tylko obrastały liśćmi. Sadzi drzewa po to, aby owocowały. Za kilka tygodni zakwitną pięknie nasze polskie jabłonie, wiśnie, będą cieszyły nasze oczy. Ale nie to jest ich celem. Potem będziemy zachwycali się pięknymi zielonymi liśćmi. Będą one nam dawać cień. Ale i to nie jest celem drzew owocowych. I jabłonie i wiśnie wycina się po paru latach, jeśli oczywiście nie owocują. Po co komu takie drzewa owocowe, które nie przynoszą owocu. Podobnie jest z człowiekiem, jest zasadzony w Bożym ogrodzie po to, by owocował. Nie tylko po to, by przynosił liście. Chrystus jest tym ogrodnikiem, który od razu nas nie wytnie, będzie o nas walczył, będzie zabiegał. Jednak jeśli my sami nie będziemy chcieli z nim współpracować, to czeka nas wycięcie.

Niech zatem ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas programem do pracy na trzeci tydzień Wielkiego Postu. Nie obmawiajmy, nie oceniajmy innych z pozoru, nie powtarzajmy pomówień, plotek oraz poszukajmy w tym tygodniu owoców, nie liści, ale konkretnych owoców mojego, naszego Wielkiego Postu. Amen.

Reklamy

Góra Przemienienia. 2 Niedziela Wielkiego Postu.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”.

Góra Tabor, jest przez chrześcijan nazywana Górą Przemienienia. Położona w Galilei, wznosi się na wysokość 588 m. n. p. m. Zielona, kwitnąca, tętniąca życiem góra. I na jej szczycie kościół i klasztor, jako namiot spotkania z Bogiem. Komu dane było, tam być, bez wątpienia powiedział: Dobrze, że tu jesteśmy!

Jednak nie trzeba jechać do Ziemi Świętej, aby wydrapać się na Górę Przemienienia. Wystarczy poszukać w swoim życiu takiej Góry Przemienienia. Góry są po to, żeby na nie wychodzić. Będą tacy, którzy staną na początku szlaku, popatrzą do góry i powiedzą: a po co się tak męczyć, czy może być tam coś ciekawego? Będą inni, którzy rozpoczną wędrówkę w stronę góry, ale na pierwszym postoju stwierdzą: nie, to nie na moje siły. Jeszcze inni przejdą 1/3 drogi lub połowę szlaku i powiedzą: to mi wystarczy, zawracam i schodzę na dół. Będą w końcu też i tacy, którzy w nie małym trudzie pójdą na szczyt. Ze szczytu góry, świat wygląda inaczej. Człowiek i jego problemy stają się jakby mniejsze. Wtedy bardziej przemawia do nas potęga i mistyka gór. Każdy, kto choć raz w życiu wyszedł na Tarnicę, czy Giewont i dotknął krzyża, wracał inny. A co dopiero wyjść na Górę Przemienienia i dotknąć samego Jezusa? Góry ze swej natury są wymagające, wymagająca była też góra Abrahama, wymagająca była Golgota.

Co jest moją Górą Przemienienia? Co jest moim miejscem z którego wracam inny, przemieniony? Co jest moją Górą Przemienienia, czy mam takie miejsce? Piotr, Jakub, Jan i Jezus poszli na górę, aby się modlić. Co jest moją Górą Modlitwy? Jaka modlitwa mnie przemienia? Msza święta, a może jakieś nabożeństwo wielkopostne? A może twoją Górą Przemienienia jest sakrament spowiedzi św., albo twój czas ofiarowany Panu Bogu na osobistej modlitwie w ciągu dnia. Na jakim etapie jestem w tej wędrówce na Górę Przemienienia? Stoję ciągle przed górą, czy już idę, bo przecież już 2 Niedziela Wielkiego Postu, a może już zdążyłem zawrócić, mówiąc: nie, to nie dla mnie. Ślizgam się trochę po Wielkim Poście, jak topik, taki pająk wodny, co ślizga się po wodzie.

Siostry i Bracia. Różnie mogą wyglądać te nasze Góry Przemieniane. Ojciec rodziny postanowił, że od Środy Popielcowej nie pali papierosów. Jeśli to się uda, to będziemy mogli nazwać tę górę Górą Wolności. Człowiek pozornie był wolny. Ale były takie dni, a zwłaszcza wieczory, kiedy brakowało mu papierosów. Wtedy biegał do nocnego sklepu, by je kupić. Nie mógł bez nich wytrzymać. To było jakieś niewolnictwo. Poza tym cały dom przesiąknięty był tym paskudnym zapachem. Żona i dzieci zdziwiły się, gdy kiedyś wieczorem przyszedł z pracy i przyniósł owoce. Nigdy przedtem tego nie robił. Pani w sklepie, w którym dotąd kupował papierosy zażartowała: „Panie Edwardzie, to ja już teraz nic nie zarobię od Pana?”. I wtedy mężczyzna postanowił kupować coś w granicach sumy jaką wydawał na papierosy. Każdego dnia kupował do domu dla dzieci świeże owoce.
Inna Góra Przemienienia. Przyjdę do kościoła w tygodniu, nie tylko w niedzielę. To Góra Odwagi. Może nawet w piątek. Przyjdę na drogę krzyżową i zostanę na Mszę św. Po co? Aby przemieniało mnie to, co usłyszę na nabożeństwie drogi krzyżowej, liturgia Słowa w czasie Mszy św. Aby przemieniała mnie Komunia, którą przyjmę.

Dla kogoś innego, droga przemienienia może prowadzić na Górę Męstwa. Będę wstawał w Wielkim Poście trochę wcześniej, aby z rana na spokojnie odmówić modlitwę, mieć jeszcze przed pracą trochę czasu dla rodziny.
A dla młodszych, droga przemienienia może prowadzić na Górę Posłuszeństwa. Szacunku i posłuszeństwa dla rodziców, nie marudzenia, wykonywania swoich obowiązków. Jeden z mądrych ludzi powiedział, że „kiedy dziecko słucha swoich rodziców, to wtedy jego Anioł Stróż ma wolne”.
Piotr, Jakub i Jan, tych trzech miał Jezus do zadań specjalnych. Wielki Post, to też taki czas zadań specjalnych. Czy będziemy chcieli wyjść z Jezusem na Górę Przemienienia? Obyśmy odpowiadając pozytywnie, mogli też powtórzyć za Piotrem: Panie, jak dobrze, że tu jesteśmy.

Pustynia próby. 1 Niedziela Wielkiego Postu.

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem”. Odpowiedział mu Jezus: „Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek”. Wówczas powiódł Go diabeł w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł do Niego: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje”. Lecz Jezus mu odrzekł: „Napisane jest: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”. Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”. Lecz Jezus mu odparł: „Powiedziano: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”. Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu.

Zaczęło się bardzo wcześnie, bo już w raju. Szatan wpada na pomysł, aby rozmontować stan pierwotnej świętości, jaki panował w raju. Postanawia też porozmawiać o tym z człowiekiem. Bardzo sprytnie przeprowadza rozmowę. „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Niewiasta odpowiedziała wężowi: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli”. Szatan przecież doskonale wiedział, co Bóg postanowił, ale tak zadał pytanie, aby człowiek musiał odpowiedzieć pełnym, złożonym zdaniem. I rozpoczął się dialog człowieka z szatanem. Dalej rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg, będziecie znali dobro i zło”. Teraz jeszcze dorzucił coś od siebie, dziś byśmy nazwali to promocją. Możecie być tacy jak Bóg! A taka oferta jest naprawdę bardzo kusząca. I wniosek z tej rozmowy: warto spróbować, bo korzyści, grzechu warte. I udało się, posłuchali głosu szatana.

Siostry i Bracia. Mijają wieki. W Nazarecie mieszka nowa Ewa, w Betlejem rodzi się nowy Adam. Gdy Herod nie wywiązał się należycie, z podpowiedzi Szatana, żeby wymordować nowonarodzonych, a wśród nich i Jezusa, po 30 latach sam Szatan wkracza do akcji i próbuje jeszcze raz rozmontować Boży plan zbawienia. Cynicznie rozpoczyna rozmowę z Synem Bożym, choć trzeba przyznać, jest do tej rozmowy doskonale przygotowany. Zobaczmy, jest to pojedynek na znajomość Pisma Świętego. Nawet Szatan cytuje je z pamięci. „Jeśli jesteś Synem Bożym powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem”. I gdzie jest haczyk? Jeśli powiesz, to znaczy, że słuchasz Szatana. Jeśli nie powiesz, to nie potrafisz tego zrobić, to widocznie nie jesteś Synem Bożym. Jeśli oddasz mi pokłon, to znaczy że uznajesz moją wyższość i panowanie, jeśli nie oddasz mi pokłonu, to znaczy, że nie zależy ci na niczym. Rzuć się w dół, jeśli to zrobisz, to znaczy że wykonujesz moje polecenia, a jeśli nie skoczysz, to znaczy że nie wierzysz, że aniołowie cię uratują.

Siostry i Bracia. Jezus przy pomocy Pisma zwycięża te trzy pokusy. I my też w tym świętym czasie także i naszej próby zwyciężajmy pokusy złego ducha. Także i nas Duch wyprowadza na pustynię, pustynię Wielkiego Postu. 40 dni na takiej pustyni. Oby to nie była pustynia duchowa, którą proponuje zły duch, ale czas działania w nas z mocą Syna Bożego.

Zaczynamy od siebie. 8 Niedziela zwykła.

Jezus opowiedział uczniom przypowieść: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego. Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta”.

Kiedyś jeden z dziennikarzy zapytał św. Matkę Teresę z Kalkuty: Siostro, co zrobić, żeby świat był lepszy i ludzie byli lepsi? Siostra odpowiedziała krótko: Jak się pan poprawi i ja się poprawię, to już świat będzie troszkę lepszy. Dziś Jezus w Ewangelii przypomina nam, że nawrócenie należy zaczynać zawsze od siebie. Najłatwiej jest wiedzieć błędy drugiego człowieka, nawet wspaniałomyślnie mu ofiarować pomoc w naprawianiu jego wad. Jak trudno zobaczyć swoje, często o wiele większe. A jednak nawrócenie zaczyna się od siebie. Od środy Wielki Post, czyli zaczynamy od siebie.

Zmiękczyć serce. 7 Niedziela zwykła.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to należy się wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.

Miało to miejsce, gdzieś pod Tatrami. Były dwie wioski. Jak to w górach bywa: oddzielone od siebie lasem i rzeką. Mieszkańcy tych wiosek, bardzo się nie lubili. Nawet najstarsi górale nie pamiętali, dlaczego się tak nie lubią. Przy czym „nie lubiły”, to raczej w wykonaniu dzieci, bo dorośli mieszkańcy wiosek mieli uczulenie na siebie, jakieś siarczyste! Spotkania młodych chłopaków z obu wiosek – kończyły się przeważnie bójkami. Gazdowie, niejednokrotnie mieli poprzetrącane kości, przy kłótniach o drzewo w lesie. A i dziewczyny nieraz targały się za włosy w karczmie na potańcówce, bo pech chciał, że karczmę mieli wspólną – w lesie nad rzeką.

Martwiło to obu proboszczów, ale nie wiedzieli, jak sobie poradzić z tą nienawiścią. Aż w końcu, pewnej niedzieli, jeden z nich wyszedł na kazanie i mówi tak:

– Somżeście krześcijany?

– Noooo – odburknęli ci, co jeszcze nie zdążyli zasnąć.

– To się zgodzicie, ze Pon Jezus nakozuje pomagać inksym, co?

– Prowda! – dodali też inni, wybudzeni bolesnymi kuksańcami pod żebra.

– To gdyby świynty Pieter się topił w jeziorze, bo zaś mu się uwidziało chodzić po wodzie, a Pon Jezuska nie było nika pod rynkom, to byście mu dopomogli?

– No przeca! – zakrzyknęli odważniej zaciekawieni górale.

– A, a gdyby świyntemu Józofowi chałpa się spoliła, to pomoglibyście łodbudować?

– No ba! Musi mieć Pon Jezusek gdzie mieskać. – zawołali co lepsi w ciesielce.

– A gdyby Maryjce lisy syćytkie kury wyjedli, dalibyście Jej swoje?

– Łocywiście! – zawołały zaaferowane gaździny. – I jesce królików, gynsi, kacek i innych bymy dały!

– A gdyby jakimu inksemu człowiekowi chałpe miała woda zabrać, pomoglibyście?

– No łod razu! – zakrzyknął cały kościół, tak mocno przejęty tymi wszystkimi nieszczęściami.

– Piknie! – zawołał uradowany proboszcz i dodał: – To Wos syćkich widzem godzine po sumie z łopatami i cym tam jesce mozecie, i pódymy do nasych sunsiadów, co ich tak nie lubicie, bo tam rzeka wylewo i kościół podmywo.

Siostry i bracia. Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii leczy chrześcijan z przeterminowanej sprawiedliwości oko-za-oko, ząb-za-ząb. Stary Testament się skończył, czas rozpocząć Nowy. Koniec z nakręcaniem spirali nienawiści. To nic nie da. To sprawia, że będziemy się tylko wzajemnie kąsać, aż w końcu, całe nasze siły zmarnujemy na uprzykrzaniu innym życia. Zła, nienawiści, wrogości, nie zniszczy się złem, nienawiścią, wrogością. Co najwyżej wszystkie je się spotęguje. Dawid w dzisiejszym pierwszym czytaniu i Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii, miłosierdziem i własnym przykładem podnosi poprzeczkę, mówiąc: nie sądź, nie potępiaj. Dlaczego ostrzega przed tymi dwoma zachowaniami? Bo wtedy łatwo jest człowiekowi zobaczyć w drugim człowieku tylko to, co złe. Będzie taki człowiek uważał się za chodzący wymiar sprawiedliwości.

A tymczasem chrześcijanin ma być chodzącym dobrem: widzieć dobro, a nie tylko zło! Reagować na zło – dobrem! Wtedy zyskuje się przyjaciół, a nie kolejnych wrogów! Pewien umierający król, prosił na łożu śmierci swojego syna, aby ten pozbył się po jego śmierci wszystkich jego nieprzyjaciół. Jakie było zdziwienie u dworzan, gdy po kilku tygodniach od po śmierci starego króla, widziano młodego króla spacerującego z wrogami ojca po ogrodach królewskich, śmiejącego się i żartującego z nimi. Jeden z doradców zapytał nawet młodego króla: Dlaczego nie pozbyłeś się nieprzyjaciół swojego ojca. A młody król odpowiedział: Jak to nie, po prostu uczyniłem z nich naszych przyjaciół.

Jezus pokazuje jedną różnicę. Ludzka sprawiedliwość zazwyczaj jest sprawiedliwością po fakcie i odnosi się do innych. Tymczasem sprawiedliwość, jaką proponuje Jezus jest przed faktem – i zaleca oceniać wpierw siebie samego.

I na koniec Pan Jezus chce nas wychowywać – a nie karać! Dlatego prosi nas, abyśmy uczyli się od Boga. To znaczy, że mam być podobny do Boga w tym, jak kochać innych – zamiast „bawić się w Boga” w próbie robienia innym sądu ostatecznego o wiele lepiej dla nas okazywać im miłosierdzie i miłość.