Kiedy znajdziemy się na zakręcie… 2Niedziela Adwentu

autumn_gateByło to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.

Już po usłyszeniu pierwszego zdania Ewangelii, powinno bardzo do nas przemówić to, że to nie było gdzieś za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami. Nie jakaś tam legendy, mity, bajki, ale bardzo konkretna historia, konkretne wydarzenia, miejsce i osoby. Święty Łukasz, w sposób dobrze znany w starożytności, podaje dokładną datę i miejsce pojawiania się nad Jordanem św. Jana Chrzciciela. Wymienia też wszystkie ważniejsze wtedy osoby, których imiona są dobrze znane z historii. To szczególne spotkanie Boga z człowiekiem zostaje wpisane w dzieje Cesarstwa Rzymskiego oraz w dzieje narodu izraelskiego, a przez to także i w dzieje świata.

Ten dzisiejszy fragment Ewangelii przypomina nam najpierw, że chrześcijaństwo nie jest mitem, czyli takim pobożnym opowiadaniem wyjętym spoza czasu i przestrzeni. Nie. W konkretnym miejscu i czasie Bóg wkroczył w historię. Bóg zatem, żyjący od wieków nieustannie przemawia: czy to przez różne wydarzenia, czy przez konkretne osoby. Jeśli tylko ktoś chce usłyszeć Jego głos, to na pewno usłyszy.

Gdybyśmy teraz odnieśli dzisiejszą Ewangelię do naszego życia. Zechcieli ją czytać tak, jak słyszymy w tym zapisanym przez św. Łukasza fragmencie, uświadomili byśmy sobie, jak bardzo żywe i aktualne jest Słowo Boże. Św. Łukasz pisze: Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. (…) Skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Dziś odnosząc ten fragment do siebie pewnie byśmy przeczytali: w 35, 45, czy 55 roku mojego życia, skierowane zostało Słowo Boże do mnie. Przygotuj drogę Panu, prostuj ścieżki dla Niego… I w kolejnym roku mojego życia, też będzie do mnie Bóg mówił. Tutaj w Polsce, w Krośnie, w tej naszej Bazylice.

Bóg zresztą mówi nieustannie, Bóg w każdym czasie posyła nam proroków. Słyszymy ten głos Boga, słyszymy także proroków wzywających do nawrócenia. Także i dzisiaj. Jednak czasami możemy odnieść wrażenie, że we współczesnym świecie głos Kościoła, to właśnie głos wołającego na pustyni, głos, którego nikt nie słucha. Głos, a raczej krzyk rozpaczy i ostrzeżenia, który przez wielu jest lekceważony. Kościół stale i ustawicznie przypomina i nawołuje: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego!”. Pochłonięci doczesnymi sprawami i interesami, troską o nasze zdrowie, zanurzeni w codzienności po uszy, nie mamy nieraz czasu, aby się w to wołanie Kościoła wsłuchać, aby go z refleksją przyjąć i przemyśleć. Albo jeszcze częściej, słysząc i rozumiejąc to nawoływanie odrzucamy jejako niemodne, przestarzałe, nieżyciowe.

Bracia i Siostry. Adwentowy Prorok, Jan Chrzciciel, wzywa każdego z nas, każdego człowieka do weryfikacji jego drogi życia: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego. Symbolika drogi jest bardzo bogata, bowiem zakłada pewien ruch, a także cel. Domyślamy się zatem dlaczego ta nasza droga wiary i życia ma być prosta. Każdy kierowca, każdy pielgrzym wie, że droga bez zakrętów jest łatwiejsza do pokonania. Prosta droga ukazuje horyzont, ukazuje perspektywę do której zmierzamy! Pokonanie zakrętów wiąże się z większym wysiłkiem, trudem, a przecież z zakrętu można też i wypaść. Może warto zadać sobie, czy wyśpiewać pytanie: kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? Prostujmy zatem w Adwencie nasze drogi prowadzące do Pana przez pogłębioną wiarę, dobre uczynki i modlitwę. Amen

 

Reklamy

31 uwag do wpisu “Kiedy znajdziemy się na zakręcie… 2Niedziela Adwentu

  1. Canada

    Właściwie to tylko chciałam wkleić piosenkę. Coś mi smętnie w tym Adwencie. Na serpentynach bieszczadzkich jestem, czy co?



  2. fado

    Pieknie nam ksiadz przedstawił tą dzisiejszą ewangelię. Dziekuje. Canado ( witaj dawno cie nie było : ) )
    „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego. Symbolika drogi zakłada pewien ruch, a także cel”- staram sie być leprzym człowiekiem, żona i mamą.To nie łatwa droga bo jak w piosence od Canady .” Bóg map nie rozdaje ” jak iść kazdego dnia. Sama muszę kazdego dnia ponosić konsekwencje swoich wyborów. Ale dzis wygrałm!!!Po mimo strachu ,udało mi sie pójsc do koscioła.Pow.sobie :”spokojnie…. to mój cel na dzis”. Pójdę i nic złego mnie tam nie spotka. Poszłam. Weszłam i usiadłam. Potem zobaczyłam za soba konwesjonał a w nim mojego ” mądrego ksiadza” pierwsza mysl….NIe,nie mozesz pójsc! Druga mysl… nie – MOGĘ! !!!! Moge ,cos zmienić. W głowie mi kręciło sie od róznych mysli. Szatan walił we mnie ile sie dało.
    Wszystko było dobrze jest dobrze : )
    Teraz moim celem jest ZAUFAĆ BOGU NAJPIĘKNIEJ JAK POTRAFIĘ. ( powtarzać sobie każdego dnia Jezu Ufam Tobie!!! a to wystarczy aby pokonać Złego . Amen

    1. m.osiemnastka

      pięknie to napisałaś, zazdroszczę Ci tej odwagi, ja od pewnego czasu staram się pójść do spowiedzi, ale strasznie się boję.. chyba muszę troszkę pożyczyć od Ciebie tej odwagi 🙂

    2. Ostatnia rzecz, której bym się bał na tym świecie to pojednanie z Bogiem. To przecież sakrament Miłosierdzia Bożego, zatem nie strach, ale radość.

  3. m. osiemnastka życzę ci takiej odwagi jaką miała Maryja , która nie bała się jak słyszeliśmy we wczorajszej ewangelii zaufać Bogu:) Oczywiście wszystkim wam też życzę takiej odwagi!
    “Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego. Wystarczy tylko zrobić rachunek sumienia i bardzo dobrze wtedy widać jak jesteśmy grzeszni, potrzebujemy miłosierdzia, nawrócenia. W końcu Pan bardziej cieszy się z jednej odnalezionej owieczki niż z 99 które ma przy sobie ( bardzo lubię tą przypowieść) . Nawrócenie piękna rzecz:)

    1. m.osiemnastka

      dzięki za te piękne słowa:) u mnie rachunek sumienia zrobiony już dawno, nawet kilka razy byłam w kościele, żeby się wyspowiadać, ale co z tego, jak zrezygnowałam? I to wcale nie jest tak, że rzadko się spowiadam czy coś, po prostu od pewnego czasu tak mam, że się boję…

  4. ewa

    “Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego!” Dziś w kościele usłyszałam, by przygotować Jezusowi, na Jego przyjście czyste serce… wolne od wszelkiego zła, pożądliwości. Postaram się to zrobić, staram się to robić właściwie cały czas, choć jest trudno, bo to ciągła walka z napływającymi myślami, nieraz zupełnie nie jest to zależne ode mnie. Ostatnio co prawda wygrywam… być może dlatego, że często przyjmuje ciało Pana Jezusa do swojego serca i On mi pomaga, dodaje siły.
    „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”, czego Wam i sobie życzę. Pozdrawiam;)
    http://www.youtube.com/watch?v=A33a2xzu-co

  5. fado

    M.osiemnastko jesli mogę zapytać to czego tak właściwie sie boisz? nie wiem moze cos ci powiem z własnego doswiedczenia : ) spróbuj

    Ewo, szczęsciara z ciebie ; ) ja tez tak chce!

    1. m.osiemnastka

      właśnie też zadaję sobie takie pytanie i nie wiem, nie wiem dlaczego się boję, ale się boję przed każdą spowiedzią.. Nic na to nie poradzę, tak jest i już.

  6. ewa

    Ja też często odczuwam strach przed pójściem do spowiedzi, choć bardzo chcę iść. Nie wiem czemu, tak było od zawsze… serce to mi bije ze zdwojoną mocą, ale o dziwo zawsze, gdy już uklęknę przed kratką konfesjonału to mi mija wszystko. I jeszcze coś zawsze, gdy zaplanuje sobie: idę dziś do spowiedzi… patrze a tam w konfesjonale Ksiądz, który mnie zna i wtedy to już w ogóle… walka ze sobą. Iść czy nie iść, ale staram się zawsze myśleć o tym, że idę do Jezusa a nie do Księdza, to mi pomaga. 😉

  7. fado

    U mnie wyglada to tak ,że jesli chodze / chodziłam do spowiedzi to jest to niezbyt czesto. Ale jesli juz postanawiam ze jednak pójde to jest to Walka na Smierc i Zycie 😉 . Pamietam zdarzenia z przed lat jak jako nastolatka ; ) postanowiłam sobie ze pójde do spowiedzi i ze bede szczera ,ze ta spowiedz bedzie inna niz wszystkie. Bardzo ,bardzo sie starałam (modliłam sercem) aby Bog przyjął moja spowiedz. Poszłam do kścioła weszłam,serce waliło mi jak młot a w głowie aż sie „dymiło”od myśli .Wiecie co sie stało? Mówie ksiedzu co jak . A on ,ze nie daje mi rozgrzeszenia!!!!! Zatkało mnie !!! Pytam dlaczego? Normalnie sie popłakałam, nierozumiałam. Przeciez nie byłam wstanie popełnic zadnego grzechu nie do wybaczenia? Ks. twardo stał przy swoim: Nie! Odeszłam i wpadłam wczarna rozpacz i Gniew. Pytałam Boże ,dlaczego? Bardzo mnie to zabolało i bardzo dotkneło mojego serca. To był b. smutny czas dla mnie, trwało to chyba przez rok. Odsunęłam boga z kazdej sfery mojego zycia. Aż do momentu kiedy wpadła mi w rece ksiazeczka jakis modlitewnik. Było tam napisane dokładnie juz tego nie pamietam ze: ” szatan uderza w człowieka najmocniej kiedy człowiek jest najblizej samego Boga to walka o dusze ” Nagle oświeiło mnie ,klapa sie otworzyła w mojej głowie !!!! Poczułam sie nagle bardzo kochana ,nie byłam Odrzucona prze Boga, Nie!!!
    Dzis jak mysle o tamtym wydarzeniu to wydaje mi sie ze to było mi potrzebne. Aby uwierzyć, ze 1. Ks to tylko człowiek jak ja czy ty. 2. Szatan walczy o człowieka najmocniej kiedy dusza mu ucieka, wyciaga wtedy najcieższy oręż ,nasze emocje !Czyli ( potrzebe bycia kochanym przez Boga),chce nam wmówić ze jest odwrotnie. .Przeczytałam kiedys ze szatan ma rzeczywiscie wpływ na nasze emocje to jak czujemy (potrafi wejsc w nasze mysli ale nie ma wpływu na nasze fizyczne działanie). tego zrobic nie niemoze i nie jest wstanie. Dzis nadal mam problemy z pojsciem do spowiedzi nic sie od tamtego zdarzenia nie zmieniło,boje się i poce ze strachu nadal. Ale mam takie wew. przeczucie ze im szczerzej z Bogiem rozmawiam czy robie rachunek sumienia i mi wiecej wtedy pojawia sie przeszkód abym jednak nie poszła do niej . To juz wiem ze jest ona cenna, ze musi byc wartosciowa. Ze Ktos widac chce mnie miec, ale ja nie poddam sie bez walki.

    1. Tak jak dorastamy do pewnej życiowej odpowiedzialności, tak też dorastamy do głebokiego przeżywania wiary, modlitwy, sakramentów. A to już na chwałę Bożą i dla naszego zbawienia.

  8. myszka

    W niedzielę czytałam pierwsze czytanie (Ba. 5,1-9), werset 7 brzmi „Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią…” cóż jeszcze musi Bóg zrobić dla nas abyśmy do niego trafili i nie błądzili? Piękne kazanie 🙂 pozdrawiam.

  9. Piękne to wszystko co piszecie:) Moim zdaniem to chyba takie ludzkie, że się boimy, bo przeciez od tego zależy nasz dalszy rozwój duchowy. Wiem , ze to może dziwne, ze 15-letnia dziewczyna szuka Boga w swoim życiu, najprawdopodobniej jestem dziwna.
    Ewo, mam podobnie jak ty. Najchętniej spowiadam się u tych księży, którzy wiem , ze mi coś podpowiedzą na moje problemy.
    Moi znajomi chyba na luzie podchodzą do spowiedzi, ponieważ jak zauważam popełniają zaraz te same grzechy. A przecież chodzi o poprawę! Przygotowując się do bierzmowania chodzimy do spowiedzi co miesiąc po wpisy, więc teoretycznie nie powinnam się bać ale w praktyce jest inaczej. Nawet teraz planuje iść do spowiedzi ale dalej coś nie wychodzi.
    Ksiądz w sobotę powiedział ze powinniśmy być piękni jak Maryja, która była odważna i nie miała lęków, potrzebuję chyba jakiegoś doładowania.
    Wyszukałam coś nieco dla was i dla mnie:
    http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,788,o-sliwinski-po-co-komu-spowiedz.html
    Ostatnio zaczęłam także słuchać takich rekolekcji adwentowych, polecam i zachęcam do zapisywania się: http://www.mocneslowo.pl/

    PS. Będę pamiętać o was, o blogu i o księdzu na modlitwie:)

  10. Piękne to wszystko co piszecie:) Moim zdaniem to chyba takie ludzkie, że się boimy, bo przeciez od tego zależy nasz dalszy rozwój duchowy. Wiem , ze to może dziwne, ze 15-letnia dziewczyna szuka Boga w swoim życiu, najprawdopodobniej jestem dziwna.
    Ewo, mam podobnie jak ty. Najchętniej spowiadam się u tych księży, którzy wiem , ze mi coś podpowiedzą na moje problemy.
    Moi znajomi chyba na luzie podchodzą do spowiedzi, ponieważ jak zauważam popełniają zaraz te same grzechy. A przecież chodzi o poprawę! Przygotowując się do bierzmowania chodzimy do spowiedzi co miesiąc po wpisy, więc teoretycznie nie powinnam się bać ale w praktyce jest inaczej. Nawet teraz planuje iść do spowiedzi ale dalej coś nie wychodzi.
    Ksiądz w sobotę powiedział ze powinniśmy być piękni jak Maryja, która była odważna i nie miała lęków, potrzebuję chyba jakiegoś doładowania.
    Wyszukałam coś nieco dla was i dla mnie:
    http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,788,o-sliwinski-po-co-komu-spowiedz.html
    Ostatnio zaczęłam także słuchać takich rekolekcji adwentowych, polecam i zachęcam do zapisywania się: http://www.mocneslowo.pl/
    PS. Będę pamiętać o was, o blogu i o księdzu na modlitwie:)

    1. ewa

      Anonimka: Nie ma nic dziwnego w tym, że szukasz Boga… to ten świat teraz wmawia co innego młodym ludziom, żeby szukali szczęścia, gdzie indziej. Ja gdy miałam 15 lat zaczęłam wielka przygodę z Bogiem, należałam do scholi, jeździłam na rekolekcje, potem byłam animatorką muzyczną jeździłam na rekolekcje z dzieciakami i tak właściwie do matury… (potem studia i niestety musiałam zrezygnować) jaki to był fajny czas w moim życiu i nie zamieniłabym go na nic innego, bardzo dużo się, wtedy nauczyłam i dostałam tyle miłości od tych dzieciaków i prawdziwych przyjaciół. Tam właśnie znalazłam i poznałam Boga… Ja również pamiętam w modlitwie o Tobie i wszystkich z tego blooga.

  11. fado

    Strach przed Spowiedzą świętą, też pochodzi od złego.-to prawda ale jak mam sie obronic przed tym destruktywnym uczuciem który paralizuje? co mowić sobie aby sie nie bac,jak przełamac strach?bardzo prosze ks o odpowiedz.

    1. Najlepiej uwierzyć, że idziemy na spotkanie z naszym Ojcem, (po tygodniu, czy miesiącu), aby opowiedzieć Mu o naszych problemach, bo wiemy, że On przygarnie i przytuli do siebie.
      Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy przyszedł do niego, poprosił o połowę należnego mu majątku i udał się w świat. Gdy wydał już całe swoje pieniądze, w kraju w którym przebywał nastał głód. Najął się do pasania świń, chciał się nasycić strąkami, którymi żywiły się zwierzęta, ale nikt mu ich nie dawał. Pomyślał wtedy, że w domu jego ojca nawet najemnicy mają chleba pod dostatkiem i postanowił pójść ukorzyć się przed ojcem i poprosić go o pracę. Gdy był już niedaleko domu, ujrzał go ojciec, wzruszony wybiegł mu naprzeciw i ucałował z radością. Kiedy syn zwrócił się do ojca z pokorą, mówiąc, że zgrzeszył i nie jest godzien nazywać się jego synem, ojciec rozkazał sługom przynieść najlepsze szaty, pierścień i sandały dla syna, po czym ogłosił ucztę powitalną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s