Co wolno w szabat? 9 Niedziela zwykła.

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze mówili do Niego: „Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?” On im odpowiedział: „Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom”. I dodał: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu”. Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: „Podnieś się na środek!” A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie uratować czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!” Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Jezus Chrysus, podczas swojej publicznej działalności, niejednokrotnie zadawał prowokujące pytania. Najczęściej zadawał te pytania po to, aby człowiek sam zrozumiał pewną ważną dla niego prawdę. Dziś mamy w Ewangelii do czynienia z takim pytaniem. Co wolno w szabat? Czy wolno uzdrawiać? Gdyby dziś nam zadał to pytanie, to pewnie bez wahania odpowiedzielibyśmy: oczywiście, no pewnie, że tak, uzdrawiaj Panie Jezu, ile tylko chcesz i kogo tylko chcesz. A faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii milczeli. Dlaczego milczeli? Bo zamiast człowieka… widzieli tylko prawo. I zachowując jedynie literę prawa, było by im trochę głupio. Bo jeśli odpowiedzieliby, że nie wolno, to zaświadczyliby, że są ludźmi bez serca. A jeśli powiedzieliby, że wolno, to zaprzeczyli by prawu, które tak dosłownie przestrzegali.

Siostry i bracia. Cisza jest skarbem. Człowiek potrzebuje ciszy, aby pobyć sam na sam z sobą, ze swoimi myślami. Ale, gdy Bóg zadaje pytania, a człowiek milczymy, to coś jest nie tak. Jeśli Bóg zadaje pytania, a człowiek nie wie, jak odpowiedzieć, to coś jest nie tak. Każda odpowiedź na Boże pytania, daje nam okazję do zweryfikowania naszego postępowania, przyznania się do błędu, lub utwierdzenia się w tym, że dobrze postąpiliśmy. A jeśli milczymy, gdy Bóg nas pyta? To znaczy, że nie mamy ochoty wchodzić z Nim w dialog. A jeśli milczymy, gdy człowiek nas pyta? To znaczy, że też nie mamy ochoty z nim porozmawiać, że ignorujemy go. A to bardzo niebezpieczne, bo możemy stworzyć sobie swój świat, swoich wartości, zasad, bardzo różnych od tych Bożych wartości i często bardzo nieludzkich.

Reklamy

Uroczystość Trójcy Św.

Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

W naszym życiu, na co dzień, spotykamy się z wieloma tajemnicami. Pełen tajemnic jest otaczający nas świat. Badają go setki tysięcy uczonych z różnych dziedzin nauki. Efektem tych badań jest to, że ciągle coś nowego dla nas odkrywają. Poszerza się nasza wiedza, ale jednocześnie widzimy, jak wiele jeszcze kryje on w sobie tajemnic.

Tajemniczą istotą, do końca nie poznaną, jest również człowiek. Właściwie każdy z nas, jest inny. Każdy z nas nosi w sobie własną tajemnicę, która fascynuje, a zarazem jest niemożliwa do pełnego poznania przez innych.

Podobnie jest i z naszą wiarą. Chrześcijaństwo to religia naznaczona wieloma tajemnicami. Zresztą, gdybyśmy już wszystko o Bogu wiedzieli, poznali Go tak do końca, potrafili zmierzyć, zważyć, dotknąć, On nie byłby już Bogiem. Gdybyśmy już wszystko w chrześcijaństwie poznali, zrozumieli, wiedzieli, nie byłaby to już religia, a dziedzina wiedzy. Dużo jest w naszej wierze tajemnic. Dziewica urodziła Syna; zmarły Łazarz wyszedł z grobu; Jezus zmartwychwstał; Bóg – to niewidzialny Ojciec; a Duch Święty – pod postacią gołębicy. To tylko niektóre tajemnice. I to właśnie nie jest bez znaczenia. Musi istnieć tajemnica, byśmy zapragnęli ją odkrywać, zgłębiać, poznawać.

Nasz umysł jest zdolny odkrywać w świecie ślady Boga, a w głębi duszy przejawy Bożego działania. Ale sięgnąć w głąb Bożej istoty, uchwycić, czym On jest w swej naturze – to całkowicie przekracza nasze ludzkie możliwości.

Uchylić rąbka tej tajemnicy mógł tylko sam Bóg. I to właśnie uczynił, przede wszystkim przez objawienie w Jezusie Chrystusie. Jezus, objawił nam Ojca, jako początek wszystkiego i źródło miłości. On też objawił Ducha Świętego, jako pocieszyciela i uświęciciela.

Prawda o Bogu Trójedynym nie jest wymysłem teologów. Podczas, gdy tyle jest w dzisiejszym świecie różnych „pomysłów na Boga”, powinniśmy wiedzieć, że to nie my wymyślamy sobie Boga – my Go tylko odkrywamy, bo on sam zechciał przyjść do nas i pokazać nam Siebie. To dzięki Niemu wiemy, że Bóg jest Wspólnotą Trzech Osób, które się miłują i żyją ze sobą w doskonałej jedności.

Ale pamiętajmy też o tym, że ta prawda mimo iż została objawiona, nadal pozostaje tajemnicą. Trójca Święta jest dla nas przede wszystkim tajemnicą miłości! Miłość nas stworzyła, miłość nas odkupiła, miłość oświeca nasze umysły i uświęca nasze serca.

Drugą cechą Trójcy Świętej jest jedność, doskonałe zjednoczenie. Usłyszymy dziś w prefacji mszalnej: „Ty z Jednorodzonym Synem Twoim i Duchem Świętym * jedynym jesteś Bogiem, jedynym jesteś Panem; nie przez jedność osoby, * lecz przez to, że Trójca ma jedną naturę. * W cokolwiek bowiem dzięki Twemu objawieniu * wierzymy o Twojej chwale, * to samo bez żadnej różnicy myślimy o Twoim Synu * i o Duchu Świętym.” Trzeba i nam takiej jedności w naszej Ojczyźnie, naszym społeczeństwie, naszych rodzinach.

Niech zatem miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym będą z nami wszystkimi.

Zesłanie Ducha Świętego

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy jednak przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku. Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi.”

Możemy kupować do swojego domu, mieszkania wspaniałe urządzenia: lodówkę, pralkę, telewizor, ale jeśli zabraknie prądu, elektryczności, te urządzenia są bezwartościowe, martwe. I podobnie jest z naszą wiarą. Jeśli zabraknie tego, co duchowe, pozostaniemy tylko na tym, co zewnętrzne. Jeśli nie podłączymy się do Ducha Świętego, do tej mocy z nieba, to nasze chrześcijaństwo będzie takie… bezwartościowe, martwe. Będziemy w kościele, będziemy na Mszy św., ale tylko tak zewnętrznie, bo nie będzie w nas ducha, ducha Bożego, Ducha Świętego.

Metropolita Ignacy – Patriarcha Antiochii, powiedział w 1968r. – „Bez Ducha Świętego – Bóg jest daleko; Chrystus – pozostaje w przeszłości; Ewangelia jest martwą literą; Kościół –  zwyczajną organizacją; autorytet – panowaniem; misja – propagandą; kult – zaklęciem.

Na szczęście jest w Kościele obecny Duch Święty. I dzięki niemu, Kościół żyje, modlitwa jest żywym dialogiem człowieka z Panem Bogiem, sakramenty narzędziami jego działania. Słyszymy w najważniejszym momencie Eucharystii: „Uświęć te dary mocą twojego Ducha, aby stały się dla nas Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa”. W najważniejszych momentach sprawowania sakramentów, wzywamy Ducha świętego.

Moi drodzy. Duch święty – zdajemy sobie sprawę, że to ważna osoba Trójcy świętej, przypomina na o tym katechizm i liturgia sakramentalna. Jednak w takim naszym osobistym, indywidualnym przeżywaniu wiary, to trochę zapomniana osoba. Z Bogiem Ojcem nam jakoś bardziej po drodze. Wstajemy rano, patrzymy do lustra i pierwsze słowa jakie wypowiadamy to: O Boże! Kilka minut później jak uświadomimy sobie, ile dziś mamy lekcji, czy co mamy zrobić, to wypowiadamy: O Jezu! A Duch Święty, jakby taki wielki nieobecny.

Znany warszawski rekolekcjonista powiedział kiedyś, że wielu katolików ma dzisiaj taką pobożność, że gdyby dziś, ktoś ogłosił, że nie ma Ducha Świętego, to nic a nic by się nie zmieniła ich pobożność, to nic a nic by się w ich życiu nie zmieniło. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że papież wydał dekret: Nie ma Ducha Świętego. I co się zmienia w waszym życiu? Bo jak by powiedział: Mszy nie ma: T już jest zmiana. Gdyby papież powiedział: pacierza nie trzeba odmawiać… No to już duża zmiana. Śpiochy by powiedziały: niech żyje papież! Duża zmiana. A jak by powiedział: „Ducha Św. nie ma”, to co by się w waszym życiu zmieniło? To tylko takie retoryczne pytania, ale pokazujące nam pewną rzeczywistość. Trzeba nam, moi drodzy, tak żyć, żeby tego Ducha św. doświadczyć w przeżywaniu naszej wiary.

Nieraz mówimy, że jeśli w tym, co robimy nie ma ducha, to jest to bez wyrazu, od niechcenia, czy też zrobione z konieczności. Czynić coś z duchem, to znaczy mocno się w coś zaangażować, działać całym sobą. Duch Święty, którego Jezus zesłał na Apostołów, radykalnie zmienił ich życie. Z przerażonych i zagubionych uczniów, stali się charyzmatycznymi głosicielami Ewangelii. Jezus zapowiedział, jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, Pocieszyciela i Moc, która pozwoli pokonać Apostołom wszelkie ludzkie słabości i ograniczenia i spełnił swoją obietnicę. Oni doskonale mieli tego świadomość, bo otworzyli drzwi wieczernika i wyszli głosić Chrystusa. Oni robili to nie swoją mocą, ale mocą Ducha św. W jaki sposób? Po czym to można było poznać? Przypomniał nam o tym św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu: „Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”.

To Duch Święty czyni nasze oblicze pogodnym, pozwala dzielić się radością z innymi, daje nawet łaskę rozumienia się na żartach. Nawet przepisy liturgiczne na dziś nam w tym pomagają. Zobaczcie, mamy dziś Zielone Świątki, a ksiądz… ubrany na czerwono.

Czas Zesłania Ducha Świętego przypada w naszym kraju na pełnię wiosny, jej najpełniejszego rozkwitu, najbujniejszej roślinności. Dlatego właśnie uroczystość Zesłania Ducha Św. nosi w Polsce nazwę „Zielonych Świąt”. Symbolika tej nazwy odnosi się do tego, co dzieje się w nas samych poruszonych mocą Ducha Świętego. Dlatego życzmy sobie, aby w mocy Ducha Świętego, nasze życie wewnętrzne, duchowe, rozkwitało tak, jak majowa łąka. Amen.

7 Niedziala Wielkanocna. Wniebowstąpienie.

Jezus, ukazawszy się Jedenastu, powiedział do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Te zaś znaki towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie”. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Uroczystość Wniebowstąpienia pokazuje nam właściwy kierunek i cel naszego życia i naszej wiary. To niebo! Tam, gdzie mieszka Bóg, tam, gdzie i my mamy przygotowane miejsce, w domu naszego Ojca w niebie. Każdy z nas ma swój dom, dobrze czujemy się w naszym domu, tęsknimy za domem, chcemy do niego wracać. Pan Jezus wraca dziś do swojego domu, do nieba z którego wyszedł, aby zstąpić na ziemię. Wraca do nieba, aby nam tam przygotować dom, przygotować mieszkanie. I przyjdzie powtórnie, jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, aby nas zabrać do siebie.
Gdy umarł Jan Paweł II w 2005 roku, oficjalny komunikat o śmierci papieża wygłosił na Placu św. Piotra arcybiskup Leonardo Sandri. Wzruszonym, ale spokojnym głosem oznajmił, że Jan Paweł II o godz. 21. 37 odszedł do Domu Ojca. A kilka dni później na Mszy pogrzebowej kardynał Józef Ratzinger powiedział wprost: “Możemy być pewni, że nasz umiłowany Papież, stoi teraz w oknie domu Ojca, spogląda na nas i nam błogosławi”.

To takie piękne w naszej chrześcijańskiej wierze, że za dobre życie, czeka nas wieczna nagroda. Za nasze trudy, wyrzeczenia, a także za nasze cierpienia, czeka nas wyjątkowa nagroda. Będziemy mogli spotkać się w chwale nieba z Chrystusem. Będziemy mogli oglądać Boga, twarzą w twarz. Będziemy mogli spotkać naszych przodków, naszych bliskich tych, którzy nas poprzedzili w tej wędrówce do nieba.

Wzajemnie się miłowali. 6 Niedziela Wielkanocy.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

Uczniów Chrystusa poznaje się po miłości. To miłość braterska (siostrzana) jest najbardziej przekonującym świadectwem. „Zobaczcie, jak oni się miłują” – mogli powiedzieć z podziwem ci, którzy obserwowali życie pierwszych gmin chrześcijańskich. Kto nie miłuje, nie zna Boga. Czy współczesny człowiek zna Boga? Czy tylko o nim tu i tam słyszy; na ambonie w telewizji, Internecie.
Miłość, o której mówi dzisiaj liturgia słowa, jest gotowa iść trudną i wąską drogą ofiarności i poświęcenia. Świadectwo takiej właśnie miłości dał chociażby św. Maksymilian. Człowiek, który chciał przeorać świat miłością. On wiedział, że „nikt nie ma większej miłości, jak ten, co życie swe daje za swoich przyjaciół”.

Abyście, abyśmy (!!!) się wzajemnie miłowali, tak jak Bóg nas umiłował. Właśnie tak jak On! Oby ta propozycja nie zastygła tylko w słowach Ewangelii, ale znalazła przede wszystkim miejsce w naszym życiu.