Siewca i jego ziarno. 15 Niedziela zwykła.

Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! 

Kolejny raz w naszym życiu słyszymy znaną nam bardzo dobrze przypowieść o siewcy. Doskonale już wiemy, jakie jest jej znaczenie. Przypomniał nam to m.in. werset śpiewany przed Ewangelią: „Ziarnem jest słowo Boże, siewcą jest Chrystus, każdy kto go znajdzie, będzie żył na wieki”. My jesteśmy tym podłożem, na które pada ziarno. Zatem albo będziemy drogą z której ptaki wyzbierają to ziarno, albo skałą na której ziarno nie zapuści korzenia, albo miejscem miedzy cierniami, gdzie zostaniemy skutecznie zagłuszeni, bądź też ziemią żyzną, która wyda plony. Takie jest znaczenie tej dzisiejszej przypowieści.

Jeśli bliski jest nam obraz rolnika – siewcy, to wiemy, że rolnik wysiewa ziarno do gleby. Nawet jeśli ktoś z nas wysiewa jakieś nasiona do małej doniczki, gdzieś na parapecie, to wcześniej przygotowuje odpowiednią ziemię. Nikt raczej nie sieje do zachwaszczonej ziemi, do ubitej mocno gleby, czy pomiędzy kamienie.

Inaczej czyni Chrystus. On to ziarno swojego słowa rozsypuje wszędzie. Tak aby nikt nie mógł powiedzieć, że nigdy nie słyszał o Słowie Bożym, o Bogu, o życiu wiecznym. On rzuca ziarno, kieruje swoje słowo, także do tych twardych jak droga. Taką glebą są ci, którzy i tak w Boga nie uwierzą i uwierzyć nie chcą, ci którzy zamknięci są na sprawy duchowe, nadprzyrodzone. Którzy są po ludzku twardzi, którzy mówią poradzę sobie w życiu bez Boga i jego słowa. Żyją pod twardą skorupą swojej drogi. Niektórzy z nich nawet uważają, że Boga nie ma, tylko dlatego, bo oni w niego nie wierzą. I przychodzi zły duch i zbiera dokładnie, to co zostało także dla nich zasiane.

Chrystus rzuca swoje słowo także w miejsca skaliste. Tam ziarno, co prawda wzejdzie, ale gdy tylko wychyli się za skałę przypali je słońce, a korzeń nie przebije twardego kamienia. To ci, którzy słuchają słowa i je przyjmują, ale ta ich wiara nie ma w sobie korzenia, są niestali. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, już ich nie ma. Zatem: nie wychylać się, siedzieć cicho miedzy skałami. To ci których związek z kościołem kończy się wraz z przyjęciem chrztu, bierzmowania, a potem trzeba czekać, aż do pogrzebu. Jedynie czasami zaglądają do kościoła obejrzeć szopkę, czy Boży Grób. Jak to sami mówią, składając świadectwo „swojej  wiary”: w kościele bywam z koszyczkiem i na gwiazdkę.

Dalej Chrystus rzuca swoje słowo między ciernie. Tam gdzie rosną ciernie, zazwyczaj nic więcej nie wyrośnie. Ciernie zagłuszają wszystko i wyjaławiają ziemię. Ci którzy słuchają słowa, lecz sprawy doczesne, zagłuszają to słowo, tak że zostaje bezowocne. To ci, którzy deklarują, że są wierzący, ale nie praktykujący. Nie modlący się, nie przystępujący do sakramentów, nie zachowujący przykazań. A przecież wiara bez uczynków jest martwa.

W końcu ziarno zasiane przez Chrystusa pada na ziemię żyzną. Ziemia żyzna to właściwe miejsce do wykiełkowania, zapuszczenia korzeni, i wydania plonu. Ziarno to oznacza człowieka, który słucha słowa, rozumie je i wydaje plon tego słowa. Widać w człowieku, że żyje on na co dzień Słowem Bożym.

Jaką glebą ja jestem? Drogą? Skałą? Cierniami? Czy żyzną ziemią?

W ciszy i prostocie. 14 Niedziela zwykła.

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Wielcy teolodzy Kościoła już przez prawie 2000 lat tworzą swoje dzieła. Klasztorne biblioteki wypełnione są arcydziełami myśli teologicznej. Na wydziałach teologicznych wyższych uczelni niemalże rozbija się Pana Boga na atomy. Ale samo chrześcijaństwo w swojej treści i naturze realizuje się zawsze w ciszy, pokorze i prostocie wewnętrznej człowieka. Ci, którzy piszą zdumiewająco głębokie dzieła na temat chrześcijaństwa, niewątpliwie wskazują drogi jego realizacji. O chrześcijaństwie można błyskotliwie mówić, mądrze pisać, ale to jeszcze nie jest chrześcijaństwo. Ten, co pisze i mówi, może wcale nie być chrześcijaninem, natomiast na pewno chrześcijanką jest zwykła kobieta ze wsi, która ciężko zapracowanym chlebem dzieli się z biedniejszym od siebie dlatego, bo tak nakazał czynić Chrystus.

Chrześcijaństwo realizuje się w ciszy nie znanej nikomu pracy i ofiary ludzi wielkich i małych, ale ludzi prostych i szczerych. Tam się rodzi i rozwija, gdzie człowiek widzi swoją małość wobec Boga i jego mądrości. Dlatego ci prostaczkowie, (wielcy w oczach Boga, mali w oczach świata) są bliżej Boga niż zapewne nie jeden wytrawny kaznodzieja, katecheta, biskup… W tym roku zginęła w Boliwii polska misjonarka Helena Kmieć. A takich osób, które zaparły się siebie dla ratowania nieszczęśliwych jest tysiące na całym świecie. Kto o nich wie? Piękno tej ofiary jest właśnie dlatego takie porywające, bo spełnia się w ciszy i prostocie.

W ciszy więc i prostocie ducha spełnia się istota chrześcijaństwa, a chrześcijanami jesteśmy nie wtedy, gdy wiele mówimy, piszemy  i manifestujemy na ten temat, ale przede wszystkim wtedy, gdy realizujemy dobro, gdy jesteśmy dobrzy dla innego człowieka. Owszem, trzeba mówić, trzeba pisać i trzeba zewnętrznie wyrażać swoje przekonania, ale to wszystko ma tylko funkcję jedynie służebną. To mają być tylko źródła inspiracji, motywy do działania, takie same dla profesora uniwersytetu, dziecka ze szkoły podstawowej, czy  prostego człowieka.

Wiara, gdy sie dzieli, to się mnoży. 11 Niedziela zwykła.

Jezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!

Gdy za kilka tygodni w naszej Ojczyźnie rozpoczną się żniwa, ktoś porównując to, co działo się na naszych wsiach 20 – 30 lat temu, może powiedzieć, że dziś, to już i żniwo małe i robotników mało. Coraz więcej pól stoi odłogiem, coraz więcej rolników takich „z dziada pradziada”, mówi: dziś już się to nie opłaci. Zatem na naszych polach żniwa coraz mniejsze i żniwiarzy coraz mniej. Także patrząc na współczesnych chrześcijan, można by przyłożyć podobny szablon. Żniwo małe, bo coraz mniej zainteresowanych żniwami dla Królestwa Bożego i robotników mało, bo widzimy, że z roku na rok mamy coraz mniej duchownych i świeckich zaangażowanych w to żniwo.

A jednak kolejny raz przekonujemy się, że Ewangelia jest ciągle aktualna. Żniwo jest wielkie, bo Królestwo Boże, to wielka sprawa. Królestwo Boże, obejmujące wszystkie epoki, czasy, szerokości geograficzne, kultury i narody. Dlatego to żniwo będzie zawsze wielkie, w każdym czasie. Gorsza sprawa jest właśnie z tymi robotnikami. Jest ich mało. Proście Pana żniwa, żeby posłał robotników na żniwo swoje. A może mamy, deficyt także i tych którzy proszą, modlą się o to, aby nie zabrakło robotników w wspólnocie Kościoła, w Królestwie Bożym. Kiedy ostatnio modliliśmy się za kapłanów? Kiedy ostatnio modliliśmy się w intencji innych ludzi, chociażby obecnych tutaj w kościele? Zdajemy sobie sprawę z tego, że najłatwiej jest przyjść do kościoła i pomodlić sie w swoich intencjach, w intencji swoich dzieci. A ile razy zdarzyło nam się, że siedząc, czy stojąc w kościele, pomodliliśmy się za sąsiada z bloku siedzącego obok, czy za sąsiadkę, która już nie chodzi do kościoła, albo w intencji księdza, który odprawia Msze św.?

Przeżywamy obecny rok duszpasterski pod hasłem „Idźcie i głoście”. Co to dla nas znaczy? Czy mamy świadomość, że naszym życiem idziemy i głosimy? Czy ktoś patrząc na nasze życie, słuchając naszych słów zechce dołączyć do żniwa, zechce dołączyć do Kościoła, królestwa niebieskiego. Cudownie byłoby, gdyby kiedyś Pan Bóg powiedział do nas: „Oto ten człowiek, oto ci ludzie, którzy dzięki twojemu słowu, dzięki twojemu świadectwu dołączyli do mojego Królestwa, dołączyli do mojego żniwa.

Dlaczego dziś coraz mniej ludzi zaangażowanych w to żniwo, dlaczego coraz mniej powołań do kapłaństwa? Czy Pan Bóg dziś już nie powołuje z taką intensywnością, jak kiedyś? Wzywa i powołuje, tylko dziś ten głos Boga, głos powołania, jest bardziej zagłuszony. Dziś wielu mówi do nas „Pójdź za mną”, zachęca nas do swojego żniwa, czasem wydaje się ono atrakcyjniejsze, bo mniej wymagające.
Dziś słyszymy w Ewangelii imiona wybranych, chciejmy tam usłyszeć także swoje imię. Nie idźcie do pogan… Idźcie raczej do owiec, które poginęły… Mamy iść do tych którzy poginęli. Nie trzeba ich szukać daleko, na innych kontynentach. Mieszkają na naszych ulicach, w naszych blokach, a może i w naszych mieszkaniach. Przypominać im podstawowe prawdy wiary. Podstawowe. Bo dziś potrzeba nowej ewangelizacji. Takiej pracy u podstaw. Wystarczy na ulicy zadać przechodniom proste pytanie religijne, by w jakimś teleturnieju prowadzący zadał pytanie z kategorii religia, chrześcijaństwo, wystarczy, że do domu przyjdzie świadek Jechowy, coś powie, a my… nie umiemy odpowiedzieć, wyjaśnić mu gdzie sie myli, wyjaśnić mu naukę Chrystusa, Kościoła. Tyle lat katechezy, na półce Pismo św.

Wiarą mamy sie dzielić, za darmo ją otrzymaliśmy, dlatego tym bardziej nie możemy jej zatrzymywać dla siebie, powinniśmy sie nią dzielić. Wiara jest to jedna z niewielu rzeczywistości, która gdy sie dzieli, to się mnoży. Taki paradoks. Gdy dorastający syn widzi swego silnego ojca, jak zgina kolana do modlitwy, to on wtedy wie, że jest Ktoś, przed kim nawet jego ojciec uklęknie. Kiedy małe dziecko widzi modlących się rodziców, idzie z nimi w niedzielę do kościoła, to ono ma właściwe świadectwo, które skuteczniej zachęci do modlitwy, niż prośby , czy groźby. Dziś przeminął już czas nauczycieli wiary. Dziś jest czas i zapotrzebowanie na świadków wiary. Bądźmy zatem apostołami Jezusa Chrystusa, idąc i głosząc, bo żniwo ciągle jest wielkie.

Świat tajemnic. Tajemnica Trójcy Świętej.

Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

Wielu z nas lubi rozwiązywać różnego rodzaju zagadki. A im bardziej są one trudniejsze, tym bardziej stają się dla nas ciekawsze. Niekiedy bardzo długo szukamy rozwiązania, które następnie okazuje się tak proste, że aż chwytamy się za głowę i mówimy: to takie proste, a ja nie mogłem tego odgadnąć.

W naszym życiu, na co dzień, spotykamy się z wieloma zagadkami – tajemnicami. Pełna tajemnic jest natura, przyroda, otaczający nas świat. Badają go setki tysięcy uczonych z różnych dziedzin nauk przyrodniczych. I efektem tych badań jest to, że ciągle coś nowego dla nas odkrywają. Poszerza się nasza wiedza, ale jednocześnie widzimy, jak wiele jeszcze świat kryje w sobie tajemnic. Tajemniczą istotą, do końca nie poznaną, jest również człowiek. Właściwie każdy z nas, jest inny. Każdy nosi w sobie własną tajemnicę, która fascynuje, a zarazem jest niemożliwa do poznania przez innych.

Skoro zatem świat i człowiek mają swoje tajemnice, to co dopiero Pan Bóg. On kryje w sobie największą tajemnicę. Nasz umysł jest zdolny odkrywać w świecie ślady Boga-Stwórcy, a w głębi duszy przejawy Bożego działania. Ale sięgnąć w głąb Bożej istoty, uchwycić, czym On jest w swej naturze – to całkowicie przekracza nasze ludzkie możliwości.

Uchylić rąbka tej tajemnicy mógł tylko sam Bóg. I to właśnie uczynił, przede wszystkim przez objawienie w Jezusie Chrystusie. Jezus, objawił nam Ojca, jako początek i ostateczne źródło wszelkiego bytu i jako nieskończoną miłość. On też objawił Ducha Świętego, pocieszyciela i uświęciciela, zapowiedział Jego zesłanie i dokonał tego w dniu Zielonych Świąt.

 Prawda o Bogu Trójedynym nie jest wcale wymysłem teologów. Podczas, gdy tyle jest w dzisiejszym świecie różnych „pomysłów na Boga”, my chrześcijanie wiemy, że to nie my wymyślamy sobie Boga – my Go tylko odkrywamy, bo On sam zechciał przyjść do nas i pokazać nam Siebie. To dzięki Niemu wiemy, że Bóg jest Wspólnotą Trzech Osób, które się miłują i żyją ze sobą w doskonałej jedności.

Ale ta prawda, mimo iż została objawiona, nadal pozostaje tajemnicą. Trójca Święta jest dla nas przede wszystkim tajemnicą miłości! Nie tylko miłości wzajemnej tych trzech Osób, a także miłości udzielanej na zewnątrz. Całe nasze życie jest owocem miłosnego działania Trójcy Świętej. Miłość nas stworzyła, miłość nas odkupiła, miłość oświeca nasze umysły i uświęca nasze serca.

Niech zatem miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym będą z nami wszystkimi.

Weźmijcie Ducha Świętego. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

50 dni po zmartwychwstaniu, Chrystus wypełnia jedną z wielu obietnic, jakie nam zostawił. Posyła wierzącym w Niego zapowiadanego Ducha Świętego. Duch Święty jest potrzebny Kościołowi, bo gdyby nie on, to Kościół byłby tylko zbudowaną na fundamencie Piotra i Apostołów instytucją. Dzięki Duchowi Świętemu, Kościół jest wspólnotą żyjącą Chrystusem. Dopóki ktoś nie odda ducha, dopóty żyje. Podobnie jest z Kościołem, dopóki jest z nimi Duch Święty, dopóty żyje. Jeżeli zabraknie go w naszym życiu, umrze w nas chrześcijaństwo, umrze w nas Chrystus.

Weźmijcie Ducha Świętego, mówił Chrystus u początku Kościoła. Zabierzcie go, przyjmijcie, niech on działa w was. Weźmijcie Ducha Świętego, mówi Chrystus także dziś. On działa w Kościele. Gdzie? Np. w samkramentach.

  1. Chrzest: Duch Święty zstępuje na każdego ochrzczonego, tak jak na Chrystusa, nad Jordanem.

  2. Bierzmowanie: „Przyjmij znamię Daru Ducha Świętego”

  3. Eucharystia: „Uświęć te dary moca Twojego Ducha, aby stały się dla nas Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa.

  4. Pokuta: „Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła”.

  5. Namaszczenie chorych: „Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie łaską Ducha Świętego. Amen”.

  6. Kapłaństwo: „Wysłuchaj nas, Panie, nasz Boże, i obdarz swoje sługi błogosławieństwem Ducha Świętego oraz mocą łaski kapłaństwa”.

  7. Małżeństwo: „Prośmy Ducha Świętego, aby uświęcił ten związek i dał narzeczonym łaskę wytrwania. Niech ich miłość przez Niego umocniona, stanie się znakiem miłości Chrystusa i Kościoła”.

Weźmijcie Ducha Świętego, a co to znaczy dla ciebie?