Zesłanie Ducha Świętego

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego z jednej strony zamyka obchód świąt paschalnych, a drugiej strony otwiera nam czas na działanie Ducha Św. Po co jest nam potrzebny Duch Święty?

Metropolita Ignacy – Patriarcha Antiochii, powiedział w 1968r. – „Bez Ducha Świętego – Bóg jest daleko; Chrystus – pozostaje w przeszłości; Ewangelia jest martwą literą; Kościół – zwyczajną organizacją; autorytet – panowaniem; misja – propagandą; kult – zaklęciem.

Dlatego potrzebny jest nam Duch Święty. Zresztą dzięki niemu, Kościół jeszcze istnieje, modlitwa staje się żywym dialogiem człowieka z Panem Bogiem, sakramenty narzędziami jego działania. Słyszymy w najważniejszym momencie Eucharystii: „Uświęć te dary mocą twojego Ducha, aby stały się dla nas Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa”. W najważniejszych momentach sprawowania sakramentów, wzywamy Ducha świętego.

Moi drodzy. Duch święty – zdajemy sobie sprawę, że to ważna osoba Trójcy świętej, przypomina na o tym katechizm i liturgia sakramentalna. Jednak w takim naszym osobistym, indywidualnym przeżywaniu wiary, może się zdarzyć, że to trochę zapomniana osoba. Z Bogiem Ojcem nam jakoś bardziej po drodze. Z Synem Bożym, tym bardziej. A Duch Święty…, jakby taki wielki nieobecny.

Nieraz mówimy, że jeśli w tym, co robimy nie ma ducha, to jest to bez wyrazu, od niechcenia, czy też zrobione z konieczności. Czynić coś z duchem, to znaczy mocno się w coś zaangażować, działać całym sobą. Duch Święty, którego Jezus zesłał na Apostołów, radykalnie zmienił ich życie. Z przerażonych i zagubionych uczniów, stali się charyzmatycznymi głosicielami Ewangelii. Jezus zapowiedział, jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, Pocieszyciela i Moc, która pozwoli pokonać Apostołom wszelkie ludzkie słabości i ograniczenia i spełnił swoją obietnicę. Oni doskonale mieli tego świadomość, bo otworzyli drzwi wieczernika i wyszli głosić Chrystusa. Oni robili to nie swoją mocą, ale mocą Ducha św. W jaki sposób? Po czym to można było poznać? Przypomniał nam o tym św. Paweł: „Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”.

Czas Zesłania Ducha Świętego przypada w naszym kraju na pełnię wiosny, jej najpełniejszego rozkwitu, najbujniejszej roślinności. Dlatego właśnie uroczystość Zesłania Ducha Św. nosi w Polsce nazwę „Zielonych Świąt”. Symbolika tej nazwy odnosi się do tego, co dzieje się w nas samych poruszonych mocą Ducha Świętego. Dlatego życzmy sobie, aby w mocy Ducha Świętego, nasze życie wewnętrzne, duchowe, rozkwitało tak, jak majowa łąka.

Oto ja jestem z wami. Wniebowstąpienie.

Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Wniebowstąpienie wiążę się z zakończeniem Ewangelii głoszonej przez Chrystusa. Ciekawie to ujął A. Valensin pisząc o wniebowstąpieniu: Tak skończył się pobyt Chrystusa na ziemi w postaci widzialnej. Z wniebowstąpieniem skończyła się wizyta, którą Bóg złożył ludziom na ziemi. Teraz następuje swoista zamiana ról. Ewangelię mają głosić uczniowie. Idźcie do wszystkich narodów. Idźcie, to rozesłanie, to posłanie z konkretnym zadaniem. Wszyscy jesteśmy uczniami Chrystusa.

Ilekroć słyszymy na zakończenie Mszy św.: Idźcie…, to nie oznacza to, że już nic nie będzie, że już koniec, wracajcie do siebie… To idźcie… to posłanie i zadanie dla każdego z nas. Teraz kolej na was.

A i nie bójcie się, że nie dacie rady. Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Miłość Ojca, Syna i Ducha. 6 Niedziela Wielkanocy.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze, Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”.

Możemy kupować do swojego domu, mieszkania wspaniałe urządzenia: lodówkę, pralkę, telewizor, ale jeśli zabraknie prądu, te urządzenia są bezwartościowe, martwe. I podobnie jest z naszą wiarą. Jeśli zabraknie tego, co duchowe, wewnętrzne, pozostaniemy tylko na tym, co zewnętrzne, będziemy mieli tylko taką obudowę. Jeśli nie podłączymy się do Ducha Świętego, do tej mocy z nieba, to nasze chrześcijaństwo będzie takie bezwartościowe, martwe.

Metropolita Ignacy – Patriarcha Antiochii, powiedział w 1968r. – „Bez Ducha Świętego – Bóg jest daleko; Chrystus – pozostaje w przeszłości; Ewangelia jest martwą literą; Kościół – zwyczajną organizacją; autorytet – panowaniem; misja – propagandą; kult – zaklęciem.

Na szczęście jest w Kościele obecny Duch Święty. I dzięki niemu, Kościół żyje, modlitwa jest żywym dialogiem człowieka z Panem Bogiem, sakramenty narzędziami jego działania. Słyszymy w najważniejszym momencie Eucharystii: „Uświęć te dary mocą twojego Ducha, aby stały się dla nas Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa”. W najważniejszych momentach sprawowania sakramentów, wzywamy Ducha świętego.

Duch święty – zdajemy sobie sprawę, że to ważna osoba Trójcy świętej, przypomina na o tym katechizm i liturgia sakramentalna. Jednak w takim naszym osobistym, indywidualnym przeżywaniu wiary, może się zdarzyć, że to trochę zapomniana osoba. Z Bogiem Ojcem nam jakoś bardziej po drodze. Wstajemy rano, patrzymy do lustra i pierwsze słowa jakie wypowiadamy to: O Boże! Kilka minut później jak uświadomimy sobie, co mamy dziś zrobić, to wypowiadamy: O Jezu! A Duch Święty, jakby taki wielki nieobecny.

Znany warszawski rekolekcjonista powiedział kiedyś, że wielu katolików ma dzisiaj taką pobożność, że gdyby dziś, ktoś ogłosił, że nie ma Ducha Świętego, to nic, a nic by się nie zmieniła ich pobożność, to nic, a nic by się w ich życiu nie zmieniło. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że papież wydał dekret: Nie ma Ducha Świętego. I co się zmienia w waszym życiu? Bo jak by powiedział: Mszy nie ma: To już jest zmiana. Gdyby papież powiedział: pacierza nie trzeba odmawiać… No to już duża zmiana. Śpiochy by powiedziały: niech żyje papież! Duża zmiana. A jak by powiedział: „Ducha Św. nie ma”, to co by się w waszym życiu zmieniło? To tylko takie retoryczne pytania, ale pokazujące nam pewną rzeczywistość, czy może nawet brak pewnej rzeczywistości. Trzeba nam, moi drodzy, tak żyć, żeby tego Ducha św. doświadczyć w przeżywaniu naszej wiary. (ks. P. Pawlukiewicz)

Nieraz mówimy, że jeśli w tym, co robimy nie ma ducha, to jest to bez wyrazu, od niechcenia, czy też zrobione z konieczności. Czynić coś z duchem, to znaczy mocno się w coś zaangażować, działać całym sobą. Duch Święty, którego Jezus zesłał na Apostołów, radykalnie zmienił ich życie. Z przerażonych i zagubionych uczniów, stali się charyzmatycznymi głosicielami Ewangelii. Jezus zapowiedział, jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, Pocieszyciela i Moc, która pozwoli pokonać Apostołom wszelkie ludzkie słabości i ograniczenia i spełnił swoją obietnicę. Oni doskonale mieli tego świadomość, bo otworzyli drzwi wieczernika i wyszli głosić Chrystusa. Oni robili to nie swoją mocą, ale mocą Ducha św.

I my też się tak starajmy.

W domu Ojca. 5 Niedziela Wielkanocy.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”. Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”. Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca”.

Chrześcijaństwo, nie jest religią trwogi. Może uważają tak ci, którzy definicję swojej religijności sprowadzają do jednego zdania: Jak trwoga, to do Boga. Oczywiście, każdy człowiek przeżywa w swoim życiu mniejsze lub większe niepokoje. Dlatego, aby przejść przez to nasze życie w spokoju, potrzeba nam bezpiecznej drogi, wiarygodnej prawdy i autentycznego życia. Jedynie Chrystus, może nam to ofiarować. Ja jestem drogą i prawdą i życiem. Dlatego mówi do nas: Niech się nie trwoży serce wasze. Chce uwolnić nas od zaniepokojenia, przynosi nam swój pokój. Pokój mój wam daję pokój mój wam zostawiam. Nie tak jak daje świat ja wam daję.

Chrystus jest dla nas drogą. Nauka nauczyciela z Nazaretu była dlatego tak prosta, żeby pozwala nam wszystkim odnaleźć drogę do Ojca. Każda droga gdzieś prowadzi. A droga człowieka wierzącego ma prowadzić do Ojca, przez Chrystusa z Chrystusem i w Chrystusie. Jezusowi właśnie o to chodziło, by człowiek żyjący w tak bardzo skomplikowanym i trudnym świecie, nie zagubił tego, co najważniejsze: drogi do domu Ojca.

Chrystus jest dla nas prawdą. Cóż to jest prawda? – pytał Piłat, który sam bał się usłyszeć odpowiedzi na to pytanie. Przede wszystkim prawda to wierność i niezmienność Boga, którego Jezus objawia nam tutaj. Swoim życiem i postępowaniem dawał świadectwo o swoim Ojcu. Ja i Ojciec jedno jesteśmy. Słusznie odpowiedział Filipowi: Filipie, kto widzi mnie, widzi i Ojca. Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu a Ojciec we Mnie? Chrystus jako Bóg reprezentuje Ojca, działa w imieniu Ojca, ukazuje sobą Ojca. Kto ufa Ojcu i ufa Chrystusowi jest spokojny, bo nie zejdzie na bezdroża, gdyż prawda chodzi tylko prostymi drogami. Czy warto służyć prawdzie? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.

Chrystus jest dla nas życiem. O jakie życie chodziło Jezusowi? Oczywiście, że o życie w jedności z Ojcem. Tylko Ojciec, jako Bóg, posiada pełnię życia i z tej pełni udziela je innym. Chrystus daje nam wieczne życie i dlatego napełnia nasze doczesne życie radością. Chrześcijanin nie powinien być człowiekiem smutnym, bo wie, że będzie żył wiecznie. To mu zapewnia Chrystus i przypomina o tym w dzisiejszej ewangelii. Chrześcijaństwo jest nastawione na przyszłe życie. Chrystus w dzisiejszej ewangelii mówi o swoim odejściu. Idzie przygotować nam miejsce, a więc zapewnić nam przyszłe życie u boku Ojca, gdzie nie będzie ani chorób, pandemii, smutku, cierpień; gdzie będzie prawdziwa, wieczna radość. Tak rozumiane odejście Chrystusa z ziemi nie mogło napełnić apostołów smutkiem ani nas dziś napełniać nie może. Wierzymy i mamy nadzieję, że będziemy kiedyś żyć razem z Chrystusem, bo On jest naszym życiem. Tak patrzymy dziś na Chrystusa.

Nasze życie jest pielgrzymowaniem do wieczności. Tam czeka na nas Chrystus, który kiedyś odszedł z tej ziemi, aby nam przygotować miejsce. Jesteśmy świadomi, że w domu Ojca naszego jest mieszkań wiele. Jest tam także miejsce przygotowane dla nas. Ale jak ono będzie wyglądać, to już zależy tylko od nas. Fundamenty już mamy wszyscy założone, nawet można rzec bardzo solidne. Zbieramy materiały budowlane: sakramenty, modlitwę, dobre uczynki, … Niech zatem towarzyszy nam ten wysiłek, aby kiedyś to miejsce nie świeciło pustką, ale abyśmy wygodnie zamieszkali w domu naszego Ojca w niebie.

Ja jestem bramą. 4 Niedziela Wielkanocna.

Jezus powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych”. Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich, owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”.

Do domów mieszkalnych, czy do innych obiektów budowlanych wchodzimy przez drzwi lub przez bramy. Gdy natomiast chcemy wejść czy wjechać na większy plac lub podwórko, szukamy bramy wjazdowej. Drzwi i bramy nie tylko umożliwiają wejście do wewnątrz, ale także chronią przed niepożądanym gościem, chronią także przed złodziejami. Stąd też bramy wjazdowe i drzwi wejściowe są wykonywane z dobrego, stabilnego materiału. Przychodząc do drzwi czy bramy, zwykle naciskamy przycisk dzwonka lub pukamy, by nam otworzono. Jeśli ktoś usiłuje się dostać do domu lub do innego obiektu nie przez bramę czy drzwi, to domyślamy się, że czyni to w złych zamiarach.

W Ewangelii Chrystus nazywa siebie bramą owiec: „Ja jestem bramą owiec… Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony…”. Nazywa siebie także dobrym pasterzem (por. J 10,14). Te dwa określenia, mają dla nas głęboką wymowę. Chrystus jest dla nas bramą i pasterzem. W jakim znaczeniu? Po pierwsze: przez Chrystusa, jak przez bramę, wchodzimy do społeczności Kościoła. Nie można stać się członkiem Kościoła, omijając Chrystusa. To właśnie poprzez sakrament chrztu wchodzimy do społeczności Kościoła. Po drugie: Chrystus jest także naszą bramą, przez którą się wchodzi do wieczności. Jest bowiem jedynym pośrednikiem między Bogiem i ludźmi i zapowiedział przyjście po każdego człowieka: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem”.

Zatem, poza Chrystusem, nie ma innej bramy do żywego Kościoła pielgrzymującego po ziemię i nie ma też innej bramy do Kościoła świętych w niebie. Dlatego też dziś, będąc w Kościele ziemskim, powinniśmy pamiętać, że do Kościoła niebieskiego wchodzi się przez tę samą bramę – przez Chrystusa. Jezus nas dziś bardzo wyraźnie ostrzega: „Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec”. Pamiętając o tych słowach, możemy zauważyć tych, którzy w historii i w czasach obecnych mówią o zbawieniu bez Chrystusa. Ileż było i jest dzisiaj takich pseudopasterzy, którzy proponują zbawienie, a więc wejście do społeczności zbawionych przez inną bramę, a nie przez Chrystusa.

Chrystus przypomina nam także, że jest naszym Pasterzem. Pasterz to ktoś, kto przewodzi owczarni, kto jej strzeże, ochrania przed niebezpieczeństwami, kto troszczy się o swoje owce. Chrystus nawiązując do roli pasterza w owczarni, nazywa się dobrym pasterzem i przy okazji dodaje, że „dobry pasterz daje życie swoje za owce”. Trzeba naprawdę miłować swoje owce, by oddać za nie swoje życie. Jezus nie poprzestał na takim stwierdzeniu, ale rzeczywiście oddał za owce swoje życie, oddał życie za wszystkich ludzi, za każdego z nas. Rola Chrystusa jako dobrego pasterza nie skończyła się na krzyżu. Jezus jest dziś naszym dobrym pasterzem, jest Kimś, kto nas prowadzi, kto przewodzi Kościołowi, jest Kimś, kto otacza nas nieustannie swoją pasterską miłością. Chciejmy zatem i my podążać za zmartwychwstałym, zwycięskim Pasterzem.