Uczeni w Piśmie oraz faryzeusze. 31 Niedziela zwykła.

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

Co zrobić, żeby nie być takim uczonym w Piśmie lub faryzeuszem? Usłyszałem kiedyś takie ciekawe powiedzenie: „Głupi mówi to, co wie, mądry zaś wie, co mówi”. Bardzo to mądre i życiowe. Można też to przenieść na płaszczyznę naszych relacji do Pana Boga. Głupi przed Bogiem, będzie mówił o sobie i innych, rzeczy które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Mądry powie, jak jest.

Pan Bóg wie najlepiej kim jesteśmy, co prezentujemy, więc po co odstawiać taki teatr? Ludzie, też doskonale potrafią wyczuć, kto jest autentyczny w tym co robi, a kto tylko blefuje. Mądry wie, co chce powiedzieć. Mądry wie, że z każdego słowa będzie rozliczony. Mądry polityk waży słowa, wykładowca akademicki waży słowa, no bo przecież mądremu nie przystoi mówić głupot. Czy będą to słowa miłe dla ucha, czy gorzkie, to będą to słowa mądrości. Mądrości, która zna życie. Nie jest sztuką pouczać innych. Każdy to potrafi, nawet dzieci w przedszkolu. Sztuką jest, zacząć to pouczenie od siebie. Powiedzenie: „żyjcie prałacie, jak nauczacie” jest też dobrym komentarzem do dzisiejszej Ewangelii. Życie weryfikuje nasze słowa. Dziś nie potrzeba nam nauczycieli, ale potrzebujemy świadków. Tych którzy nie tylko pouczają, ale przede wszystkim ukazują. Dobry dowódca to nie taki, który mówi: do przodu! Ale taki który mówi: za mną! „Karmię was czym sam żyję” mawiał św. Augustyn.

Trzeba nam takich, którzy swoim autentycznym życiem, zafascynują innych. Do tego wszystkiego potrzebna jest pokora, prawda o sobie. Nie jestem mędrcem, nie znam się na wszystkim. Potrzeba mi pokory, jeszcze więcej i więcej…

Reklamy

Uroczystość Poświęcenia Własnego Kościoła.

Obchodzono w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia Świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: „Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie”. Rzekł do nich Jezus: „Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.

Teksty liturgiczne z dzisiejszej Uroczystości, te zaczerpnięte zarówno z Mszału, jak i z lekcjonarza, kierują naszą uwagę na kościół, jako budowlę, miejsce modlitwy, ale także na Kościół, jako duchową rzeczywistość – wspólnotę ludu Bożego. O Kościele, jako budowli, słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, kiedy to król Salomon nie mógł wyjść z podziwu, jak to możliwe, że tak wielki Bóg, Bóg Izraela, zechciał zamieszkać na ziemi, zamieszka w świątyni. O Kościele jako wspólnocie przypomniał nam św. Paweł w drugim czytaniu. Przez chrzest staliśmy się świątynią Boga i Duch Święty w nas mieszka. Każdy z nas tu obecnych, jest taką świątynią, jest takim tabernakulum w którym Pan Bóg mieszka.

Siostry i bracia, żeby zrozumieć Kościół, to trzeba tak dosłownie wejść do niego. Trzeba znaleźć w nim swoje własne miejsce. I to w tym Kościele jako wspólnocie ludu Bożego oraz w tym kościele rozumianym, jako budynek. Tak wiele zależy od tego jak i z jakiej strony popatrzymy na kościół. Z kościołem pisanym przez wielkie K, jak i przez małe k, jest tak jak z witrażami w naszej świątyni. Gdy się patrzy z zewnątrz, z drogi z chodnika, witraż jest tylko zlepkiem kawałków ciemnego szkła, powiązanych ze sobą paskami ołowiu. Ale gdy się wejdzie do środka i ogląda się ten sam witraż pod światło, od wewnątrz, widzimy fantastyczną grę kolorów, symboli, postaci. Dlatego tak ważne jest, aby odnaleźć się wewnątrz Kościoła, aby znaleźć w nim swoje miejsce. Trzeba nam zobaczyć siebie, jako jeden tych elementów witraża, który składa się na większą całość, zobaczyć siebie jako jeden z żywych kamieni, stanowiących budowlę kościoła.

Często powtarzamy ludziom, którzy tego jeszcze nie potrafią zrozumieć, dlaczego tak ważne jest to, aby wejść do środka świątyni, aby zobaczyć ołtarz, tabernakulum, konsekrowaną hostię, modlących się. Chodzi o to, aby dotknąć, tak przynajmniej wzrokowo tej tajemnicy obecnego tutaj Boga. A jeśli nie potrafimy zdobyć się na to, aby wejść do środka świątyni, to jesteśmy podobni do ludzi, którzy postali godzinę przed drzwiami domu swojego przyjaciela i uważają, że byli odwiedzić przyjaciela w jego domu, spotkali się z nim, albo przestali godzinę na parkingu przed restauracją i twierdzą, że byli na obiedzie.

Kiedyś rozmawiałem ze starszym już wiekiem księdzem. Powiedział on takie słowa: „Towarzyszyłem wielu ludziom, którzy stawiali ostatni krok w stronę wieczności. Wśród nich byli profesorowie, artyści, ludzie wybitni i najzwyklejsi. Nigdy nie spotkałem człowieka, który by w ostatnim momencie życia żałował czasu spędzonego w kościele. Nie spotkałem człowieka, który by obejmując spojrzeniem całe życie żałował, że chodził na Mszę św., słuchał kazań i modlił się w kościele. Przeciwnie, często moi rozmówcy żałowali, że za mało czasu spędzili w kościele”. Nie lekceważmy tego świadectwa. W chwili ostatniej, najlepiej widać to, co ważne.

W dokumentach Kościoła czytamy, że: „Kościół jest naszą matką”. Oznacza to, że Kościół jest, czy też powinien być dla nas czymś bardzo bliskim. Ten, konkretny, kościół parafialny pw. Matki Bożej Królowej Polski w którym modlili się wasi pradziadkowie, dziadkowie, rodzice, modlą się wasze dzieci. Kiedy 11 września 1927 roku poświęcano kamień węgielny pod budowę tej, naszej świątyni, zapisano w Akcie poświęcenia m.in. takie słowa: „Odczuwając głęboką potrzebę własnego kościoła, ludność gmin Polanka i Turaszówka, oddalonych znacznie od dawnego kościoła parafialnego w Jedliczu, ochotnie i dobrowolnie przystąpiła do budowy kościoła ku chwale Boga i Ojczyzny, a pożytkowi swemu i swoich dzieci”. Dlatego powinny łączyć nas z tym miejscem serdeczne i mocne więzi miłości i przyjaźni, gdy mówimy, że to jest mój kościół, że mam w nim swoje miejsce, gdy troszczę się o jego wygląd, o kwiaty w kościele. To jest dom Boży, pomiędzy naszymi domami.

Niech zatem ta dzisiejsza uroczystość, będzie dla nas okazją do podziękowania Panu Bogu, najpierw za tą naszą parafialną świątynię, ale także i za to, że Bóg z nas, żywych kamieni, buduje również świątynię swojej chwały. Amen.

Wzór na zbawienie. 29 Niedziela zwykła.

Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Ks. Edward Staniek, bardzo ciekawie tłumaczy dzisiejszą Ewangelię. Czyni to za pomocą… matematyki.

Matematyka nazywana jest królową nauk. Każdy, kto uczył się pilnie matematyki, doskonale wie, że przy pomocy niewielkiego zestawu wzorów, można rozwiązać tysiące zadań. Wystarczy poznać wzory i umieć się nimi posługiwać, aby znaleźć odpowiedź na zadanie, które ktoś dla nas przygotował. Podobnie jest też w naszym życiu. Każdy z nas, stoi przed różnymi zadaniami. Jedni otrzymali do rozwiązania te łatwiejsze, inni trudniejsze, a jeszcze inni zmagają się z naprawdę trudnymi zadaniami. Człowiek, na każdym etapie swojego życia, podobny jest do ucznia, który przynosi ze szkoły kolejne zadania i ma je rozwiązać w najbliższym czasie.

W dzisiejszej Ewangelii, do Jezusa przychodzą uczniowie faryzeuszów z wyjątkowym zadaniem do rozwiązania. Robią to też w sposób wyjątkowy. Widać, że faryzeusze również zaopatrzyli swoich uczniów w pewien wzór, jak z Nim rozmawiać. Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Ustawiają sobie Nauczyciela, przyjemnymi dla ucha słowami. Tylko uwierz w to, że my tak myślimy, jak mówimy, a my ci zaraz tak przyłożymy, że zobaczysz. Jeśli powiesz, że nie należy płacić, to znaczy, że jesteś zwyczajnym buntownikiem, podburzającym tłumy przeciwko cesarzowi rzymskiemu, jak zresztą wielu innych w tym czasie czyniło. Jeśli powiesz, że należy płacić, to znaczy, że jesteś przeciwko swojemu narodowi i każesz wspierać okupanta.

W tej, wydawać by się mogło podbramkowej sytuacji, Jezus nie rozwiązuje tego zadania, tylko podaje wzór, przy pomocy którego, sami mogą je rozwiązać: Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Według tego wzoru, należy rozwiązywać wszystkie problemy, dotyczące relacji człowieka wierzącego do władzy świeckiej. W Ewangelii nie brakuje takich wzorów. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, tak i wy im czyńcie. Jaką miarą wy mierzycie, taką i wam odmierzą. Kto się do mnie przyzna przed ludźmi, do tego przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. I wiele, wiele innych.

Siostry i Bracia. Widzimy zatem, że w Ewangelii zawarte są podstawowe wzory do tego, aby z Panem Bogiem przejść przez życie. Trzeba zatem, nauczyć się kilku takich ewangelicznych wzorów i nie bać się ich zastosować, bo wzory są po to, żeby z nich korzystać. Ktokolwiek chce się ich nauczyć i skorzystać z nich w swoim życiu, odkryje mądrość i bogactwo Ewangelii. Jutro, po Mszy św. wieczornej, spotkanie grupy biblijnej, można do niej dołączyć, aby poznawać mądrość Bożą, zapisaną na kartach Pisma Świętego.
Oddajcie Bogu to, co należy do Boga, a Cezarowi to, co należy do Cezara. Jeszcze jedna nauka nas czeka. Trzeba jeszcze opanować sztukę odróżniania, co należy do Cezara, a co do Boga i zdobyć umiejętność oddawania każdemu tego, co mu się należy. A to nie jest wcale takie proste. Dzisiaj nie brakuje ludzi, którzy to, co należy do Boga, oddają Cezarowi. Oddają Cezarowi niedzielę, dzień Pański. Zabierają Panu Bogu, a oddają Cezarowi czas, który miał być w ciągu dnia na modlitwę. Oddajemy Cezarowi nasze świętości, Boga, wiarę, bo Cezar chce decydować także o sprawach wiary, moralności, sumienia. Świat przechodzi dziś z rąk do rąk. Już w 1953 r. Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński mówił: Uczymy, że należy oddać, co jest Cezara Cezarowi, a co Bożego Bogu. Ale gdy cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: non possumus, nie wolno!

I już na koniec pamiętajmy, że człowiek, jest monetą Boga. Mamy w sobie Jego obraz, Jego podobiznę. Dzisiejsza Liturgia Słowa, pierwsze i drugie czytanie, a nawet psalm, zachęca nas, abyśmy siebie oddali Bogu, nie Cezarowi. Umysł człowieka, jego wola, serce i sumienie należą do Boga, są Jego własnością. Kto chce kształtować życie w oparciu o te ewangeliczne wzory, ten odkrywa smak ewangelicznej wolności, której żaden Cezar nie jest w stanie odebrać, bo jeśli w naszym życiu Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne, jest na właściwym miejscu.

Przyjacielu, jak tu wszedłeś? 28 Niedziela zwykła.

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.

Trudny ma dziś orzech do zgryzienia Ks. Stanisław, nasz niedzielny kaznodzieja. Spróbujmy i my trochę połuskać tego orzecha. Możemy np. wyobrazić sobie, jak muszą się czuć rodzice, którzy swoim dzieciom przygotowują wesele, prymicje, czy inną ważną uroczystość, na którą zapraszają gości, a zaproszeni goście nie chcą przyjść. Dziś pewnie częściej ma miejsce sytuacja, gdy większość zaproszonych przyjmuje zaproszenie, ale już informacji, że nie zamierzają przyjść nie przekażą do ustalonego terminu. To też nie fair. Ktoś się przygotowuje, rezerwuje, wykosztowuje, a potem marnuje się i miejsce i jedzenie.

W Ewangelii dzisiejszej, chodzi jednak o coś innego. Gospodarz po wysłaniu posłańców z zaproszeniem wie, że goście nie chcą przyjść, ale mimo to wysyła  jeszcze raz innych posłańców z kolejnym zaproszeniem. Jak reagują zaproszeni? Unoszą się gniewem. Jak powiedzieli, że nie przyjdą, to znaczy że nie! Dla własnego komfortu zabijają posłańców. Wtedy gospodarz posyła na nich swoje wojska. Nie do pojęcia, czemu aż taka reakcja? Ale to nie jedyne zdanie nie do pojęcia. Uczta gotowa, miejsca wolne, to zapraszamy wszystkich napotkanych, jak idzie, dobrych i złych. I przyszli, zasiedli. A jednak drugie zdziwienie: Król wypatrzył kogoś bez stroju weselnego. No ale przecież mieli wchodzić wszyscy, jak idzie, a tu taki szok. Jedyny wniosek z pierwszej i drugiej sytuacji: Król wie więcej niż my, on zna nawet nasze myśli. Dlatego tak działa.

W czasie pisania tego tekstu pomyślałem, że może ta Ewangelia jest o powołaniu do kapłaństwa? No bo popatrzcie. Ucztą jest świat, do którego Gospodarz posłał swojego Syna. Gospodarz powołuje do kapłaństwa, nie chcą. Powołuje dalej, nie chcą, ba nawet się odgrażają. Zatem: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. To powołujemy innych. Ci przychodzą, zapełniają salę. Król się im przygląda, bo jeden jakby nie wiedział, gdzie i po co przyszedł. Szok, zdziwienie i za drzwi.

A może ta Ewangelia jest o powołaniu go małżeństwa? No bo popatrzcie. Ucztą jest świat, do którego Gospodarz posłał swojego Syna. Gospodarz powołuje do małżeństwa, nie chcą. Przypomina, że mężczyzna i kobieta, że miłość, wierność, uczciwość, małżeńska. Przypomina, że czystość przedmałżeńska, że nienarodzone dziecko, to też człowiek, nie chcą słuchać, ba nawet się odgrażają. Zatem: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Zatem powołujemy innych. Ci przychodzą, zapełniają salę. Król się im przygląda, bo jeden jakby nie wiedział, gdzie i po co przyszedł. Szok, zdziwienie i za drzwi.

Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.