Pasyjne 3. Mocne postanowienie poprawy.

W 15. rozdziale Ewangelii według św. Łukasza czytamy takie słowa:
Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.

Siostry i bracia. Trzeci warunek dobrej spowiedzi, to mocne postanowienie poprawy. Bez wątpienia jest ono zakorzenione w dwóch wcześniejszych warunkach. Jeśli nie zrobię dobrego rachunku sumienia, nie przypomnę sobie moich grzechów, to nie będę wiedział z czego mam się poprawić. Jeśli nie żałuję za moje grzechy, nie mam motywacji do poprawy. Natomiast bez żalu za grzechy i bez możliwości i chęci poprawy, spowiedź jak wiemy jest nieważna. Warto się zastanowić, jak to jest z moimi grzechami i czy ja w ogóle chcę się poprawić? Czy to nie jest tak, że idąc do spowiedzi mam świadomość, że od jutra będę dalej tak samo grzeszył? Więc jeśli spowiadam się i od lat nic się w moim życiu nie zmienia, to może dlatego, że nie chcę się poprawić. Oczywiście, kiedy spowiednik zapyta: z czego chciałbyś się poprawić, bardzo często pada odpowiedź: ze wszystkiego. Mamy w sobie taką chwilową gorliwość po spowiedzi. Tak, ja bym chciał wszystko zmienić. Nie da się zmienić wszystkiego na raz. Kiedy chcesz posprzątać jakiś bardzo zabałaganiony pokój i chcesz posprzątać wszystko, to i tak musisz od czegoś zacząć. Nie da się od razu posprzątać wszystkiego. Tak samo jest z życiem duchowym. Nie jestem w stanie naprawić wszystkiego. Mam grzechów 5, 6, czy 7, wybieram sobie jeden z nich i to nie najcięższy, taki który jestem w stanie zmieniać. I robię konkretny plan tego, jak ta zmiana będzie wyglądać. I przy rachunku sumienia do następnej spowiedzi zastanawiam się, ile mi się udało zrealizować z tego postanowienia poprawy. Nie poprawiam wszystkiego naraz i nie zakładam sobie poprawy na zawsze. I spowiedź poparta mocnym postanowieniem poprawy i praca nad sobą w konkretnych rzeczach zaczyna mieć sens. Okazuje się, że nie jest to sakrament w którym coś mówię, ksiądz mnie rozgrzesza i znowu zaczynam żyć tak samo, nie. Zaczynam poprawę, ciągle na nowo. Mamy przykłady wielu świętych, którzy od wielu lat pracowali nad jedną tylko rzeczą w swoim życiu. Kiedy pewna kobieta spytała Franciszka Salezego o to, co zrobić, by być świętą? On nawet nie podnosząc głowy powiedział do niej: niech się pani nauczy ciszej drzwi zamykać. Zaczynamy postanowienie poprawy od małych rzeczy i co ważne łatwych do wykonania. Robimy tak po to, aby się nie zniechęcić, tylko powoli, a systematycznie podnosić sobie poprzeczkę.

Czasem może się zdarzyć, że ktoś przy spowiedzi usłyszy zachętę, aby mniej walczył ze złem, a więcej czynił dobra. Postarajmy się dobrze zrozumieć, o co tu chodziło: tu nie chodziło o to, żeby banalizować zło, czy żeby znieczulać się na zło, czy żeby z nim nie walczyć. Nie! Wręcz przeciwnie: tu chodzi o takie zwykłe przestawienie akcentów. Zamiast cały czas widzieć przed sobą tylko zło i tylko na nim całą uwagę koncentrować i tylko zadręczać się, że ono gdzieś tam czyha; i tylko się go obawiać, należy skoncentrować się na dobru: czynić z radością dobro. A wtedy i zła będzie mniej. I z postanowienia poprawy wyjdzie nam już bardzo wymierna poprawa. No bo na czym polega poprawa? Na czynieniu dobra.

W czasie jednego z wykładów mówiono o pewnym społeczniku, który całe życie walczył ze złem. Nagle ktoś zapytał: a zrobił coś dobrego? To tak jakby napisać komuś na nagrobku: zmarł w wieku 96 lat i dobrze się zapowiadał.
Trzeba też – co jest naprawdę bardzo ważne – dziękować Bogu za każde zwycięstwo! Tak, za każde małe zwycięstwo trzeba bardzo serdecznie dziękować Bogu, bo to jest właśnie droga do tego wielkiego, ostatecznego, pełnego zwycięstwa! My nie możemy widzieć tylko niepowodzeń, tylko tego, co nam się nie udało. My musimy naprawdę docenić to, co nam się udało i że nam się w ogóle coś udało.
Zatem nie zniechęcajmy się, że coś mi nie wyszło, że się znowu nie udało, że znowu postanowienie pozostało nie tak zrealizowane, jak bym chciał, ale mobilizujmy się do tego, aby z radością i entuzjazmem czynić dobro, dziękując Panu za wszystko, co się udało. Wspaniale wyraża to jedna ze znanym nam piosenek religijnych: „Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam. Wciąż jednak słyszę te słowa, że kochać – to znaczy powstawać!” Czyli nie jest słaby ten, kto upadł, ale ten kto powstać nie chce.

Moi Drodzy, jeżeli słowa tej piosenki mają gdziekolwiek znaleźć potwierdzenie, to chyba przede wszystkim na odcinku naszej pracy nad sobą! Ciągle powstawać, ciągle zaczynać od nowa! I cieszyć się tym, co się udało, a tego, co się nie udało, nie traktować jako powód do poddawania się, czy składania broni. Z naszymi mocnymi postanowieniami poprawy powinno być jak w znanym przysłowiu: jeśli nie można wejść przez drzwi, to wchodzimy przez okno. Bóg widzi nasz trud, nasze staranie, to i drabinę nam podstawi, żebyśmy mogli wejść. Tylko takie radosne działanie przynosi owoce. I sobie i Panu Bogu udowodnimy, że stać nas na to, by podnieść sobie poprzeczkę. By poprawić jakość tej swojej relacji do Pana Boga, czy tego spojrzenia na samego siebie.

Dodaj nam Panie siły, aby każde nasze postanowienie poprawy, było pomnażaniem dobra, choćby niewielkiego, ale konkretnego. Amen.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Pasyjne 3. Mocne postanowienie poprawy.

  1. Kiedyś spowiedź przyprawiała mnie niemal o zawał serca, ale brałam ją bardziej po ludzku. Kiedy zaczęła być dla mnie spotkaniem z Miłością to mimo że czasami jest lęk to nie jest już paraliżujący strach tylko świadomość pięknego spotkania z Bogiem żywym i prawdziwym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s