Coście wyszli oglądać? 3 Niedziela Adwentu.

trzcina

Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.

Ciekawe jest to wszystko, co wypowiada Jezus o Janie Chrzcicielu. Zwraca się oczywiście do tłumów, które coś tam już słyszały o proroku znad Jordanu, więc teraz przyszły zobaczyć, co tam w ogóle się dzieje. Pewnie jedni spodziewali się jakiegoś elegancko ubranego, pociągającego wyglądem proroka. Inni, być może chcieli posłuchać gładkich, przyjemnych dla ucha słów. Jeszcze inni, spodziewali się jakiegoś wyjątkowego widowiska, może na miarę przejścia Izraelitów przez Morze Czerwone (w tym wypadku wystarczyłoby przez Jordan). Nic z tego. Jezus burzy ich oczekiwania. Jeśli chcieliście obejrzeć pokaz mody, to trzeba było iść gdzie indziej. Jeśli chcieliście posłuchać elokwentnego mówcę, który gładkimi słowami na każdy temat powie coś miłego dla ucha, trzeba było iść gdzie indziej. Jeśli chcieliście obejrzeć człowieka chwiejnego, bez poglądów, usiłującego każdemu się przypodobać, to trzeba było iść na salony, a nie do Jana. Trafiliście w miejsce, gdzie głosi się Słowo Boże, karmi się szarańczą, nosi wielbłądzie skóry. Miejsca, gdzie mówi się wprost, mówi się twardo, mówi się słowa upomnienia.

A skoro już tutaj jesteście, to wykorzystajcie szansę jaką dostaliście. Może nie będziecie juz mieli drugiej takiej okazji. Może – wobec waszego oporu do słuchania – Najwyższy będzie musiał przeprowadzić was przez inne doświadczenia. Zamiast nauki w szkole, teoretycznej, z miłości do was i walcząc o was, będzie musiał dopuścić, byście przeszli szkołę trudnego życia. Ucząc się na własnych błędach, boleśnie doświadczając ich cenę, będąc ranionym i raniąc innych. Zatem  posłuchajcie starannie, bo wygląda na to, że  opłaca się posłuchać.

Nie zatrzymujcie się tylko nad Jordanem, ale wprowadźcie w życie to, co usłyszycie. Bo inaczej teraz tylko tracicie czas. Nie patrzcie na strój głoszącego, ani czy gładko mówi, tym bardziej, czy jego słowa wam pasują, czy was nie drażnią czasem. Te słowa mają drażnić. Jak włosienica, jak wielbłądzia skóra. Jak zachrypnięty głos wołającego na pustyni. Wsłuchujcie się w proste, surowe słowa. W to, co chce wam dzisiaj przekazać Bóg, dla waszego dobra. I podejmijcie decyzję. Może sam przełknij szarańczę, może sam załóż choć na chwilę jakąś włosienicę?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s