Wiara, gdy się dzieli, to się mnoży. 15 Niedziela zwykła.

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi. I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”. I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

Kiedy patrzymy na dzisiejszy Kościół, może nam się wydawać, że tak było zawsze: Tłumy ludzi na uroczystych nabożeństwach, wielkie środki zaangażowane w ewangelizację, Ewangelia głoszona z wykorzystaniem wszystkich możliwych środków przekazu. A jednak na początku było zupełnie inaczej. Wszystko zaczęło się od symbolicznego grona Dwunastu, których Jezus zebrał wokół siebie. To „zebranie” było raczej „wybraniem”. Wybrał tych, „których sam chciał”, ale tylko spośród tych, którzy byli gotowi pójść za Nim. Oczywiście, że Chrystusowi zależało na najlepszych. Trafił Mu się nawet taki idealny kandydat: młody, zdolny, porządny (zachowywał wszystkie przykazania), materialnie niezależny i do tego pragnący być doskonałym. I do niego powiedział Chrystus sakramentalne „Pójdź za mną!”. Ale ten właśnie nie poszedł. Miał bowiem „wiele posiadłości”. Za wiele, aby to porzucić.

Z innymi poszło Chrystusowi łatwiej. Czy tylko dlatego, że posiadali mniej i nie mieli specjalnie czego żałować? Przecież i od tych dwunastu, którzy poszli za nim, Chrystus żądał, aby „porzucili wszystko”. Ich łodzie znad jeziora Genezaret, sieci, czy choćby komora celna – to było dla nich prawdziwe bogactwo, ich cały świat, a przynajmniej jakaś gwarancja, że z głodu nie zginą. A jednak „zostawili wszystko i poszli za Nim”.

I można oczywiście spekulować, dziwić się, że z powodu niedoboru idealnych kandydatów znalazł się w tym gronie niestały w uczuciach Piotr, niewierny Tomasz, „synowie gromu” Jakub i Jan, a nawet Judasz.
12 Apostołów zwykłych prostych ludzi, bez środków materialnych, bez specjalnego wykształcenia i przygotowania, ze swoimi ludzkimi wadami,
Po drugiej stronie Cesarstwo Rzymskie u szczytu potęgi znakomite wojsko, ogromne bogactwo, setki lat tradycji, szkoły, biblioteki, uczeni, filozofowie. Apostołowie nie mieli żadnych szans. Zwłaszcza, że Cesarstwo Rzymskie było do nich wrogo nastawione. Przecież byli prześladowani, męczeni i zabijani – oni i ich uczniowie. Mieli przegrać. A jednak stało się inaczej. Sukcesem dla nich mogło już być zgromadzenie wokół siebie kilkudziesięcioosobowej grupy.

Zapytajmy siebie samych: mamy do dyspozycji najbardziej nowoczesne środki społecznego przekazu, mamy katolicką prasę, katolickie rozgłośnie, katolickie uczelnie, a jak z nich dziś kożystamy? Czy żyje na tej ziemi chociaż jeden taki człowiek, o którym mógłbym powiedzieć, że dzięki mojemu świadectwu życia w Jezusie rozpoznał Syna Bożego?
A ich było na początku tylko dwunastu. A nas w naszych parafiach jest po kilka tysięcy.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus uczy swoich uczniów, jak mają głosić Ewangelię: Nie muszą niczego ze sobą zabierać, słuchacze im to dadzą, Nie muszą też się o nic troszczyć, bo Bóg się zatroszczy o nich. Oni mają tylko iść do ludzi i głosić im Słowo Boże. Ta bardzo prosta metoda – głoszenie Słowa – okazała się niesamowicie skuteczna, wiara przetrwała do dziś. My też, choć w zupełnie innych czasach jesteśmy posłani, aby mówić o Bogu, aby dzielić się swoją wiarą z innymi. Może daliśmy sobie wmówić, że nasza wiara jest naszą prywatną sprawą? Nie jest. Chrystus nie powiedział swoim uczniom „Zostańcie sobie w domu z waszą wiarą” ale powiedział „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody…” Jeżeli wiara jest dla mnie czymś ważnym, czymś co przeżywam, to będę się tą wiarą dzielił z innymi.

Reklamy

Skąd on to ma? 14 Niedziela zwykła.

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

Kiedyś Chrystus w swoich wędrówkach apostolskich, powrócił również do rodzinnego miasta, do Nazaretu. Niestety, nie znalazł tam nic, poza krytyką i odrzuceniem. Mieszkańcy Nazaretu odrzucili jego boskie pochodzenie. Wszędzie uważano Go za wielkiego Proroka, wszędzie otaczano go czcią i patrzono na niego z podziwem. Wszędzie, ale nie tu. Kiedy zaczął przemawiać w swojej rodzinnej synagodze, wielu spośród jego rodaków mówiło z powątpiewaniem: Skąd on to ma? Czy nie jest to cieśla, Syn Maryi?

Odnosząc tą dzisiejszą Ewangelię do życia, można by powiedzieć, że nasi najbliżsi mogą nam dać sporo miłości, albo mogą nam dać sporo odrzucenia. Mieszkańcy Nazaretu przecież mogli przyjąć Jezusa, tak jak przyjęli mieszkańcy Wadowic Jana Pawła II, z wielką radością, entuzjazmem, gdy przyjechał do Wadowic po wielu latach, już jako papież, gdy wołali: Witaj w domu; czy tak jak wiele miast przyjmuje słynne osoby, które w tych miastach się wychowały. Dlaczego mieszkańcy Nazaretu nie cieszyli się z tego, że Jezus już jest znany, że już doczekał się swoich uczniów, czyni cuda, że jest prorokiem. Dlatego, bo zatrzymali się tylko na jego człowieczeństwie. Wiedzieli, że urodził się w stajni, że wychował się w zwykłej prostej rodzinie, że nie ma żadnych szkół, jest synem cieśli, jego krewni tutaj mieszkają. Może pamiętali go jako chłopaka, który gdzieś biegał z innymi po ulicach. A teraz trzydziestolatek przyszedł, aby ich pouczać?

Odnieśmy to do naszego życia. Czasem pojawia się wśród ludzi postawa zazdrości. Ktoś czegoś się dorobił, ktoś coś ma, ktoś coś osiągnął. I zamiast się cieszyć, z jego sukcesu, zazdrościmy. Problem w tym, że ta nasza zazdrość, zamyka nas wtedy na tego człowieka. Przestajemy go lubić, bo był kimś nieznanym, a teraz wszyscy go chwalą.

Obok zazdrości, jest też kolejna niebezpieczna postawa. To nasze wyobrażenia, że ktoś taki jest i nic już naszego zdania nie zmieni. Przyklejamy ludziom naklejki, ze ten jest taki, a ten jest taki. To podobnie jak w pewnej historii, gdy pewnego razu teściowie odwiedzili swoją córkę i zięcia. Córka wzięła najładniejsze filiżanki, by przygotować w nich kawę dla rodziców, jej mąż zaniósł filiżanki do kuchni i tam przygotowywał. W pewnym momencie dało się słyszeć trzask rozbijającej się filiżanki. Na to zaczęła młoda żona krzyczeć na swojego męża, że jest niezdarą, że to przecież ich najładniejszy serwis do kawy. Ale, gdy młody mąż powiedział, że to nie on rozbił, tylko teściowa, wtedy synowa powiedziała: mamusia… 🙂 przecież nic się nie stało, a tak w ogóle, to wcale nie podobał się jej ten serwis i będzie to dobra okazja, by kupić nowy, lepszy. Wszystko zależy od tego, kogo widzimy w drugim człowieku.

Czego nas uczy ta dzisiejsza Ewangelia? W odniesieniu do ludzi: żebyśmy doceniali ludzi których tak po ludzku znamy, którzy są nam bliscy. Bo to, że wydaje nam się, kogoś znamy, to nie znaczy, że wiemy o nim wszystko i możemy go potraktować, jako osobę nieważną. A w odniesieniu do Pana Boga, uczy nas dzisiejsza Ewangelia, abyśmy tak samo nie traktowali Pana Boga. Nas to już nic nie zaskoczy, już wszystko wiemy o Jezusie, o Ewangelii, o Kościele. Jezus dziwi się niedowiarstwu rodaków? Dlaczego? Bo oni na tym tracą? Cuda będą się działy, ale gdzie indziej, uzdrowienia będą miały miejsce, ale gdzie indziej.

Prośmy dziś Chrystusa, abyśmy, gdy On do nas mówi, nie mówili: my to już wszystko znamy… Abyśmy, gdy On do nas przychodzi, nie byli obojętni, ale byli dumni z tego, że przyszedł do swoich i że ma nam ciągle coś do zaoferowania.

Uroczystość Narodzenia Św. Jana Chrzciciela. 12 Niedziela zwykła. Zamknąć usta, a otworzyć serce.

Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Zanim rosyjska flota wyruszyła z oficjalną wizytą do Francji car zażyczył sobie listy jej generałów. Niebieskim kolorem nakazał podkreślić nazwiska tych, którzy dobrze mówili po francusku, czerwonym – słabo władających tym językiem. Kiedy dostarczono mu listę, zauważył na niej jedno w ogóle nie podkreślone nazwisko.
– A ten? – spytał car.
– A ten w ogóle nie zna francuskiego.
– W takim razie jego mianuję dowódcą.
– Ależ, wasza wysokość…
– Tak, tak. Chcę, żeby na czele floty stał ten, kto mało będzie mówił, a dobrze dowodził.

Zachariasz powiedział o jedno zdanie za dużo, żądając od anioła znaku. Jak często przegadane są te nasze spotkania z Bogiem. Tak wiele chcemy Panu Bogu powiedzieć, wszystko wytłumaczyć, żeby dobrze zrozumiał, żeby o wszystkim wiedział. To bardzo niebezpieczna postawa dla wiary, bo nie dostrzegamy tego, co najważniejsze, że stoimy wobec majestatu Najwyższego, tylko zachowujemy się, jakbyśmy stali przed mikrofonem nagrywającym nasze „mądrości”. Mówi mądre przysłowie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Może przychodząc do świątyni właśnie o to chodzi, by słuchać i oddać Bogu należną cześć, a nie tylko Go zagadać?

Byłem kiedyś (w wakacje) na Mszy św. niedzielnej w pewnej parafii. Pół godziny przed Mszą – śpiewane Godzinki. OK rozumię. Kwadrans przed Mszą św. pacierz poranny, następnie czytany fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego. Pięc minut przed Mszą św. czytany fragment jakiejś religijnej książki i tak do dzwonka na wejście… A gdzie cisza??? A może Bóg, tak jak w dzisiejszej Ewangelii chce, abyśmy zamknęli usta, a otworzyli serce?

Małe ziarnko. 11 Niedziela zwykła.

Jezus mówił do tłumów: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”. Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu”. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

W miejscowości Zagnańsk w województwie świętokrzyskim rośnie najsłynniejsze polskie drzewo. Jest to mający już ponad 600 lat dąb, któremu nadano imię „Bartek”. Dąb ten jest rzeczywiście potężny. Mierzy obecnie 30 metrów wysokości, obwód pnia wynosi prawie 10 m, a średnica korony to ok. 40 metrów. Aż trudno sobie wyobrazić, że to potężne drzewo, wyrosło z najzwyklejszego, małego żołędzia, który każdy z nas mógłby bez trudu zamknąć w swojej dłoni.

Dziś Chrystus opowiada nam o innej roślinie, mówi o gorczycy. To roślina bardzo znana w Galilei, której nasiona tam, w Ziemi Świętej, są jeszcze mniejsze od tych, które znamy. I z tak malutkiego nasienia, wyrasta duży krzew, zdolny osiągnąć w tamtym, śródziemnomorskim klimacie w ciągu jednego roku nawet od 3 do 5 metrów wysokości.
Przypatrzmy się kiedyś ziarnu. Być może śmieszna wyda się taka zachęta, bo przecież nieraz widywaliśmy całe tony zboża przesypywane z worków do worków. Tak, to prawda. Ale połóżmy kiedyś jedno ziarnko na dłoni i popatrzmy na nie. Tak inaczej w skupieniu i z uwagą. Jakie ono rzeczywiście maleńkie, bezbronne i zdane na łaskę i niełaskę wszystkiego, co je otacza. W tym małym ziarenku, jest zaprogramowane życie. Gdy je wrzucimy w ziemię, gdy wyrośnie z niego zboże lub ogromne drzewo, dopiero wtedy widać, co w nim tak naprawdę było, że miało w sobie cudowna moc życia, nieprzeciętną siłę przeciwstawienia się śmierci, ogromną wolę trwania, a przede wszystkim wzrostu.

Wiemy, jak bardzo skromne były początki Kościoła. Chrześcijaństwo zaczęło się od jednej osoby. Później dwunastu uczniów, którzy rozproszyli się po śmierci Jezusa. Aż przyszedł Duch Święty ze swoimi darami i wtedy rozpoczęło się wypełnianie Chrystusowego posłannictwa: Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody… Działo się to wszystko 20 wieków temu pod okupacją rzymską. Rzym upadł, cesarstwo rozsypało się w proch. Przyszły kolejne cesarstwa – także i one legły w gruzach. Władcy, cesarze, imperatorzy, rodzili się i umierali, a tu ziarno słowa, ziarno Królestwa Bożego nieustannie trwa. Dlaczego trwa? Bo to sam Bóg zasadził na naszej ziemi, to ziarno Królestwa Bożego.
Prorok Ezechiel w pierwszym czytaniu przypomniał nam, że Bóg jest tym, który zasadza nas na swojej górze. Możemy za Ezechielem powiedzieć, że jesteśmy zasadzeni w ogrodzie Pana. W Psalmie czytamy:
Sprawiedliwy zakwitnie jak palma,
rozrośnie się jak cedr na Libanie.
Zasadzeni w domu Pańskim
rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga.

Siostry i Bracia. Dziś, jesteśmy niewolnikami czasu. Coraz częściej przekonujemy się, że to nie my jesteśmy w posiadaniu czasu, ale czas posiada nas. W dobie pośpiechu, szybkiego Internetu, smart fonów, stajemy się coraz bardziej zniecierpliwieni. Wszędzie się śpieszymy. I ten pośpiech udziela się także naszej relacji do Pana Boga. A pośpiech nie sprzyja rozwojowi wiary i poznaniu Chrystusa. Jeżeli pobieżnie poznajemy Chrystusa, pobieżnie poznamy Pismo Święte, to na niewiele nam się to przyda. To tak, jakby ktoś taką małą roślinkę specjalnie ciągnął do góry, żeby rosła szybciej. Taki pośpiech obróci się przeciw tej roślinie, nie przyniesie żadnej korzyści.

Dziś niektórzy ludzie zniechęcają się do wiary, bo nie widzą od razu efektu swojej modlitwy, czy poświęconego Panu Bogu czasu. Jednak wiara nie polega na tym, że wciśniemy zielony przycisk i wyskakuje nam gotowy produkt. Trzeba cierpliwości, żeby doczekać się pożądanych owoców. Popatrzmy na pokorę i ufność ziarnka gorczycy. Pokorę, bo jest bardzo małe, prawie najmniejsze z wszystkich nasion, a ufność, bo tkwi w nim ukryta wiara w to, że z tego bardzo małego nasienia wyrośnie mocna roślina, że przerośnie inne.
Tak też i my, nie zrażajmy się, gdy Bóg każe nam czekać na efekty naszej wiary, modlitwy. Tak też i my nie porzucajmy tej ufności, bo w rękach Bożych jesteśmy bezpieczni. A to Królestwo Boże, o którym dziś mówi Chrystus w Ewangelii, zasiane w glebie naszego życia w postaci słowa Bożego, Eucharystii, dobrych uczynków, niech nie pozostanie tylko małym nasieniem. Niech rośnie, na chwałę Boga i dla pożytku nas samych i innych ludzi. Amen.

10 Niedziela zwykła.

Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”. A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: „Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy”. Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: „Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”. Mówili bowiem: „Ma ducha nieczystego”. Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie”. Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką”.

Znaki czynione przez Jezusa, nie wszystkim się podobały. Nie podobały się przede wszystkim uczonym w Piśmie i faryzeuszom, czyli stróżom religii Mojżeszowej. Mają oni za złe Jezusowi, że czyni dobro, nie zachowując równocześnie obowiązujących przepisów, np. uzdrawia w szabat, czyli wykonuje pracę, a przecież w szabat nie powinno się pracować, bo to dzień święty, dzień Pański. Jezus ucztuje także z grzesznikami, a przecież to ludzie godni wzgardy i odrzucenia. Ale jakby tych pomówień nie było dość, to uczeni w Piśmie mówią: „On ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy. Czyni to swoje dobro ludziom, mocą szatana. To największe bluźnierstwo, na jakie człowiek może się zdobyć, że Bóg działa mocą szatana.

Jezus oczywiście odpowiada na zarzuty oskarżycieli i wykazuje im przede wszystkich brak logiki w wypowiadanych sądach o nim i oskarżeniach: To jest nielogiczne, żeby szatan wyrzucał szatana. Tylko ktoś mocniejszy od szatana, może go wyrzucić. To nielogiczne, aby mieszkańcy jednego królestwa bili się miedzy sobą. Mocarz! jest potrzebny, żeby sobie poradził z szatanem. Słowa, które Pan Jezus później wypowiada streszczają nam istotę grzechu przeciw Duchowi Świętemu. A jak mówi sam Jezus, grzech przeciwko Duchowi Świętemu nie będzie odpuszczony, przebaczony.

Na czym polega grzech przeciwko Duchowi Świętemu? Katechizm Kościoła Katolickiego daje odpowiedź krótką, w dwóch zdaniach: „Miłosierdzie Boże nie zna granic, lecz ten, kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą Miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie przez Chrystusa w Duchu Świętym. Taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i wiecznej zguby„. Inaczej mówiąc, grzech przeciwko Duchowi Świętemu, jest świadomym odrzuceniem łaski Bożej, z którą Jezus do nas przyszedł.